Rycerze swastyki, cz. 13. Skrzynia w Alfie Romeo Nuvolariego wytrzymała, bo używał tylko najwyższego biegu

Publiczne wspominanie o państwowym dofinansowaniu dla wyścigowych teamów koncernów Mercedes-Benz i Auto Union było w III Rzeszy całkowicie zabronione. Wprawdzie z rzadka zagraniczne pisma odważały się o tym zjawisku wspomnieć, lecz specjalistyczna prasa sportowa na świecie udawała, że niczego nie widzi.

Tam, gdzie było to możliwe, firmy samochodowe wywierały bezwzględną presję na wydawców, nie uciekając się do pomocy państwowej cenzury. Wystarczyło wycofać reklamy albo za opublikowane po prostu nie zapłacić.

Więcej ciekawych tekstów o historii motoryzacji przeczytasz na stronie Gazeta.pl

Wyjątkiem stał się opublikowany w 1935 roku w szwajcarskiej gazecie "Berner Tagwacht" artykuł pełen prawdziwych szczegółów, dotyczących pracy wielkich koncernów samochodowych na rzecz hitlerowskiej propagandy. Było jasne, że anonimowy autor naprawdę dużo wie o rzeczywistych kulisach sportowej działalności niemieckich firm, a szczególnie Mercedesa, komendant NSKK Huhnlein postanowił zatem zlokalizować delikwenta i unieszkodliwić go jak najszybciej.

Nakazał więc dyrektorowi Werlinowi z Mercedesa przeprowadzić niezwłocznie wewnętrzne dochodzenie, które nie dało rezultatów. Jakob Werlin użył także szwajcarskiego importera, by spróbować namierzyć niezidentyfikowanego autora. I te działania nie przyniosły efektu, choć podejrzenia skierowano przeciwko kilku konkretnym osobom. Gdyby dziennikarz okazał się mieszkańcem Szwajcarii, pod uwagę brano nawet porwanie go przez specjalny oddział Gestapo (był precedens, raz już coś takiego zrobiono).

Zobacz wideo Znaleziono zdekompletowane Audi skradzione na terenie Niemiec

Nieludzki talent pozwolił Tazio Nuvolariemu dojechać do mety na pierwszym miejscu

W takiej atmosferze pracowano nad budową wizerunku niezwyciężonych Niemiec, gdy nagle drobnej budowy Włoch w przestarzałym samochodzie popsuł wszelkie plany Huhnleina i Goebbelsa. Chodzi oczywiście o niespodziewane zwycięstwo 43-letniego Tazio Nuvolariego na deszczowym Nurburgingu w lipcu 1935 roku, za kierownicą trzyletniej Alfy Romeo P3, której silnik miał o co najmniej 100 koni mniej od jednostek napędowych srebrnych maszyn niemieckich. Miejscowi komentatorzy przed zawodami wyśmiewali przestarzałe włoskie auta, które nie tylko były obiektywnie wolniejsze, ale także cierpiały na problemy ze skrzyniami biegów.

Chociaż, ku zdumieniu zgromadzonych na torze kibiców, Nuvolari zdołał na treningach przejechać okrążenie w czasie takim samym jak jeden z faworytów, Bernd Rosemeyer, mówiło się, że włoski samochód na pewno nie wytrzyma jazdy po niszczącym wyścigówki torze w Górach Eifel. Ale... zaczęło padać i nieludzki talent Włocha pozwolił mu dojechać do mety na pierwszym miejscu. Jego kolegom z zespołu Alfy nawaliły skrzynie biegów. Jemu nie, bo korzystał głównie z najwyższego biegu, zakręty przejeżdżając zamaszystymi, czterokołowymi poślizgami.

Tazio Nuvolari Nurburgring, 1935 r.Tazio Nuvolari Nurburgring, 1935 r. fot. Wikimedia Commons

Drobniutki Włoch spod Mantui otrzymał za duży wieniec laurowy

Zniesmaczony Hühnlein musiał drobniutkiemu Włochowi spod Mantui wręczyć za duży na niego wieniec laurowy (zwymiarowany bardziej pod gabaryty kierowców niemieckich zespołów) oraz puchar z ogromną swastyką. Organizator nie przygotował hymnu Włoch, ale Nuvolari wręczył Niemcom patefonową płytę z hymnem, którą zawsze woził ze sobą na zawody. W swoim przemówieniu Adolf Huhnlein zwycięstwo Włocha określił jako "zrządzenie losu" i chwalił fakt, że następne osiem miejsc zajęły auta niemieckie...

Wyścig na Nurburgingu co roku był największym festiwalem propagandowym NSKK, ale w 1935 roku 300 tysięcy widzów nie stało się świadkami triumfu marki z III Rzeszy. Notabene dopiero po wyścigu lekarze dopatrzyli się, że zdrowotne problemy Caraccioli, głównie pogorszenie ostrości widzenia i ogólne osłabienie, wywołane były przez tasiemca - dlatego mieszkający w Szwajcarii zawodnik, mistrz jazdy w deszczu, nie pojechał na sto procent swoich możliwości.

Reszta sezonu okazała się bardziej przewidywalna. Grand Prix Szwajcarii, częściowo rozegrane w deszczu, zaczęło się od wyjścia Caraccioli na prowadzenie. Stuck miał poważne problemy z autem i oponami, zrezygnował z jazdy, oddając auto Paulowi Pietschowi, kierowcy, który nigdy nie przejechał ani jednego okrążenia na trasie wyścigu w szwajcarskim Bremgarten (po drugiej wojnie Pietsch założył wydawnictwo, które wydaje znane pismo samochodowe "Auto Motor und Sport"). Caracciola w swoim najlepszym stylu dowiózł prowadzenie do mety, mając za plecami Fagiolego i Rosemeyera. Ten ostatni udowodnił, że potrafi dobrze jeździć na śliskim torze.

GP Hiszpanii, 1935 r.GP Hiszpanii, 1935 r. fot. Wikimedia Commons

Na GP Włoch ustawiono specjalne szykany, żeby ułatwić zadanie niemieckim ekipom

Przyszedł czas na Grand Prix Włoch na torze Monza. Organizator, pragnąc poprawić szanse samochodów innych niż niemieckie, ustawił spowalniające szykany z bel słomy. Team Alfa Romeo wyszykował zupełnie nowe auto dla Nuvolariego, który chwilami uzyskiwał niezłe tempo, a nawet zaliczył najszybsze okrążenie, ale jego jazdę zakończyła awaria. Wyścig został wygrany przez Stucka w Auto Unionie. Kolejne zawody, GP Hiszpanii na torze Lasarte, odbyły się w potwornym upale i kurzu przed stu tysiącami widzów. Stuck stracił wiatrochron i oberwał kamieniami, ogłuszony musiał oddać auto Pietschowi. Rosemeyer także stracił owiewkę i musiał zjechać do boksów. Kamienie niszczyły opony. Von Brauchitschowi rozerwała się guma przy 230 km/h, ale opanował auto, ratując życie. Po ciężkim wyścigu na najwyższym stopniu podium stanął Rudolf Caracciola, tym samym zdobywszy tytuł Mistrza Europy.

Na ostatni istotny wyścig sezonu, Grand Prix Masaryka w czechosłowackim Brnie, nie wybrał się zespół Mercedesa. Spodziewano się zatem dominacji aut z Chemnitz. Varzi prowadził od startu, a za nim pędzili Stuck i Rosemeyer. Włochowi rozleciała się skrzynia biegów, zaś Stuck zderzył się z ptakiem i musiał zjechać do boksów, by zastąpił go kierowca rezerwowy. W ten sposób ulubieniec niemieckiej opinii publicznej, Bernd Rosemeyer, zaliczył pierwsze w karierze zwycięstwo w wyścigu Grand Prix (drugie i trzecie miejsce zajęli Nuvolari i Chiron w Alfach Romeo). Władze III Rzeszy wypłaciły teamom premie za wyniki i obydwa zespoły zaczęły intensywnie pracować nad nowymi autami na sezon 1936 - nowe wozy Alfy Romeo i Maserati miały bowiem potencjał, by w przyszłości narobić niemieckim propagandystom kłopotów.

cdn.

GP Hiszpanii, 1935 r.GP Hiszpanii, 1935 r. fot. Wikimedia Commons

Więcej o:
Copyright © Agora SA