Nowe mandaty i mocne silniki. To ma sens? Producenci podobne pytanie już sobie zadali

Kierowców od dużych i mocnych silników zaczną odstraszać coraz wyższe ceny i mandaty. Producenci jednak trend odchodzenia od takich jednostek zaczęli już wcześniej, co widać zwłaszcza w konfiguratorach.

Niegdyś wybór potężnego silnika mógł oznaczać dwie rzeczy. Jedną z nich było pokazanie, że mam większą objętość i moc od innych, a druga, że po prostu mogę takim autem jeździć. Podejście to na przestrzeni lat nie zmieniło się. Od długiego czasu żyjemy w przekonaniu, że logicznym jest wybór większej mocy, a co za tym idzie lepszych osiągów. W końcu każdy z nas zachwyca się, gdy auto przyspiesza do setki w pół lub sekundę szybciej od konkurencji. Jeszcze więcej frajdy sprawia, jak możemy się pochwalić, że nasz pojazd jest w stanie osiągnąć ponad 250 km/h.

O zmianach w prawie regularnie piszemy na stronie głównej gazety.pl

Tak duże możliwości jakie posiadają współczesne samochody, to z pewnością nie lada osiągnięcie, zwłaszcza jak ktoś może to docenić. Pojawia się jednak pytanie czy teraz jest zasadne szukanie dużych objętości skokowych, a tym bardziej mocy. W krajach skandynawskich, często można spotkać auta, które dosłownie wyposażone są pod korek, ale ich jednostki napędowe stanowią warianty podstawowe. Dlaczego? Wszystko przez podatki.

Zobacz wideo Mechaniczne dzieło sztuki i skromne wnętrze - Mercedes AMG GT R

Mandaty w górę

Co prawda w Polsce nie ma (jeszcze) astronomicznych podatków od dużych objętości skokowych czy mocy, ale z kolei mamy nowy taryfikator mandatów.

Zgodnie z nim od 1 stycznia 2022 roku, przekroczenie prędkości o 31-40 km/h to wydatek 800 zł, a maksymalnie może to być nawet 2,5 tysiąca zł. To nie koniec, gdyż niewskazanie sprawcy wykroczenia wiąże się z grzywną 8 tys. zł, a nieprawidłowe zachowanie wobec pieszego to 1,5 tys. zł mandatu. Jeszcze gorzej jest, jak sprawa zostanie skierowana do sądu. Wtedy kara może wynieść nawet 30 tys. zł. Co gorsza to nie koniec. W drugiej połowie roku zacznie obowiązywać recydywa. Oznacza to, że osoby, które popełnią to samo wykroczenie w ciągu dwóch lat – np. przekroczą prędkość – zostaną (przy drugim zatrzymaniu) rozliczeni po stawkach pomnożonych razy dwa. Tym samym przekroczenie prędkości od 31 do 40 km/h będzie kosztować 1600 zł, a maksymalnie będzie to 5 tys. zł.

To tylko niektóre ze zmian jakie zostały wprowadzone. Pojawia się więc pytanie czy lepiej dopłacać do większej objętości skokowej i/lub mocy silnika by jeszcze bardziej kusić los?

Konfiguracje to umożliwiają

Producenci pojazdów zaczynają powoli dostrzegać w tym pewną logikę. Nie bez znaczenia jest w tym przypadku budowana oferta samochodów. Jako przykład można przytoczyćpopularnego Volkswagena Tiguana, który z jednostką 1,5-litra TSI o mocy 150 KM i automatyczną skrzynią biegów (nie jest to możliwe z manualną przekładnią), można zakupić w wyposażeniu podstawowym Life, jak też jednym z wyższych R-Line.

Podobnie jest z KIA Ceed. W odmianie 1.0 T-GDi o mocy 100 KM i 6-biegowym manualem jest dostępna niemal we wszystkich konfiguracjach. Jedyny wyjątek stanowi wariant GT-Line, gdzie podstawowa jednostka ma o 20 KM więcej. Również w Dacii panują podobne zasady. Duster w większości opcji wyposażenia jest dostępny z podstawowym silnikiem. Jedynie w wersji SL Extreme, paleta silników nie posiada podstawowej jednostki o mocy 90 KM. Przykładów takich pojazdów jest znacznie więcej. Dotyczy to również marek premium. BMW dla serii 3 oferuje wariant 18i w linii podstawowej, Advantage, Sport Line, Luxury Line czy M Sport.

Kwestią, którą należy też poruszyć to kwota zakupu. Do jednostek o większej mocy trzeba sporo dopłacić. Przy obecnej sytuacji związanej z inflacją czy coraz większymi kosztami zakupu nowych pojazdów (jak też w używanych) czasami po prostu nie warto dopłacać, a różnicę zainwestować w wyposażenie. Trzeba jasno podkreślić, że zgodnie z obecnymi przepisami maksymalna prędkość – dozwolona – to 140 km/h na autostradach. Rozwinie ją większość oferowanych na rynku modeli i to bez problemów. Co więcej pojawiają się już koncerny, które wprowadzają limitery. Przykładem jest choćby Volvo, które ograniczyło maksymalną prędkość swoich pojazdów do 180 km/h.

Warto więc zastanowić się czy nie lepiej jest zdecydować się na słabszą odmianę silnikową by móc cieszyć się z dodatkowego wyposażenia. Biorąc pod uwagę jak wysoką karę można zapłacić za niestosowanie się do przepisów oraz fakt, że już niedługo zaczną obowiązywać systemy, które spowodowują, że wykroczenie będzie nieco utrudnione, a wszystkie dane rejestrowane, to lepiej skupić się na przyjemności z podróżowania, a nie jego tempa

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.