Trailer nowego filmu z serii Mad Max: "Furiosa". Przygotujcie szklankę wody

W 2015 roku film "Mad Max: Na drodze gniewu" zszokował widzów. Jedni uznali go za szmirę, inni za arcydzieło. Fani widowiskowych pościgów znów będą zachwyceni. W czasie oglądania "Furiosy" zaschnie wam w gardle.

Po obejrzeniu intensywnej zapowiedzi nowego filmu George'a Millera "Furiosa" (oryginalny tytuł: "Furiosa: A Mad Max Saga") już wiadomo, że australijski reżyser nie odpuszcza. Czeka nas kolejne transowe doświadczenie. Poprzedni odcinek postapokaliptycznej sagi o Mad Maksie podzielił widzów, bo zgodnie z tytułem był szaloną, widowiskową i brutalną jazdą, niemal pozbawioną fabuły i dialogów. Prequel tego filmu, przyszłoroczna "Furiosa", jest w tym samym stylu. Lepiej zapnijcie pasy i przygotujcie sobie szklankę wody, bo z powodu pustynnego krajobrazu i nadmiaru emocji w trakcie seansu z pewnością zrobi się wam sucho w gardłach.

Zobacz wideo

Więcej wiadomości o motoryzacji w popkulturze znajdziesz na stronie Gazeta.pl

Mad Max: Furiosa. Zamiast Theron i Hardy'ego dostaniemy Taylor-Joy i Hemswortha

Na początek jednocześnie dobra i zła wiadomość. W głównych rolach nie zobaczymy aktorów z poprzedniej części. Nie jestem przekonany, że Chris Hemsworth godnie zastąpi Toma Hardy'ego, ale nie mam wątpliwości, że Anya Taylor-Joy poradzi sobie z postacią Furiosy nie gorzej od Charlize Theron. Doskonale pasuje do tej roli. Dzięki "Furiosie" dowiemy się, co wydarzyło się przed "Drogą Gniewu" i jakie były początki awanturniczego życia tytułowej bohaterki (Anya Taylor-Joy). W roli władcy pustkowia Dementusa skonfliktowanego z innym lordem pustyni "Nieśmiertelnym Joe" (a tak naprawdę pułkownikiem Joem Moorem znanym z poprzedniej części) zobaczymy Chrisa Hemswortha.

Z opublikowanej właśnie zapowiedzi trwającej około 2,5 minuty można dowiedzieć się, że akcja filmu toczy się 45 lat po upadku cywilizacji. Młoda bohaterka została porwana przez Dementusa z własnej rodziny i uprowadzona z miejsca, w którym dorastała: Green Place of Many Mothers. Kiedy dorosła, stara się odnaleźć drogę do domu. Z trailera nie wynika wiele więcej, ale mając w pamięci fabułę poprzedniej części, wcale mnie to nie dziwi. Być może właśnie poznaliśmy całą treść przyszłorocznego filmu, ale to nie znaczy, że nie warto go obejrzeć.

Lubicie szaloną jazdę? Reżyser Mad Maksa jest od tego specjalistą 

Przede wszystkim dlatego, że czekają nas godziny szalonej pustynnej jazdy (dosłownie i w przenośni) okraszonej sporą dawką plemiennych klimatów. Widowiskowe pościgi i doskonałe zdjęcia były jedną z najmocniejszych stron poprzedniej części Mad Maksa. Tym razem będzie podobnie. 78-letni George Miller urodzony w pustynnym australijskim miasteczku Chinchilla to właściwie reżyser jednego filmu, za to dobrze czuje jego klimat. Od 1979 r. jest znany z osadzonej w świecie po apokalipsie sagi o Szalonym Maksie. Przy okazji uczynił sławnym swojego rodaka, Mela Gibsona, który zagrał tytułową rolę jej w pierwszych trzech częściach.

 

Po 20 latach Miller powrócił do tego samego tematu, ale już z innymi aktorami. Sposób, w jaki to zrobił, nikogo nie pozostawił obojętnego. Dotyczy to również jurorów akademii filmowej, która przyznała temu dziełu popkultury aż sześć Oskarów (z 10 nominacji). "Mad Max: Na drodze gniewu" dostał m.in. nagrody za kostiumy, scenografię, charakteryzację i montaż. Czy tym razem stanie się tak samo? Zobaczymy, ale znów czeka nas podobne widowisko. Tak samo, jak w przypadku poprzedniej części, scenariusz "Furiosy" Miller napisał wspólnie z Nickiem Lathourisem związanym z sagą od samego początku. Niezależnie od tego, czy nowa formuła Mad Maksa podoba się wam, czy nie, w przyszłym roku czeka nas powtórka z rozrywki. Światowa premiera filmu "Furiosa" (angielski tytuł: "Furiosa: a Mad Max Saga") została zaplanowana na 23 maja 2024 r.

Więcej o:
Copyright © Agora SA