Tesla ma problem. Musk zwolnił cały zespół Superchargera, bo pokłócił się z jego szefową

Elon Musk zarządził masowe zwolnienia w Tesli. W ten sposób walczy ze stagnacją na rynku i przerostem zatrudnienia. Przeciwko temu zaprotestowała szefowa działu stacji ładowania Supercharger, więc cały zespół został wyrzucony na bruk. I co teraz?

Elon Musk jest budzącym kontrowersje wizjonerem, który rządzi we wszystkich swoich firmach żelazną ręką. Działa impulsywnie i niekonwencjonalnie, co często pozwala mu pokonać konkurencję. Tym razem może być inaczej, bo Tesla nie jest w stanie rozwijać się bez ludzi zajmujących się rozwojem sieci Superchargerów służących ładowania samochodów tej marki oraz aut konkurencji.

Zobacz wideo Nowa Tesla Model 3 - jest lepsza, niż myślałem, ale nie jest idealna [MATERIAŁ WYDAWCY MOTO.PL]

Być może to Elon Musk pracuje najdłużej i najciężej ze wszystkich pracowników Tesli, przynajmniej jeśli wierzyć autorom jego dwóch grubych biografii. Trudno się temu dziwić, bo popularyzacja samochodów elektrycznych od zawsze była jego marzeniem. Poza tym dzięki Tesli stał się jednym z najbogatszych ludzi na świecie. Teraz wymaga równie dużego poświęcenia od wszystkich osób zatrudnionych w jego firmie.

Elon Musk zwolnił 10 proc. pracowników Tesli, również tych najbardziej oddanych firmie

Południowoafrykański wynalazca i biznesmen lubi powtarzać, że "zależy mu tylko na najbardziej oddanych pracownikach, a reszty mógłby pozbyć się bez żalu". Taką zasadę wcześniej wdrożył w Twitterze, którego przemianował na X. Zresztą od wielu lat wiadomo, że Musk bezlitośnie zwalnia ludzi i traktuje ich jak niewolników. Teraz historia powtarza się w Tesli, ale nawet pierwsza część cytatu nie jest prawdziwa. Kilka dni temu na biznesowym portalu LinkedIn jeden z (już) byłych pracowników tej firmy opublikował wpis pełen rozgoryczenia. Nico Murillo wyznał, że kiedy szef tego wymagał, sypiał w samochodzie, żeby nie tracić czasu na dojazdy do pracy (Musk nie jest fanem pracy zdalnej). O swoim zwolnieniu również dowiedział się w aucie jadącym na Autopilocie, gdy przeglądał służbowe maile. Kiedy przeczytał, że "niestety, w wyniku restrukturyzacji twoje stanowisko zostało zlikwidowane", był w prawdziwym  szoku.

 

Powodem ostatnich zwolnień grupowych w Tesli, które mają zmniejszyć liczbę zatrudnionych osób o 10 proc., jest chęć utrzymania rentowności firmy w czasach stagnacji. Rynki adaptują się do samochodów elektrycznych wolniej, niż spodziewał się Elon Musk. W dodatku wcześniej Tesla rozwijała się tak dynamicznie, że zaczęła cierpieć na bolączki typowych korporacji. W wielu działach nastąpił przerost zatrudnienia, a role części pracowników się dublowały. W takich sytuacjach Musk działa bezlitośnie skutecznie, co udowodnił właśnie w X, gdzie zwolnił większość pracowników bez dużego negatywnego wpływu na efektywność działania firmy. Ostatnio próbuje przeprowadzić podobną operację w Tesli, ale tym razem emocjonalne podejście do zarządzania firmą może mieć groźne skutki. Przykładem takiego niebezpiecznego dla Tesli działania, jest najnowszy kryzys w dziale zajmującym się rozbudową i utrzymaniem globalnej sieci stacji ładowania Supercharger.

Samochody Tesli nie będą sprawnie funkcjonować bez działającej sieci Superchargerów

Jak powszechnie wiadomo, sprawna infrastruktura ładowania to kwestia być albo nie być dla samochodów elektrycznych, bo to od niej jest uzależniony ich sukces albo porażka. Szef Tesli to doskonale wie, jednak emocje były silniejsze. Kiedy szefowa działu Supercharger, Rebecca Tinucci, zaprotestowała przeciwko natychmiastowemu zwolnieniu z pracy części swoich podopiecznych, Musk zachował się po swojemu: wyrzucił z niej cały dział z Tinucci na czele. Ironią losu jest to, że Supercharger był jedną z najlepiej zorganizowanych i dochodowych dywizji Tesli. Jakie to może mieć konsekwencje dla amerykańskiego producenta samochodów elektrycznych?

W najbliższej przyszłości sieć stacji ładowania samochodów Tesli może rozwijać się wolniej, co wpłynie negatywnie na sprzedaż aut. W wielu miejscach kierowcy uzależniają swoją decyzję o zakupie od dystansu, który muszą pokonać, by dostać się do najbliższego Superchargera. Poza tym prędzej czy później przestaną działać już istniejące stacje, jeśli nikt nie zadba o przedłużenie opłat i pozwoleń na ich funkcjonowanie. Superchargery prawie zawsze stoją na ziemi wydzierżawionej od właścicieli, którzy po prostu je zamkną w przypadku pojawienia się zaległych płatności. Dodatkowo w tym czasie wszyscy podwykonawcy zajmujący się Superchargerami mogą wpaść w finansowe kłopoty albo wręcz zbankrutować. Taką sieć niedużych firm współpracujących z Teslą i istniejących tylko dzięki temu będzie trudno później odbudować. To może być początek równi pochyłej dla sprzedaży samochodów amerykańskiej marki oraz zysków firmy.

Elon Musk opamięta się samodzielnie albo pomogą mu w tym akcjonariusze Tesli

Cała nadzieja w tym, że Musk się opamięta i odwoła swoją kontrowersyjną decyzję. To możliwe, bo wcześniej wielokrotnie zdarzało się biznesmenowi, jeśli tylko akurat jego niesamowity geniusz akurat zwyciężył z równie imponującym ego. Zaletą Elona Muska jest to, że potrafi przyznać się do błędu. Przynajmniej tak było dawniej. Ostatnio wiele osób z otoczenia biznesmena martwi się jego zachowaniem, bo od czasu zakupienia Twittera (X) decyzje miliardera są coraz bardziej chaotyczne i coraz mniej zrozumiałe. Być może akcjonariusze mogą pomóc odzyskać mu dawną wizję. Tesla jest jedyną firmą, która z konieczności została przekształcona w publiczną spółkę akcyjną. Od tej pory szef tej firmy jest w dużym stopniu zależny od nastrojów właścicieli papierów wartościowych, a rada nadzorcza spółki może go szybko zdyscyplinować. Po ostatnim wzroście kurs akcji TSLA, spowodowanym obietnicą wprowadzenia do sprzedaży nowego taniego modelu, kurs znów zaczął wyraźnie spadać.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.