Pani Kamila została bez auta, pieniędzy i musiała oddać bankowi 22 tys. zł. "To był ładny samochód"

Pożary samochodów elektrycznych zdarzają się niezmiernie rzadko, ale kiedy właściciel ma pecha, mogą spowodować lawinę kłopotów. Najlepszym przykładem jest historia Kamili Szmulik, byłej właścicielki miejskiego elektryka.

Program Uwaga! w telewizji TVN wyemitował reportaż na temat pożarów elektryków. Jego autorka Martyna Aftyka opisuje kilka przypadków, które wydarzyły się w Polsce, a później skupia się na jednym z nich, bo budzi największe emocje. Właścicielka elektrycznego samochodu została bez auta, jego wrak stał przez pół roku przed domem, kiedy ona walczyła z ubezpieczycielem o odszkodowanie, a dodatkowo Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej zażądał zwrotu dopłaty 22 tys. zł przyznanej zgodnie z warunkami programu "Mój Elektryk". Jak to możliwe? To efekt kumulacji pechowych okoliczności.

Więcej informacji o samochodach elektrycznych znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl

Kamila Szmulik wybrała samochód elektryczny z przyczyn ekonomicznych. Ponieważ mieszka w domu z instalacją fotowoltaiczną to była rozsądna decyzja. Mogła ładować samochód wieczorami w czasie niższego poboru prądu i wykorzystywać do tego energię zgromadzoną w ciągu dnia przez ogniwa słoneczne. Dodatkowo uzyskała dofinansowanie z NFOŚiGW, dzięki czemu auto staniało o 22 tys. zł. Na początku była bardzo zadowolona z wyboru, ale teraz jego żałuje. Zamiast elektrykiem, jeździ starym mercedesem.

Elektryczne samochody płoną rzadko, ale takie wydarzenie oznacza problemy

Kłopoty właścicielki elektrycznego auta zaczęły się pół roku po zakupie. Koło godziny 13 usłyszała z garażu huk. Samochód nie ładował się, ale mimo to zaczął płonąć. Straż pożarna ugasiła go bez problemu, ale przez ten czas elektryk zmienił się we wrak, który przez następne pół roku stał pod bramą działki. To dlatego, że ekspert ubezpieczyciela orzekł, że przyczyną pożaru była fabryczna wada instalacji elektrycznej samochodu i na tej podstawie odmówił wypłaty odszkodowania. To nie koniec. Bank Ochrony Środowiska zażądał zwrotu dopłaty 22 tys. zł. Zgodnie z ustawą elektromobilności ma taką możliwość, kiedy samochód zostaje zniszczony na skutek siły wyższej.

Kolejne sześć miesięcy było dla pani Kamili czasem batalii z ubezpieczycielem. Sama musiała opłacić kolejną ekspertyzę, która kosztowała 3,5 tys. zł. Niezależny rzeczoznawca ocenił, że rzeczywistą przyczyną pożaru była wada instalacji elektrycznej, ale... garażu. Po takich doświadczeniach rzeczywiście można się zrazić do samochodów elektrycznych. Reporterka Uwaga! jednak przypomina, że równie dobrze mógł w ten sposób spalić się samochód spalinowy.

Bateria elektryka nie zapaliła się w trakcie pożaru, a w 2022 roku w Polsce spłonęły aż 8 353 samochody. Tylko siedem z nich miało elektryczny napęd. Nie pociesza to pani Kamili Szmulik, która do tej pory "jest na minusie". Teraz jeździ 15-letnim autem z silnikiem spalinowym, ale mimo to wspomina elektryka z pewnym sentymentem. Mówi, że "to był ładny samochód".

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.