Auta z Chin niemile widziane? Wcale nie! Kraje UE zabiegają o chińskie fabryki

Jedno nie ulega wątpliwości. Chińskie samochody znalazły się na cenzurowanym w Unii Europejskiej. Okazuje się jednak, że o ile auta przywożone z Chin są niemile widziane na naszym kontynencie to już chińskie inwestycje w Europie są jak najbardziej pożądane. Na liście nowych chińskich inwestycji znalazły się już Hiszpania i Węgry. Pora na Francję, Polskę i Włochy.

Któż by się spodziewał, że chińskie samochody mogą wiązać się z tak ogromnymi emocjami w Europie. Nie tylko politycy (szczególnie francuscy), ale także i prezesi wielkich koncernów (Carlos Tavares czy Luca de Meo) przestrzegali przed chińskim zagrożeniem dla europejskiego przemysłu. Komisja Europejska wszczęła nawet dochodzenie w sprawie dotacji dla producentów aut z kraju niebiańskiego smoka oraz przygotowuje się do wprowadzenia zaporowych ceł.

Zobacz wideo Chińskie samochody stały się konkurencyjne. O co chodzi? Zobaczcie na przykładzie BAIC Beijing 5

Europa zatem nie chce chińskich aut? I tak i nie. Okazuje się, że o ile produkty dostarczane z Chin nie są mile widziane, to już chińskie inwestycje na naszym kontynencie są wręcz pożądane. O uwagę producentów samochodów o egzotycznych nazwach zabiegają władze wielu krajów. Na liście się nie tylko Włosi (czym wywołali wściekłość władz koncernu Stellantis), ale także Francuzi i Hiszpanie. Hiszpanom nawet już się udało. W dawnych zakładach Nissana w Barcelonie ruszy jeszcze w tym roku montaż aut marki Omoda (należy do koncernu Chery).

Orban ograł wszystkich w Europie?

Łatwo o wrażenie, że europejscy decydenci obudzili się zdecydowanie za późno. Wszystkich wyprzedził niemal o lata świetlne Viktor Orban. Już od 2017 r. działa na Węgrzech fabryka chińskich autobusów elektrycznych, a od kilku miesięcy trwa budowa zakładów, w których powstaną auta osobowe marki BYD. A to nie byle jaki gracz. BYD to jeden z największych chińskich producentów pojazdów. Nie dziwi zatem, że o jego względy zabiegają także francuskie władze.

O względy chińskich graczy zabiega także słynny portugalski menedżer. Carlos Tavares, szef koncernu Stellantis inwestuje we współpracę z Leapmotor, by możliwie jak najszybciej uzupełnić ofertę o samochody z najtańszych segmentów. W biznes wpompowano już 1,5 mld euro, by pozyskać 21 proc. udziałów w chińskiej firmie oraz utworzyć nową spółkę Leapmotor International. Jej zadaniem będzie m.in. produkcja tanich elektrycznych aut, które trafią nie tylko na rynki azjatyckie, ale także do Ameryki Południowej czy na Bliski Wschód. Zobaczymy je również w Europie.

Na nowym przedsięwzięciu Stellantis skorzysta także Polska. To z zakładów Stellantis w Tychach będą najprawdopodobniej wyjeżdżać miejski Leapmotor T03 (konkurent dla Dacii Spring) i spory SUV Leapmotor C10 (4,7 m długości, co oznacza rywala dla takich aut jak m.in. KIA EV6, Nissan Ariya, Tesla Model Y czy Volkswagen ID.4). Według informacji Automotive News samochody będą sprzedawane i serwisowane w istniejącej sieci dealerskiej Stellantis. Proces homologacji europejskich wersji powinien się zakończyć w ciągu najbliższych miesięcy, a sprzedaż rozpocznie się jeszcze w tym roku.

Czy kupisz nowe chińskie auto produkowane w Europie?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.