Yanosik i Mapy Google pokazują, o ile oszukuje cię twój samochód. Przydatna funkcja

Kierowcy na co dzień używają przeróżnych aplikacji do nawigacji. Jednymi z najpopularniejszych są zdecydowanie Mapy Google oraz Yanosik. Oba programy mają funkcję, która bardzo się przydaje. Głównie do jazdy zgodnie z przepisami.

Więcej ciekawostek dla kierowców znajdziesz na stronie głównej gazeta.pl. Aplikacje, których używamy do nawigowania w samochodzie mają często znacznie więcej do zaoferowania niż tylko podgląd mapy oraz prowadzenie do celu. Mapy Google to ogromna baza danych informacji przeróżnych. Można w niej znaleźć choćby informacje o restauracjach oraz atrakcjach turystycznych. Inne pozwalają opłacić parking. Siłą Waze'a oraz Yanosika jest bez wątpienia społeczność, która oznacza przeróżne zdarzenia na drodze. Kierowcy bardzo cenią sobie też... oznaczanie patroli policyjnych.

Przydatna funkcja. Nawigacja pokazuje ci prędkość

Prawdopodobnie zauważyliście, że coraz więcej aplikacji pokazuje gdzieś na ekranie telefonu prędkość, z jaką jedziemy. Appka wylicza ją na podstawie zmiany położenia względem satelity - zwykle są bardzo dokładne. Znacznie dokładniejsze od prędkościomierzy w samochodzie. Te zawsze oszukują kierowcę i podają wyższą prędkość, niż rzeczywiście jedziemy. Czasem może to być duża różnica.

To przydatna funkcja dla kierowców, którzy dużo jeżdżą po polskich drogach. Nie każdy chce łamać przepisy i jechać szybciej, niż wskazuje nam prędkościomierz. Prędkość podana przez aplikację pozwala ustawić np. tempomat i nie obawiać się mandatu za łamanie przepisów. Na dłuższych trasach można przyspieszyć, a wciąż jechać tak jak się powinno. Samochodowy prędkościomierz potrafi przekłamać nawet o pięć albo więcej kilometrów na godzinę przy 50 km/h.

Zobacz wideo Hulajnogą elektryczną pędził z prędkością 54 km/h do przedszkola po dziecko

Prędkościomierz w samochodzie. Skąd się biorą błędy?

To, że prędkościomierz przekłamuje widać nie tylko po wskazaniach aplikacji na podstawie GPS-a, ale też "fotoradarach" informujących kierowcę, jak szybko jedzie. Np. przy szkołach. Bardzo często podają niższe wyniki niż samochód. Co ciekawe, Unia Europejska ma nawet wzór pokazujący stopień przekładania. PZMOT podaje, że wygląda tak: 0 ≤ V1 – V2 ≤ (V2/10) + 4 km/h, gdzie V2 to prędkość realnie osiągana przez pojazd, a V1 prędkość podawana na zegarach.

Eksperci nie nazywają tego zjawiska przekłamywaniem prędkości, a marginesem błędu licznika. Dla kierowcy podawanie wyższej prędkości nie jest wcale złą informacją. Czasem może znacznie poprawić bezpieczeństwo i pozwolić uniknąć mandatu. Warto wspomnieć, że prędkościomierz "uszkodzić" może także sam kierowca. Zmiana felg i opon na rozmiar, który nie jest homologowany dla danego modelu.

Dlaczego prędkościomierz kłamie?

Wskazać można dwa praktyczne powody. W razie wypadku np. przy 50 km/h realna prędkość niższa o 4-5 km/h może decydować o życiu i śmierci. Przekłamywanie i zawyżanie prędkości może także niwelować przekłamanie pomiaru szybkości w czasie ewentualnej kontroli drogowej. Kierowca będzie sądził, że porusza się 90 km/h, a w rzeczywistości prędkość pojazdu to np. 85 km/h. Margines tolerancji idealnie zgra się z marginesem błędu, który wykazują urządzenia pomiarowe stosowane przez europejską policję. Efekt? Ciężko mówić o niesprawiedliwym mandacie.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.