Brytyjscy złodzieje biorą na celownik kable od ładowarek. Problem ma zwłaszcza jedna sieć

Elektryfikacja brytyjskiego transportu przyniosła interesujący skutek uboczny - wzrosła liczba kradzieży kabli od stacjonarnych ładowarek. Z przestępczą plagą zmaga się zwłaszcza jedna sieć, Instavolt.

Okazuje się, że ładowarki do samochodów elektrycznych w Wielkiej Brytanii cieszą się niezwykłą wręcz popularnością. Oprócz właścicieli elektryków swoich amatorów znalazły także wśród... złodziei. Przestępcy wdają się we znaki przedsiębiorstwom, kradnąc przewody zasilające. Jak informuje brytyjski portal Autocar, na celowniku rabusiów znalazły się przed wszystkim urządzenia należące do największej brytyjskiej sieci - Instavolt.

Zobacz wideo

Ładowarki do elektryków niszczone przez złodziei

Firma jest już zmęczona ciągłą walką z rabusiami. Jak wynika z rachunków przedsiębiorstwa, od listopada 2023 roku przestępcy odcięli już 174 kable z ładowarek umiejscowionych w  27 różnych lokalizacjach w  Yorkshire i Midlands. Co ciekawe, do kradzieży dochodzi nie tylko pod osłoną nocy, ale także w ciągu dnia, i to często w tych samych miejscach w krótkich odstępach czasu - raz złodzieje "rąbnęli" kabel ledwie osiem godzin od momentu naprawy ładowarki. Niestety, firma ponosi z tego tytułu poważne straty. Naprawa każdego urządzenia to często bardzo wysoki koszt. Sam kabel kosztuje ok. 1000 funtów.

Kradzieże kabli od ładowarek. Dotkliwsze od strat finansowych są te wizerunkowe

Nie to jest jednak najgorsze. Dla firmy zdecydowanie dotkliwszym aspektem całej sprawy jest utrata dobrego imienia. Klienci są już zmęczeni problemami z niesprawnymi ładowarkami i ciągłymi poszukiwaniami działających urządzeń. "Te kradzieże są niezwykle frustrujące zarówno dla naszych klientów, jak i dla nas. Elektryczna rewolucja już trwa, na drogach Wielkiej Brytanii jest już ponad milion samochodów elektrycznych. Naszą misją jest sprawienie, by ładowanie elektryków było tak łatwe, jak to tylko możliwe, a niezawodność jest jedną z naszych podstawowych wartości" - stwierdza w wypowiedzi udzielonej redakcji Autocar dyrektor generalny Instavolt Delvin Lane.

Dyrektor firmy dodaje także, że kable nie są tak wartościowym kąskiem, jakby mogło się to przestępcom wydawać. "Kable nie są litymi miedzianymi prętami. To tylko odcinki cienkiego drutu, a jego wyciągnięcie zajmuje wieki. To kompletna bzdura, że miedź przynosi szczególny zysk" - przekonuje Lane. Czy jest to jednak prawda trudno do końca wyrokować. W końcu z jakiegoś powodu przestępcy chętnie wracają na stacje i kradną kolejne kable.

Tak czy inaczej, firma postanowiła nie czekać dłużej z założonymi rękoma i wypowiedziała wojnę rabusiom. W pierwszej kolejności zainwestowano w pełny monitoring na stacjach. Co ciekawe, innym "odstraszaczem" mają być nadajniki umieszczone w kablach ładowarek. Dzięki nim policja będzie w stanie łatwiej zlokalizować przestępców i doprowadzić ich przed oblicze wymiaru sprawiedliwości. "Mamy nadzieję, że urządzenie doprowadzą nas wprost do handlarzy złomu sprzedających kradzione kable" - dodaje Lane. Firma przeprowadza także prewencyjne patrole.

Czy zastanawiałeś/zastanawiałaś się nad kupnem elektrycznego samochodu?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.