Ineos Fusilier. Następca klasycznego Defendera rusza w teren z prądem i benzyną

Nie mogli pogodzić się z zakończeniem produkcji legendarnego Land Rover Defender. Zrobili zatem swoją terenówkę. Nie mogli pogodzić się z brakiem na rynku prawdziwej elektrycznej terenówki. Zrobili zatem swoją. Czas na Fusilier. Ineos Fusilier.

To nie jest klasyczny Defender sprzed lat. To nie jest także sklonowany Grenadier czy Quartermaster. To zupełnie nowy Fusilier. Ineos Fusilier. Pierwsza elektryczna terenówka brytyjskiej marki. Pierwsza, którą zbudują dla firmy Austriacy. I pierwsza w gamie marki, która łączy dwa światy – spalinowy i elektryczny. Brytyjczycy uznali, że dla miłośników elektromobilności w terenie spalinowy generator jest wręcz niezbędny, by wydłużyć zasięg pojazdu. Trudno się z nimi nie zgodzić.

Zobacz wideo Ponad 70 lat historii i ponad 11 mln sprzedanych samochodów - nowa Toyota Land Cruiser

Jak jesteś małym graczem to musisz znać swoje ograniczenia. Ineos nie ma siły przebicia na miarę Forda, Grupy Volkswagena czy Toyoty. Stąd jest zdany na współpracę i sojusze. Nie dziwi zatem, że za projekt i produkcję odpowiada jeden z kluczowych partnerów. Fusilier powstał dzięki współpracy z austriacką firmą Magna (jeden z największych ekspertów w branży motoryzacyjnej). A to oznacza, że nowy model nie będzie produkowany na tej samej linii co Grenadier (dawne zakłady Daimlera we Francji). Fusilier będzie wyjeżdżać z zakładu w Grazu w Austrii.

Ineos FusilierIneos Fusilier Patrik Lundin / Patrik Lundin

BMW, Sony czy technika z Korei?

Wciąż jest sporo pytań bez odpowiedzi. Ineos nie ujawnia szczegółów dotyczących napędu (dziennikarze zgromadzeni na konferencji snuli scenariusze o wykorzystaniu techniki z BMW i3 czy prototypów Sony). Nie znamy danych o osiągach, akumulatorze czy zasięgu. Nie pokazano nawet wnętrza nowego samochodu. Kwestię wymiarów nowego pojazdu potraktowano zdawkowo – będzie nieco krótszy i niższy od Grenadiera. Tyle i aż tyle. Więcej szczegółów dopiero jesienią 2024 r.

A czym chwalili się szefowie marki? Wspomniano o dopracowaniu aerodynamiki pudełkowatego nadwozia, by tam, gdzie to możliwe zwiększyć zasięg pojazdu (będą m.in. aktywne żaluzje z przodu, by lepiej chłodzić napęd). Zapewniono, że silnik benzynowy nie będzie bezpośrednio napędzać kół, a ładować akumulatory. Podkreślono zaś, że w kwestii zdolności terenowych i osiągów nie ma mowy o kompromisach. Nie będzie też żadnych bzdurnych gadżetów. Obsługa będzie tak prosta (trudno o bardziej wymowny cytat — nie mogę znieść trzech etapów w menu, by włączyć ogrzewanie foteli) jak to możliwe.

Premiera samochodu Ineos Fusilier. Od lewej Toby Ecuyer (szef designu), Jim Ratcliffe (prezes i założyciel Ineos Automotive) i Richard Hammond (gwiazdor m.in. Top Gear i Grand Tour)Premiera samochodu Ineos Fusilier. Od lewej Toby Ecuyer (szef designu), Jim Ratcliffe (prezes i założyciel Ineos Automotive) i Richard Hammond (gwiazdor m.in. Top Gear i Grand Tour) Ineos

To nie będzie krótka przygoda Ineosa z elektromobilnością. Lynn Calder, dyrektor Ineos deklaruje, że to kolejny krok w rozwoju marki jako znaczącego producenta samochodów. A to nie wszystko. Zważywszy na to, że podczas premiery Fusiliera Jim Ratcliffe tak często nawiązywał do wodoru i ogniw paliwowych można zatem kolejnej niespodzianki. Współwłaściciel Manchesteru United nie skreśla techniki ogniw paliwowych w samochodach (sam koncern Ineos produkuje i wykorzystuje ok. 450 tys. wodoru rocznie). W końcu Grenadier z wodorowymi ogniwami od BMW istnieje i jeździ. I zapewne nie będzie to jedyny egzemplarz.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.