Pożar elektryka w parkingu podziemnym. Sprytni Czesi użyli Cobry

W miniony weekend na parkingu podziemnym w czeskiej Pradze zapłonął elektryczny samochód. Sprytna czeska straż pożarna przyjechała, ugasiła go i zabrała ze sobą. U nas pewnie by przeprowadzono egzorcyzmy.

W środku długiego weekendu majowego, 4 maja, w centrum stolicy Czech zaczął palić się samochód elektryczny - Jaguar I-PACE EV400. O zgrozo, wydarzyło się to na parkingu podziemnym, jednak ci, którzy wieszczą w takich przypadkach armagedon, będą rozczarowani. Jednostka straży pożarnej, która przyjechała gasić samochód, była do tego profesjonalnie przygotowana i odpowiednio przeszkolona. Użyła specjalistycznego sprzętu i zdusiła pożar w zarodku.

Więcej informacji o samochodach elektrycznych znajdziesz na stronie Gazeta.pl

Statystyki mówią, że nie należy się bać pożarów samochodów elektrycznych

Jak to możliwe? Przecież pożar elektryka w parkingu podziemnym zdaniem wielu osób ma się skończyć zawaleniem budynku. Osoby, które wyrażają takie opinie, nie zwracają uwagi na fakty. A fakty są takie, że ryzyko jest ekstremalnie niskie. Przede wszystkim samochody elektryczne palą się znacznie rzadziej od spalinowych, nawet jeśli wziąć pod uwagę liczbę pożarów jednostkową, tzn. na tysiąc aut każdego rodzaju. Dodatkowo zaledwie ułamek tych pożarów kończy się tak zwaną ucieczką termiczną, czyli niekontrolowanym uwolnieniem przez spalanie całej energii z baterii.

To tak jakby oceniać pożar każdego samochodu spalinowego przez pryzmat aut, w których ogień dostał się do zbiornika pełnego paliwa. Zapewniam was, że taki pożar auta na benzynę albo olej napędowy w parkingu podziemnym nie byłby przyjemnym ani bezpiecznym zjawiskiem. Jednak tego typu sytuacje zdarzają się bardzo rzadko, tak samo jak kilkudziesięciogodzinne pożary elektryków. Opinie na ich temat można porównać do zdania na temat elektrowni atomowych. Po ich awarii natychmiast pojawiają się osoby, które postulują całkowity zakaz ich budowy. Tymczasem statystycznie o wiele więcej ofiar pochłaniają awarie elektrowni tradycyjnych, również jeśli je porównywać w miarodajny sposób.

A jak było w Czechach? Jaguar I-PACE EV400 zaczął płonąć w parkingu podziemnym w centrum Pragi koło północy. Straż pożarna, która przyjechała na miejsce akcji, była zaopatrzona w odpowiedni sprzęt i wiedziała, co robić. Strażacy założyli maski oddechowe i zaczęli intensywnie polewać samochód wodą. Później użyli urządzenia o groźnej nazwie Cobra.

Cobra to urządzenie gaśnicze firmy Cold Cut Systems produkowane już ćwierć wieku

Cobra to wynalazek szwedzkiej firmy Cold Cut Systems, który nawet nie został wymyślony do gaszenia elektryków. Strażacy używają Cobr na całym świecie od 1997 roku do gaszenia z bezpiecznego dystansu pożarów w zamkniętych pomieszczeniach. Metoda polega na jednoczesnym przebijaniu nawet twardych materiałów i gaszeniu wnętrza mgłą wodną aplikowaną pod bardzo wysokim ciśnieniem. Pozytywnym skutkiem ubocznym jest minimalizacja zużytej do gaszenia pożaru wody.

Nawet producent Cobry podkreśla, że pożary akumulatorów trakcyjnych elektryków, w których występuje zjawisko ucieczki termicznej, są demonizowane. Tak naprawdę zdarzają się niezwykle rzadko. Jednak są możliwe. Wtedy dzięki technice gaszenia opracowanej przez firmę Cold Cut Systems da się dostać do wnętrza obudowy akumulatora trakcyjnego od strony podwozia albo z wnętrza auta. Jak widać na zdjęciach zrobionych przez czeskich strażaków, w pierwszym przypadku należy dodatkowo podnieść samochód. Czesi użyli do tego celu hydraulicznych nożyc.

Cobra pozwala na efektywne rozproszenie energii cieplnej oraz schłodzenie baterii bezpośrednio, a nie przez obudowę. Po profesjonalnie zorganizowanej akcji strażackiej praski pożar szybko się zakończył, straż pożarna przywróciła awaryjne zasilanie i windą transportową na parkingu wydostała samochód na zewnątrz. Tam umieszczono go w specjalnym zalanym wodą kontenerze na wypadek powtórnego zapłonu. Później wrak został przetransportowany w bezpieczne miejsce, czyli na parking zarządu kolei. Będzie spoczywać na nim przez kilkadziesiąt godzin, a obiektyw kamery termowizyjnej czuwać, czy pożar nie rozpoczyna się ponownie.

 

Bądźmy jak Czesi. Zamiast demonizować pożary elektryków, przygotujmy się na nie

Strażacy podejrzewają, że przyczyną tego pożaru była usterka techniczna kosztownego elektrycznego Jaguara. Ten fakt może zrazić sceptyków elektryfikacji, ale warto im przypomnieć, że pożary wynikające na przykład z awarii instalacji elektrycznej zdarzają się również w przypadku nowych i drogich aut z napędem spalinowym. Na dobitkę trzeba zwrócić uwagę, że coraz więcej aut hybrydowych z wtyczką (tak zwane: hybrydy plug-in lub PHEV) ma duże akumulatory trakcyjne, które mogą płonąć niemal równie długo i skutecznie, jak w elektrykach. Można powiedzieć, że takie auto to podwójna bomba: będzie się palić jak spalinowy i elektryk jednocześnie. Po ulicach jeździ ich znacznie więcej niż elektryków, tylko nie ma sposobu, żeby zabronić ich kierowcom parkowania pod ziemią, Takie auta odróżnić od wersji całkowicie spalinowych albo hybrydowych z niedużym akumulatorem.

Przykład pożaru elektrycznego samochodu w Czechach pokazuje, że do każdego zagadnienia można podejść na dwa sposoby. Pierwszy jest taki jak w Polsce: straszyć, demonizować i załamywać ręce. Drugi taki jak w Czechach: uznać, że z powodu rosnącej popularności elektrycznych aut nie można dyskryminować ich użytkowników. Trzeba właściwie rozpoznać i określić skalę problemu, a potem po prostu się na takie sytuacje profesjonalnie przygotować. Szczerze mówiąc, różnica w podejściu wcale mnie nie dziwi. Czesi praktycznie w każdej sprawie są znacznie bardziej pragmatyczni od nas. Powinniśmy brać od nich przykład nie tylko w kwestii pożarów elektryków.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.