YueYe to chińskie Suzuki Jimny. Jest malutki, jeździ na prąd i wysyła dziwne wiadomości

Spółka joint venture z Państwa Środka właśnie zaprezentowała jeden z najmniejszych SUV-ów na świecie. Jego projektanci najwyraźniej zapatrzyli się na kultowe Suzuki Jimny, ale wbrew pozorom oba auta mają niewiele wspólnego ze sobą.

SAIC-GM-Wuling to spółka trzech koncernów, w tym amerykańskiego General Motors. Niedawno w czasie targów motoryzacyjnych w Szanghaju firma zaprezentowała bodaj najmniejszego SUV-a świata przeznaczonego na lokalny rynek. Oficjalnie nazywa się Bajoun Yep, ale wszyscy mówią na niego "YueYe". Nowy samochodzik wyglądem mocno przypomina japońskie Suzuki Jimny, ale jest od niego krótszy o dziesięć centymetrów, a to dopiero początek różnic.

Więcej wiadomości na temat chińskich samochodów znajdziesz na stronie Gazeta.pl

YueYe jest mniejszy od Jimny, ale nie poradzi sobie w terenie

Suzuki Jimny ma 348 cm długości, a YueYe mierzy zaledwie 338 cm. Trudno powiedzieć, jak jego projektantom udało się w środku zmieścić miejsca dla czterech osób. Na pewno odbyło się to kosztem bagażnika. Za to po złożeniu tylnej kanapy jego pojemność wynosi imponujące 715 l.

Poza sylwetką chińskie auto różni się od japońskiego niemal wszystkim. Jimny to niewielka, ale bardzo rasowa terenówka. YueYe jest elektrycznym SUV-em, który raczej niechętnie będzie zjeżdżał z asfaltu. Jego elektryczny silnik o mocy 67 KM jest umieszczony przy tylnych kołach, a więc chiński SUV-ik ma napęd wyłącznie na jedną oś.

Taka jednostka napędowa w połączeniu z niedużą baterią o poj. 28,1 kWh pozwala na rozpędzenie się do prędkości 100 km/h i przejechanie maksymalnie 300 km bez ładowania. Energię w akumulatorze trakcyjnym można uzupełnić od 30 do 80 proc. w 35 min. YueYe ma imponująco niską masę, zwłaszcza jak na samochód elektryczny. Waży nieco ponad tonę.

 

Bajoun Yep to "smartwatch na kołach". Ma wielki ekran na tylnych drzwiach

Wnętrze autka jest zaskakująco nowoczesne. Główne miejsce na desce rozdzielczej zajmuje panoramiczny wyświetlacz składający się z dwóch ekranów o przekątnej 10,25 cala każdy. Co ciekawe, kolejny ekran można znaleźć na zewnątrz samochodu. Jest na drzwiach bagażnika w miejscu, w którym w samochodach terenowych umieszcza się tylne koło i ma aż metr szerokości. Z tego powodu Bajoun Yep szybko zaczął być nazywany smartwatchem na kołach. Monitor ma służyć do przekazywania przez kierowcę innym uczestnikom ruchu różnych wiadomości oraz informowania o własnym nastroju. Mam nadzieję, że będą to wyłącznie pozytywne wieści.

Mały elektryczny SUV ma też LED-owe oświetlenie zewnętrzne i kamerę 360 stopni ułatwiającą kierowcy parkowanie, chociaż z tym akurat nie powinno być problemu. Trzeba przyznać, że maleńki VueVe to przykład świeżego podejścia do tematu SUV-a. Jego największym atutem ma być atrakcyjna cena. Właśnie trafił do sprzedaży na chińskim rynku i kosztuje tam od 79 800 juanów do 89 800 yuanów. To znaczy, że można go tam kupić już za równowartość 47 tys. zł. Szkoda, że Bajoun Yep nie trafi do Europy, chociaż wtedy trzeba by wymyślić dla niego nową nazwę.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.