Pracownicy polskiej firmy strajkują w Niemczech. "Patologia transportu"

Chcieli jedynie zarabiać przyzwoite pieniądze na terenie Unii Europejskiej. Kierowcy z Azji Centralnej padli ofiarą oszustwa ze strony polskiej firmy transportowej. Teraz zatrzymali swoje ciężarówki przy parkingu obok niemieckiej A5 w Hesji. Chcą odzyskać chociaż część zarobków, a w grę wchodzą naprawdę spore kwoty.

Więcej ciekawych tekstów znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl.

Model płatności wygląda następująco: na przykład wypłaty za pierwszy miesiąc są zawsze zatrzymywane jako depozyt, zaś pieniądze za drugi miesiąc są wypłacane dopiero w czwartym miesiącu. Kolejne kwoty są wypłacane z analogicznym poślizgiem czasowym.

Zobacz wideo Śląska policja ściga ciężarówki wyprzedzające w niedozwolonych miejscach na autostradzie

Powyższy fragment tekstu ma opisywać system wynagrodzeń blisko 140 kierowców ciężarówek pochodzących z Kaukazu i Azji Centralnej. Mowa tu o pracownikach trzech polskich firm transportowych, pochodzących spod Krakowa i kojarzonych z tym samym przedsiębiorcą.

Te mrożące krew w żyłach informacje pochodzą z reportażu niemieckiego dziennika Die Welt. Dziennikarze zebrali szereg informacji od kierowców, strony związków zawodowych oraz ukazując punkt widzenia samej firmy. Jej właściciel nie zgadza z się postulatami protestujących, argumentując, że wszystkie wynagrodzenia są wypłacane na czas. Co więcej, powiadomił prokuraturę w Darmstadt o „sprzeniewierzeniu" 39 pojazdów ciężarowych.

„To wierzchołek góry lodowej". Takie praktyki niszczą wizerunek branży

Już na początku kwietnia b.r. kierowcy pochodzący z Uzbekistanu i Gruzji zatrzymali swoje ciężarówki w pobliżu Darmstadt. Od pracodawcy domagali się wypłaty zaległej pensji. Ich liczba sięgnęła bagatela 90 osób. Wówczas właściciel polskiej firmy w asyście Rutkowski Patrol przyjechał — jak twierdzi — dogadać się z pracownikami. Wywiązała się jednak awantura, w wyniku której policja zatrzymała 19 osób, w tym samego właściciela.

Obecnie na postoju znajduje się prawie 140 pojazdów. Stoją zaparkowane po obydwu stronach autostrady, z czego 40 w strefie serwisowej Gräfenhausen East. Gros kierowców stanowią Gruzini i Uzbecy, a także kilku Tadżyków oraz Kazachów. Powstało jedno wielkie miasteczko, a miejsc na kolejne ciężarówki zaczyna brakować.

Kary umowne. Każdy dzień to niepewność

W grę wchodzą naprawdę duże pieniądze. W Uzbekistanie dochód miesięczny wynosi około 120 euro. Zaznaczmy, że imigranci zarobkowi stanowią większość społeczeństwa krajów Azji Centralnej. Ich rodziny są uzależnione od transferów pieniężnych z Europy.

Renate Sternatz z Niemieckiego Zrzeszenia Związków Zawodowych (DGB) mówi, że kierowcom potrącane są dzienne stawki w wysokości 80 euro. Dotyczą rzekomych wykroczeń, pobieranych z ich wypłat. Sam system jest wyjątkowo skomplikowany, o czym pisaliśmy na początku tekstu. Kierowcy muszą stawać się „własnymi" księgowymi.

Dokumentacja przygotowana przez inicjatywę „Fair Mobility" donosi również, że powszechne są naruszenia umowy. Zwolnienie lekarskie traktowane jest jako urlop bezpłatny. Egzekwowane są również niepłatne nadgodziny. Kierowców zachęca się do oszukiwania władz w kwestii czasu jazdy i odpoczynku oraz do płacenia wszelkich kar we własnym zakresie.

Kierowcy pochodzący z tych regionów są często przywiązani do swoich pracodawców. Rezygnując z pracy muszą opuścić strefę Schengen. Tracąc możliwość podróżowania między krajami UE, przestają być konkurencyjni na rynku pracy. Pracownicy są zdeterminowani — wypłaty mają nastąpić 10 sierpnia. Jeśli jednak nie dotrą, to przy niemieckiej A5 zrobi się jeszcze większy tłok. 

Źródła: Die Welt, Onet

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.