Rozłam w Europie. Chińskie auta są mile widziane. Szczególnie w jednym kraju

Jeden duży producent samochodów to zdecydowanie za mało jak na całkiem spory kraj w Europie. Tak uznał minister odpowiedzialny za rozwój gospodarki we Włoszech, który zachęca chińskie koncerny samochodowe do inwestycji na półwyspie Apenińskim. Czas na chińskie samochody ze znaczkiem "Made in Italy"?

Ministero delle imprese e del made in Italy. Nazwę urzędu można tłumaczyć jako ministerstwo biznesu i made in Italy. Pomysłowe, nieprawdaż? Ministerstwem kieruje Adolfo Urso, który nie kryje rozczarowania stanem przemysłu motoryzacyjnego we Włoszech. Obecnie bowiem jedynym kluczowym graczem przemysłowym jest grupa Stellantis, z którą władze Włoch mają dość chłodne relacje. Według ministra jeden duży producent samochodów to zdecydowanie za mało. Stąd intensywne poszukiwania kolejnych inwestorów.

Zobacz wideo Doskonałe jedzenie, piękna architektura i emocjonująca motoryzacja. We Włoszech jest region, który skupia w sobie te trzy rzeczy [autopromocja]

A gdzie szukać chętnych do budowy nowych zakładów? Najwyraźniej nie w Europie. Włosi liczą na dobrą współpracę z chińskimi koncernami. Adolfo Urso przyznał, że już od kilku miesięcy trwają rozmowy z trzema chińskimi grupami. Wspomniał również, że negocjacje prowadzone są także z zachodnimi koncernami. Którymi? Tego już minister nie zdradził.

BYD, Chery i Saic. Wielcy gracze z Chin

Od czego jednak są media? Dziennikarze renomowanego włoskiego magazynu motoryzacyjnego Quattroroute sprawdzili, że na liście potencjalnych kandydatów znalazły się trzy koncerny. To BYD, Chery i Saic. Pierwszy z nich jest obecnie największym chińskim producentem samochodów elektrycznych i hybrydowych (w tym roku firma znalazła się w gronie 10 największych koncernów motoryzacyjnych świata). I jako pierwszy zrezygnował z planów ekspansji we Włoszech tuż po ogłoszeniu decyzji o budowie drugiej fabryki w Szeged na Węgrzech (pierwsza z nich zajmuje się produkcją autobusów elektrycznych).

Inwestycji we Włoszech nie wykluczają jednak Chery i Saic. I to w nich pokładane są nadzieje na utrzymanie przemysłu motoryzacyjnego w Italii. Nie jest bowiem tajemnicą, że sama produkcja samochodów to nie wszystko. Minister nie kryje, że po uruchomieniu inwestycji odżyje sektor kooperantów, którzy dostarczają podzespoły prosto na linie produkcyjne. W przypadku Włoch oznacza to aż 2,2 tys. firm, które żyją dzięki wieloletnim kontraktom z koncernami. Według ministerialnych szacunków firmy mają zabezpieczoną przyszłość tylko w przypadku, gdy produkcja pojazdów we Włoszech nie spadnie poniżej 1,3 mln. egzemplarzy rocznie. A tego nie może zagwarantować Stellantis i jedna z jego marek - Fiat.

Tesla też mile widziana

W przypadku zachodnich marek pojawia się jak dotąd tylko jedna firma. Według włoskich dziennikarzy władze próbują skusić Teslę. Otwartą kwestią pozostaje jednak, czy Elon Musk potrzebuje kolejnej fabryki w Europie. Amerykanie nie kryją planów rozbudowy Tesla Giga Berlin o kolejny zakład produkujący samochody oraz oddział przeznaczony do recyklingu akumulatorów z samochodów wycofanych z eksploatacji.

Czy Włochom uda się pozyskać nowych inwestorów, a jednocześnie ocalić rynek przed ekspansją chińskich samochodów? Bez wątpienia europejski rynek jest atrakcyjny dla koncernów z Chin, ale jednocześnie trudniej dostępny. Po wszczęciu unijnego śledztwa w sprawie dofinansowania produkcji aut w Chinach, zwiększeniu ceł i kolejnych ograniczeń finansowych chińskie auta tracą na atrakcyjności. Lokowanie produkcji w krajach Zachodniej Europy jest kuszące, ale już nie tak atrakcyjne ze względu na koszty. Niewykluczone zatem, że starania włoskiego ministra przyniosą efekt, ale skorzystają na tym kraje z tańszą siłą roboczą. Innymi słowy, Europa Wschodnia może stać się przyczółkiem do chińskiej inwazji.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.