Wojna o surowce do produkcji akumulatorów wymusi zmianę w ich konstrukcji?

Samochody elektryczne to przyszłość. Tak mówią eksperci. Ale, by móc je swobodnie pordukować, konieczne jest zabezpieczenie odpowiednich zasobów surowców. Problem w tym, że jest ich stosunkowo mało i prędzej, czy później się wyczerpią.

Według danych opublikowanych przez IBRM Samar rynek samochodów z napędami ekologicznymi – auta elektryczne (EV) oraz hybrydy: klasyczne, niewymagające ładowania (HEV), ładowane prądem z gniazdka (PHEV) oraz tzw. miękkie hybrydy (MHEV) – zanotowały został wzrost rejestracji o 53,8 proc. w stosunku rok do roku (mowa o okresie od stycznia do maja).

Rynek samochodów elektrycznych i hybryd sam siebie napędza

Jak łatwo się domyślić każde auto wyposażone w akumulator dużej pojemności (czy to hybrydowe, czy w pełni elektryczne) musi zostać wyprodukowane w taki sposób, aby przez okres załóżmy 10 lat stabilnie pracowało, a pamięć akumulatora nie zmniejszyła się drastycznie.

Jak na razie najlepiej sprawdzają się akumulatory litowo-jonowe. Problem polega jednak na tym, że do ich produkcji konieczne są surowce ziem rzadkich.

Zobacz wideo Samochód elektryczny Dyson

Surowcowy problem w produkcji akumulatorów

Lit, kobalt, nikiel to tylko niektóre pierwiastki, których złoża są ograniczone.

Wiele złóż m.in. zlokalizowanych w Afryce jest ukrytych tuż pod powierzchnią, przez co ich wydobycie odbywa się niemalże rzemieślniczo. To właśnie z nich pochodzi około 10-25 proc. globalnego wydobycia (dla Konga jest to aż 40 proc.). do czego wykorzystywane są dzieci, a warunki pracy są mówiąc bardzo delikatne mierne. Resztę stanowią kopalnie przemysłowe, kontrowane przez wielkie koncerny.

Sytuacja wydobywcza surowców ziem rzadkich, teoretycznie powinna spowodować, że regiony, w których są wydobywane powinny rozkwitać gospodarczo. Niestety, mimo że w Afryce poza kobaltem są także złoża: złota, diamentów, ropy naftowej, gazu ziemnego, miedzi, srebra, platyny, boksytów, żelaza i wielu innych, to wiele regionów posiadające takie dobrodziejstwa natury, są jednocześnie najbiedniejszymi na świecie. Wszystko dlatego, że pieczę nad tym sprawują inne, silniejsze państwa.

Na szczęście, pojawiają się głosy o rozpoczęciu prac nad innymi rozwiązaniami w produkcji akumulatorów, które mogą znacząco ograniczyć zapotrzebowanie na niektóre surowce ziem rzadkich.

Nowe akumulatory na nowe czasy

"Rozglądamy się za alternatywami, jak tylko się da. I bardzo chcielibyśmy jakąś znaleźć, ale na razie nam się nie udało." – w połowie ubiegłego roku podczas spotkania z inwestorami narzekał Jeffrey Straubel, dyrektor odpowiedzialny za technologię w Tesli.

Ale Elton Musk, właściciel TESLI i tak naprawdę ojciec pojazdów elektrycznych we współczesnych czasach, poinformował o nowym rozwiązaniu, które ma szanse być światełkiem w tunelu dążenia do ograniczenia wykorzystania m.in. kobaltu.

Według danych przedstawianych przez Reutersa, Tesla we współpracy z firmą CATL planuje wprowadzić w Chinach tanie akumulatory ze zmodyfikowanymi ogniwami litowo-jonowymi.

Jest to produkt, który okrzyknięty został mianem baterii na milion mil (ok. 1,6 mln km). Z doniesień jakie pojawiły się m.in. w mediach wynika, że taki produkt miałby początkowo zostać wprowadzony to Tesla Model 3. Jest to oczywiście pośrednie rozwiązanie, ale w chwili obecnej może stanowić kamień milowy do dążeniu do celu.

To nie jedyne działania firmy. Otóż jak podał Reuters w lutym tego roku, Tesla prowadzi rozmowy na temat stworzenia akumulatorów litowo-żelazowo-fosforanowych, których największą zaletą jest brak kobaltu, czyli najdroższego metalu stosowanego w akumulatorach do samochodów w pełni elektrycznych. Jego wyeliminowanie może stać się kluczem do tańszych samochodów elektrycznych i usunięcia jednego z surowców ziem rzadkich.

„Musimy skalować produkcję akumulatorów do szalonych poziomów, których ludzie nie są w stanie dziś pojąć.” – powiedział w styczniu inwestorom Elon Musk.

Jak podał Reuters koszt wytworzenia akumulatorów litowo-fosforanowych CATL (bez dodatku kobaltu) ma wynosić poniżej 80 USD za kWh, a koszt ogniw akumulatorowych poniżej 60 USD za kWh.

Akumulatory NMC o małej zawartości kobaltu firmy CATL mają kosztować ok. 100 USD za kWh. Warto dodać, że zrównanie cen samochodów elektrycznych z autami spalinowymi jest zależne właśnie od kosztów wytworzenia akumulatorów.

„Magiczną” granicą jest właśnie 100 USD za kWh przy wytwarzaniu akumulatorów.

Wszystko wskazuje na to, że ceny aut elektrycznych mogą być coraz mniejsze. Byłby to dobry kierunek, który mógłby spowodować znaczący wzrost zainteresowania samochodami elektrycznymi.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.