Jedziesz samochodem i nasłuchujesz? Suszarka, krokodyle, Renia bez oczka i pijana górka

Mobilki, jak tam dróżka do Warszawy? Jeszcze dziesięć lat temu często słyszałem podobne pytanie, gdy ruszałem w drogę z włączonym radiem CB. A jak jest obecnie? Z radiem CB przejechałem kilkaset kilometrów po Polsce, by posłuchać czy w eterze wciąż jest tłoczno jak kiedyś.

Przez wiele lat radio CB było moim drogowym niezbędnikiem. Zależnie od trasy i auta na dachu mocowałem antenę krótszą (niespełna pół metra długości) lub dłuższą (popularny model o długości niemal 1,5 m). Wszystko po to, by nie tylko nasłuchiwać, ale także aktywnie ostrzegać innych kierowców o różnych drogowych niespodziankach (nie tylko kontrole policyjne, ale także wypadki, remonty, korki czy różne obiekty na nawierzchni). Jeszcze ponad 10 lat temu z łączności CB aktywnie korzystali nie tylko kierowcy samochodów ciężarowych, autobusów, dostawczych czy lawet, ale także osobowych. Charakterystyczny metalowy bat na dachu osobówki był często widywany. Był.

Zobacz wideo Rekordzista. 205 punktów karnych

Radio CB odłożyłem na półkę już dawno temu. Następcą CB stał się u mnie smartfon z popularnymi aplikacjami, które na co dzień pełnią rolę drogowego ostrzegacza (nie tylko Yanosik, ale także Rysiek, NaviExpert czy Waze). Nietrudno zgadnąć, że podobnie postąpiło wielu kierowców. Coraz trudniej dostrzec na trasie samochód osobowy z anteną CB. Łatwo o wrażenie, że historia zatoczyła koło i łączność CB stała się przede wszystkim podstawowym środkiem komunikacji dla kierowców ciężarówek. Przekonałem się o tym podczas długiej podróży z Siedlec na południe Polski.

Radio CB w samochodzieRadio CB w samochodzie Tomasz Okurowski

Radio CB w samochodzieRadio CB w samochodzie Tomasz Okurowski

Radio CB w samochodzieRadio CB w samochodzie Tomasz Okurowski

Radio CB w samochodzieRadio CB w samochodzie Tomasz Okurowski

Mobilki, próba radia

W podróż do Częstochowy zabrałem ze sobą leciwego już Presidenta Harry II w zestawie z krótszą anteną. Nie obyło się bez obowiązkowej kontroli z tzw. miarką SWR (miernik wykorzystywany do dopasowania instalacji antenowej, czyli tzw. strojenia anteny) i próby sprzętu (nadajemy w eter pytanie – „Mobilki, próba radia. Jak mnie słychać?"). Na szczęście nie musiałem długo czekać na odpowiedź. Doczekałem się krótkiego potwierdzenia, że wszystko jest w porządku. Przyznaję, że czekałem na inną odpowiedź. Przed laty żartowano, że słychać mnie tak dobrze, jak pewnego słynnego duchownego proszącego o datki.

Podczas podróży krajową DK2 z Siedlec do Kałuszyna, a następnie A2 do Warszawy, S8 w kierunku Łodzi i autostradą A1 do Częstochowy słuchałem tego co dzieje się w eterze. Radio od czasu do czasu dawało znać o sobie niezbyt przyjemnymi dla uszu trzaskami (z tego powodu kiedyś często żartowano, że CB to tzw. szumofon). Niestety kierowcy rzadko się odzywali. Na odcinku z Siedlec do stolicy zaledwie dwóch kierowców zapytało o tzw. dróżkę do Warszawy. Na większe ożywienie można było liczyć w pobliżu parkingów przy centrach logistycznych czy firmach transportowych. Kierujący chętniej odzywali się także wówczas, gdy dojeżdżałem do miejsca zatoru. Prócz informacji o przyczynie korka zwyczajowo narzekano na prowadzących auta osobowe (trudno powtórzyć, ze względu na liczne wulgaryzmy). Zresztą całkiem słusznie, skoro co chwila ktoś nerwowo komentował, że znowu wpychają mu się prosto pod maskę.

Nie zabrakło drogowego żargonu. Oto co usłyszałem.

  • - Maniek, dawaj skakanką do mnie (wezwanie do kierowcy Scanii, by podjechał na parkingu)
  • - Na 42 suszą – (policja kontroluje prędkość na 42 km kilometrze drogi. By wskazać lokalizację kierowcy odczytują numer na przydrożnym słupku pikietażu drogowego)
  • - Krokodyle na pijanej górce – (kontrola prowadzona przez patrol Inspekcji Transportu Drogowego na wzniesieniu nieopodal Kałuszyna)
  • - Renia nie masz jednego oczka – (uszkodzona żarówka w ciężarówce marki Renault)

W okolicach Częstochowy usłyszałem nawet reklamę przydrożnej knajpy z burgerami. Nie doczekałem się zaś żadnej oferty na sprzedaż oszczędności. I wcale nie mam na myśli ofert firm pożyczkowych czy banków. Przed laty kierowcy dorabiali sobie proponując sprzedaż zaoszczędzonego paliwa (stąd hasło sprzedam oszczędności). Podczas długiej podróży nikt nie proponował nadwyżek diesla.

Radio CB w samochodzieRadio CB w samochodzie Tomasz Okurowski

Radio CB w samochodzieRadio CB w samochodzie Tomasz Okurowski

Radio CB w samochodzieRadio CB w samochodzie Tomasz Okurowski

Radio CB w samochodzieRadio CB w samochodzie Tomasz Okurowski




Bat na dachu może się przydać

W trakcie podróży na trasie Siedlce – Częstochowa – Siedlce uważniej przyglądałem się mijanym pojazdom w poszukiwaniu anten do łączności CB. Z charakterystycznych metalowych batów na dachach zwykle korzystali kierowcy aut pomocy drogowej czy starszych ciężarówek. Podczas wielogodzinnej podróży spotkałem zaledwie dwa auta osobowe z antenami CB: starszy SUV Mercedesa i Skoda Fabia drugiej generacji. Niewiele, nieprawdaż?

Przyznaję, że po wielogodzinnej podróży odetchnąłem z ulgą, gdy zdemontowałem moje stare radio. Znamienne, że kiedyś nie wyobrażałem sobie jazdy bez tradycyjnego zestawu CB. Obecnie w podróży wystarczy mi bowiem popularna aplikacja ostrzegająca o drogowych zagrożeniach i program nawigacyjny z funkcją informacji o aktualnym natężeniu ruchu. Oczywiście programy w smartfonie mają swoje ograniczenia. Są przydatne, dopóki mamy dobre połączenie internetowe. W razie awarii, gdy przestanie działać sieć telekomunikacyjna (to wbrew pozorom nie jest nierealne), radio CB staje się najlepszym środkiem łączności. Lepiej zatem tak łatwo z niego nie rezygnować. Swój zestaw wciąż trzymam. Kiedyś może się jeszcze przydać.

Więcej o: