Warte 300 mln zł ferrari nagle zapłonęło na torze. Kierowca nie stracił zimnej krwi [WIDEO]

W miniony weekend na torze Goodwood odbyła się słynna impreza dla miłośników klasycznej motoryzacji. W trakcie jednego z wyścigów jeden z najdroższych samochodów świata stanął w ogniu. Chodzi o kultowe Ferrari 250 GTO.

Goodwod Motor Circuit to wyjątkowy tor wyścigowy położony w hrabstwie West Sussex na terenie posiadłości księcia Richmod (tzw. Goodwood House). Od 2017 roku jest nim Charles Henry Gordon-Lennox. Tor i posiadłość Goodwood jest europejskim epicentrum entuzjastów klasycznych samochodów sportowych i wyczynowych. Co roku odbywają się tam różne imprezy. Jedną z nich jest Goodwood Revival, jedyne w swoim rodzaju wydarzenie skupiające fanów dawnego motorsportu. Jego majętni fani z całego świata przywożą na miejsce klasyczne samochody, ubierają się w stroje z epoki i biorą udział w często całkiem poważnych zmaganiach.

Zobacz wideo Doskonałe jedzenie, piękna architektura i emocjonująca motoryzacja. We Włoszech jest region, który skupia w sobie te trzy rzeczy [autopromocja]

Więcej wiadomości o klasycznych samochodach znajdziesz na stronie Gazeta.pl

Ferrari 250 GTO to jeden z najdroższych samochodów na świecie

Tegoroczna impreza Goodwood Revival odbyła się w miniony weekend. Kierowca unikalnego ferrari 250 GTO w trakcie wyścigu Lavant Cup, który się odbył na torze 9 września, przeżył chwilę grozy. Za kierownicą słynnego sportowego modelu 250 GTO siedział były kierowca Formuły 1, komentator telewizyjny i współorganizator GP Indii Formuły 1 - Karun Chandhok. Karun jest ważną personą w Indiach. To były mistrz tego kraju w rajdach samochodowych oraz syn byłego rajdowego mistrza Indii, Vicky’ego Chandhoka. Karun Chandhok startował w wyścigach F1 w sezonie 2010 w zespole Hispania Racing Team, a w kolejnym został kierowcą testowym i rezerwowym ekipy Lotus.

W trakcie weekendowej imprezy Hindus zachował się bardzo przytomnie. W trakcie wyjeżdżania z jednego z wiraży toru ferrari 250 gto, które prowadził, stanęło w ogniu. Dodatkowo zablokowały się tylne koła sportowego klasyka. Chandhok elegancko dokończył mimowolny obrót, natychmiast zjechał na trawiaste pobocze toru i szybko opuścił swój pojazd. Na szczęście pożar ferrari zakończył się równie szybko, jak rozpoczął.

 

Co było przyczyną widowiskowej i niebezpiecznej awarii sportowego klasyka za 300 mln zł? Zdaniem organizatorów wywołała ją "dziura w silniku". Świadkowie podejrzewają zablokowanie się wału napędowego, który zatrzymał tylne koła. To wywołało ich poślizg, a siły, które z tego powodu zadziałały w układzie napędowym, rozerwały obudowę, któregoś elementu, co spowodowało wyciek oleju. Kiedy środek smarny trafił na rozgrzany układ wydechowy, natychmiast zapłonął. To tylko dywagacje i mogło być zupełnie inaczej. Można być pewnym wyłącznie spektakularnego efektu awarii, bo widzimy go na wideo.

Kierowca ferrari na Goodwood Revival zareagował książkowo na awarię

Po bezpiecznym opuszczeniu toru Karun Chandhok zdał relację komentatorom imprezy. Powiedział, że przed rozpoczęciem wyścigu musiał się uszczypnąć, bo myślał, że śni. Usiadł za kierownicą samochodu swoich marzeń. Jego nastrój diametralnie się zmienił, kiedy ujrzał w lusterku płomienie. Wtedy ze względu na bezpieczeństwo własne i innych uczestników wyścigu, po opanowaniu poślizgu natychmiast opuścił nitkę toru, również po to, żeby zminimalizować wyciek oleju z silnika, co mogło wywołać kolejne kolizje.

Podobno wszystko dobre, co się dobrze kończy. Tym razem obyło się bez poważniejszych strat, jeśli nie liczyć uszkodzonego napędu jednego z najdroższych samochodów świata. W latach 1953-1962 powstało tylko 36 egzemplarzy Ferrari 250 GTO. W 2018 r. jeden z nich został kupiony na aukcji za 70 mln dolarów i przez jakiś czas był najdroższym samochodem świata. Zdetronizował go dopiero sprzedany w 2022 r. za 135 mln euro Mercedes-Benz 300 SLR Uhlenhaut Coupe.

Na pocieszenie można dodać, że wielu właścicieli Ferrari 250 GTO na czas wyścigów montuje w nich zapasową jednostkę napędową w miejsce oryginalnej, właśnie na wypadek awarii albo kolizji. Tak robi np. Nick Mason, perkusista zespołu Pink Floyd, który jest posiadaczem jednego z tych unikalnych pojazdów.

Więcej o:
Copyright © Agora SA