Chiński elektryk Cao Cao zgubił baterię w czasie jazdy. Czy kierowca wcisnął zły przycisk?

Na YouTube można obejrzeć film, na którym widać samochodową baterię leżącą samotnie na ulicy. Chwilę wcześniej wypadła z samochodu Cao Cao 60 koncernu Geely. Tego samego, który ma dostarczyć platformę do Izery, a ostatnio znalazł się na czarnej liście Ukrainy.

Branżowy portal CarNewsChina poinformował zdarzeniu, które rozbawiło wiele osób i stanowi młyn na wodę przeciwników samochodów elektrycznych. Moim zdaniem to dowód na coś zupełnie innego — że wymienne zestawy akumulatorów trakcyjnych do aut nie mają wielkiego sensu.

Więcej informacji na temat samochodów elektrycznych znajdziesz na stronie Gazeta.pl

Cao Cao to marka chińskiego koncernu Geely (a właściwie Zhejiang Geely Holding Group) należącego do miliardera Li Shufu. Geely od lat inwestuje w światowy przemysł motoryzacyjny, kupiło całe Volvo, większość Lotusa, kawałek Daimlera i Astona Martina. Również Geely sprzeda licencję na swoją platformę SEA spółce ElectroMobility Poland zajmującą się wdrożeniem do produkcji polskiego samochodu elektrycznego Izera. Chińska firma będzie również integratorem technicznym tego projektu. Ostatnio Geely zostało wpisane przez Ukrainę na czarną listę firm wspierających Rosję.

Tak jak inne koncerny motoryzacyjne Geely inwestuje w różne nowe technologie. M.in. na wzór innej chińskiej firmy NIO testuje rozwiązanie polegające na wymianie akumulatorów trakcyjnych, popularnie nazywanych bateriami. Są stosowane w autach marki Cao Cao zaprezentowanych w marcu br. i służących do świadczenia usług przewozu osób. Caocao Auto to taki chiński Uber. Ostatnio z jednego egzemplarza Cao Cao 60 bateria wypadła w trakcie jazdy.

Jak się łatwo domyślić, samochód nie pojechał dalej, zamiast tego zatrzymał się kilkadziesiąt metrów dalej. Wymiana rozładowanego akumulatora podobno trwa zaledwie minutę, ale jaki widać na załączonym wideo, jego porzucenie zajmuje jeszcze mniej czasu. Co wydarzyło się na filmie? Najprawdopodobniej zawiodła nowa, jeszcze nie do końca sprawdzona technologia.

 

Bateria wypadła z elektryka w czasie jazdy. Czy to znaczy, że auta na prąd są złe?

Nawet jeśli kierowca przypadkowo włączył przycisk wymiany baterii, z pewnością auta są wyposażone w odpowiednie zabezpieczenie. Wymiany dokonują zrobotyzowane urządzenia na specjalnych stacjach. Nie wystarczy wdusić włącznika. Być może auta są wyposażone w układ awaryjnego odpinania akumulatora w razie ryzyka pożaru, ale najpewniej uchwyty po prostu poluzowały się na wybojach. Jakie wnioski można wyciągnąć z tego zdarzenia.

Na pewno nie ten, o którym myślą przeciwnicy elektryków. To, że z Cao Cao 60 wypadła bateria nie znaczy, że samochody na prąd nie mają sensu. Nowe technologie i rozwiązania zawsze cierpią na choroby wieku dziecięcego, co nie oznacza, że kalkulator jest lepszy od komputera.

Natomiast jestem przekonany, że system szybkiej wymiany akumulatorów to nie jest najlepsze rozwiązanie, bo ma więcej wad, niż zalet. Rozwiązuje kłopot szybkiego ładowania akumulatorów, który i tak wkrótce zniknie wraz z rozwojem ogniw galwanicznych. Za to wprowadza wiele innych problemów. Takie rozwiązanie jest znacznie droższe i cięższe od klasycznych akumulatorów. Trzeba opracować system ich mocowania, wymiany, stworzyć odpowiednią infrastrukturę i, co najważniejsze, wyprodukować na zapas znacznie więcej akumulatorów, a to najdroższy element aut na prąd.

W dodatku mogą wystąpić problemy z integralnością i solidnością konstrukcji, jak w przypadku każdej ruchomej części w dowolnym urządzeniu. Dowodem jest niniejszy film. Dlatego jestem przekonany, że wkrótce wymienne baterie znikną z aut, tak samo jak zniknęły z produkowanych masowo telefonów komórkowych.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.