Camaro z Bośni było jak duch. "Jestem Rambo zesłanym przez Boga na ziemię"

Chevrolet Camaro Helge Meyera wygląda jak z filmu o apokalipsie, a jego historia brzmi jak zmyślona. Niestety jest prawdziwa. Duński komandos w "samochodzie-widmie" przez wiele lat pomagał potrzebującym cywilom w Bośni i Hercegowinie.

Wojna w Bośni i Hercegowinie trwała od 1992 r. do 1995 r. i pochłonęła co najmniej 100 tys. ludzkich istnień. Wkrótce po tym jak mieszkańcy tej republiki socjalistycznej Jugosławii wypowiedzieli się w referendum za niepodległością, wybuchła wojna domowa pomiędzy bośniackimi Serbami a chorwacką i muzułmańską częścią społeczeństwa, która poparła projekt samodzielnego państwa.

Zobacz wideo [MOTOVLOG] Jeep Avenger e-Hybird na włoskich drogach i torach testowych [MATERIAŁ WYDAWCY MOTO.PL]

Mieszkańcy nowego tego kraju znaleźli się w środku piekła i musieli próbować przeżyć w nieludzkich warunkach, często bez dostępu do jedzenia, wody i opieki medycznej, nie mówiąc o dachu nad głową i elektryczności. Na terenie ówczesnej Republiki Bośni i Hercegowiny szybko pojawiły się jednostki ONZ, ale niesienie pomocy humanitarnej w systemowy zorganizowany sposób okazało się tak trudne, że wkrótce zaprzestano organizacji konwojów humanitarnych. W takich warunkach znacznie lepiej sprawdzały się spontaniczne, partyzanckie metody. Właśnie dlatego pojawił się tam Helge Meyer i jego pancerny Chevrolet Camaro. Kiedy mieszkańcy Vukovaru słyszeli grzmot silnika V8, wiedzieli, że zbliża się pomoc, a nie zagrożenie. Meyer szybko zyskał przydomek "Boski Rambo", a swoją niesamowitą historię później opisał w książce. Warto ją przypomnieć, bo dzięki pomysłowości oraz odwadze były żołnierz duńskich jednostek specjalnych stał się legendą.

Helge Meyer po wybuchu wojny w Jugosławii nie chciał siedzieć z założonymi rękami

W młodości Helge Meyer służył w elitarnej duńskiej jednostce specjalnej Jaegerkorpset, którą można uznać za funkcjonalny odpowiednik amerykańskich komandosów Navy Seals (właściwie: The United States Navy Sea, Air, and Land Teams). Specjalnością Jaegerkorpset był przede wszystkim daleki zwiad i operacje specjalne na terenie wroga z wykorzystaniem precyzyjnych desantów spadochronowych, a później również działania antyterrorystyczne.

Kiedy w Bośni i Hercegowinie rozpoczęła się wojna i czystki etniczne, Meyer już był na wojskowej emeryturze. Zajmował się zapewnieniem bezpieczeństwa w pewnym niemieckim wydawnictwie. Szybko zdecydował, że nie ma ochoty przyglądać się bezczynnie temu, co się dzieje na terenie byłej Jugosławii. Postanowił wykorzystać swoje cenne wyszkolenie i doświadczenie, a o pomoc poprosił amerykańskich żołnierzy ze zlokalizowanej nieopodal bazy lotnictwa Rhein-Main. Uzbierali 12 tys. dolarów i wspólnie stworzyli szalony projekt na bazie Chevroleta Camaro z 1979 r.

Serbowie mnie nie lubią, Chorwaci mnie nie lubią, muzułmanie mnie nie lubią... Mówią: "Jeśli pomożesz Serbom, zabijemy cię. Jeśli pomożesz Chorwatom, zabijemy cię. Jeśli pomożesz muzułmanom, zabijemy cię". Mam to gdzieś

- Helge Meyer, kierowca "samochodu-widma" z Bośni i Hercegowiny.

Chevrolet Camaro z 1979 roku jest autem idealnym na wojnę, bo trudno je zniszczyć

Amerykańskie muscle cary z lat 70. nie były najszybsze, ale z powodu konstrukcji opartej na ramie nośnej i mało wysilonych ośmiocylindrowych jednostek napędowych nie bez przyczyny zyskały opinię niezniszczalnych. Camaro Meyera miało pod maską słynny small-block V8 o poj. 5,7 l koncernu General Motors "podkręcony" ze 182 KM do 220 KM. Dzięki wyposażeniu "auta-widma" w instalację podtlenku azotu tę moc można było chwilowo zwiększyć do 440 KM, co pozwalało na rozpędzenie się do 200 km/h w ciągu 13 sekund.

Dodatkowo nadwozie samochodu zostało wzmocnione aramidowymi i stalowymi płytami, a także pomalowane lakierem pochłaniającym fale radarowe. Z przodu zamontowano rurową osłonę pełniąca funkcję tarana oraz instalację do detonacji min. W wyposażeniu auta znalazł się też noktowizor, czujnik podczerwieni, radiostacja oraz opony pozwalające na jazdę po przebiciu. Potem właściciel załadował do swojego Camaro 400 kg jedzenia, medykamentów oraz zabawek darowanych przez żołnierzy i ruszył na wojnę.

Szybko okazało się, że pomoc Meyera jest naprawdę potrzebna, zwłaszcza w przypadku błyskawicznych transportów cennego wyposażenia medycznego szpitali. Helge Meyer dzialał na terenie Bośni i Hercegowiny przez kilka lat, pomagając potrzebującym niezależnie od ich pochodzenia etnicznego. Woził zaopatrzenie regularnie organizowane w zbiórkach przez żołnierzy US Air Force, US Army i Bundeswehry. Wielokrotnie zdarzyło mu się wpaść w kłopoty, ale za każdym razem wychodził z nich bez szwanku. Między innymi dlatego, że zawsze poruszał się bocznymi drogami, a samochód nigdy go nie zawiódł. Żeby nie budzić przerażenia wśród dzieci, nie nosił broni, zakładał cywilne ubrania, a na atrapie chłodnicy Camaro zamontował gumową kaczuszkę.

Historia Helge Meyera jest nie z tej ziemi. Najwyższy czas na adaptację filmową

Tylko na czas akcji były komandos zakładał na głowę kewlarowy hełm, który pewnego razu zatrzymał pocisk kalibru 9 mm. Pytany o to, czy rodzina się nie martwiła o jego bezpieczeństwo, odpowiada, że ani żona, ani dzieci przez 4-5 lat nic nie wiedzieli o jego drugim, sekretnym życiu. W utrzymaniu tajemnicy pomagali mu pracownicy i przyjaciele, mówiąc w takich chwilach, że "Meyera akurat nie ma w biurze, bo pojechał na spotkanie z dyrektorem".

Historia Helge Meyera i jego Chevroleta Camaro zwanego "autem-widmem" jest tak niesamowita, że trudno uwierzyć w to, iż wydarzyła się naprawdę. W tej kwestii musimy zaufać świadkom oraz jej głównemu bohaterowi, który opisał własne dzieje w książce-reportażu "Gottes Rambo" wydanym po duńsku oraz niemiecku. Mam nadzieję, że kiedyś powstanie jej filmowa adaptacja, bo to wymarzony materiał. Na razie portal DriveTribe wyprodukował na ten temat krótki dokument. Helge Meyer ma się dobrze do dziś. Mieszka w Niemczech, a w garażu wciąż trzyma słynne Camaro, którym jeździ od czasu do czasu. Amerykański samochód ma przebieg 62 tys. mil, a po zakończeniu wojny jego nadwozie zostało polakierowane na pomarańczowo.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.