Podążał za wskazówkami nawigacji. Trafił w środek wojny karteli

Kierowca z Arizony w bardzo bolesny sposób przekonał się, że czasami nie warto słuchać wskazówek nawigacji. To z ich powodu wjechał do rejonu Sasabe, w którym toczy się wojna meksykańskich gangów.

Często zapominamy jak bezpiecznym miejscem na co dzień jest Środkowa Europa, pomimo wojny za naszą granicą. Przyczyn jest wiele, ale dzięki nim w naszym regionie można podróżować bez zastanawiania się, czy gdzieś jest bezpiecznie. Mieszkańcy wielu innych rozwiniętych regionów świata nie mogą tego powiedzieć. Często muszą oglądać się za siebie, ilekroć wybierają się w nieznane miejsce. Tak jest między innymi w Ameryce, o czym przekonał się mieszkaniec pogranicza USA i Meksyku w trakcie świątecznej podróży.

Zobacz wideo Potrącenie rowerzysty w Gubinie zakwalifikowane jako wypadek. Powód? Nieustąpienie pierwszeństwa rowerzyście

Chevrolet suburban Craiga Rickettsa został ostrzelany w miejscowości Sasabe, do której trafił przypadkiem, gdy inne przejście graniczne okazało się zamknięte. Tak pokierowała go samochodowa nawigacja. W małej osadzie w jego SUV-a trafiło 16 pocisków, a dwa z nich zraniły go w rękę oraz kostkę lewej nogi. Tak naprawdę mężczyzna ma szczęście, że w ogóle żyje, ale po tym zdarzeniu trafił do szpitala w Tucson.

Amerykanin znalazł się w złym miejscu w niewłaściwym czasie. Tak pokierowała go nawigacja

Ricketts wybrał się w wigilię świąt samochodem z Meksyku do swojego syna mieszkającego w USA, którego chciał odwiedzić w Boże Narodzenie. W efekcie zbiegu okoliczności  trafił do Sasabe. To niewielka osada w hrabstwie Pima w Arizonie, w której nigdy nie było bezpiecznie, bo stanowi centrum przemytu ludzi. Od 1,5 miesiąca toczy się tam wojna meksykańskich gangów, tak bezwzględna i krwawa, że niemal wszyscy mieszkańcy już opuścili tę miejscowość. Niektórzy zostali zabici, zanim zdążyli to zrobić. Przed dwoma miesiącami w Sasabe żyło około 2,5 tysiąca ludzi, teraz zostało ich raptem 20, a po pustych drogach krążą głównie wojskowe terenówki "humvee" meksykańskiej straży granicznej.

W części pustynnego regionu Sonora od dawna toczą się porachunki meksykańskich karteli przemytników i handlarzy narkotyków. Przed kierowaniem się w stronę Sasabe, leżącego po obu stronach granicy, oficjalnie ostrzega mieszkańców Departament Stanu USA. Niestety Amerykanin o tym nie widział, a kiedy przejście graniczne w Lukeville, z którego miał zamiar skorzystać, okazało się zamknięte, zaufał nawigacji i to był błąd.

Jego chevrolet został podziurawiony kulami jak sito, ale na szczęście obrażenia, które odniósł Ricketts, nie zagrażały jego życiu. Częściowo dlatego, że mężczyzna zachował się przytomnie i zatamował upływ krwi opaską uciskową z kurtki, ale również dlatego, że pomoc medyczna pojawiła się szybko na miejscu. Według informacji przekazanych amerykańskim mediom przez biuro prokuratora generalnego w Sonomie Craig Ricketts nie jest jedyną przypadkową ofiarą wojny gangów w Sasabe. Miesiąc wcześniej w listopadzie zginął tam inny kierowca, który znalazł się w środku strzelaniny.

Służby ostrzegają przed zapuszczaniem się w rejon Sasabe, ale Amerykanin o tym nie wiedział

Problem z błądzeniem w tę okolicę wynika z tego, że na początku grudnia 2023 r., kiedy sytuacja w Sasabe się zaogniła, amerykańska straż graniczna (US Customs and Border Protection) zamknęła sąsiednie przejście w Lukeville, po to, aby lepiej kontrolować ten rejon i chronioną murem granicę z Meksykiem. Pewnie służbom nie przyszło do głowy, że ktokolwiek może skierować się w samo oko cyklonu.

Podobno amerykańskie władze wystosowały prośby do producentów systemów nawigacyjnych o umieszczenie ostrzeżeń dla kierowców, aby omijali rejon Sasabe, a wszystkie rekomendowane trasy planowali inaczej. Kłopot w tym, że aktualizację oprogramowania łatwo przeprowadzić tylko w przypadku aplikacji online. Kierowca suburbana korzystał z fabrycznej nawigacji starszego typu, a jej aktualizacja wymaga wizyty w serwisie. Skoro Amerykanin w ogóle nie miał pojęcia, jak groźnym rejonem jest ta część pogranicza, nic dziwnego, że nie zadał sobie takiego trudu. Na szczęście Craig Ricketts przeżył spotkanie z meksykańskimi gangsterami, a trasę powrotną do domu na pewno zaplanuje z większą uwagą.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.