Elektryczna ciężarówka przewiozła 20 ton pomarańczy. Teraz jest obiektem żartów

Pomysł firmy Krummen Kerzers można uznać za ciekawy eksperyment. Szwajcarzy mówią o sukcesie, a internauci naśmiewają się z biednej ciężarówki. Dostała zadanie spoza swojej strefy komfortu.

Szwajcarska firma Krummen Kerzes AG wysłała kierowcę ze Szwajcarii do Hiszpanii. Miał pojechać z Zurychu do Walencji i z powrotem, żeby przywieźć 20 ton pomarańczy. Trasa, jakich kierowcy tirów, pokonują tysiące, ale nie do końca. Kierowca jechał elektrycznym Volvo FH Electric 4x2. Deklarowany zasięg ciągnika siodłowego na prąd to według producenta 300 km.

Na pewno się domyślacie, skąd biorą się docinki internautów. Cała podróż zajęła tydzień. Branżowe portale donoszą, że tir z silnikiem Diesla pokonałby ją w cztery dni. Ponadprogramowe trzy dni to jednak trochę dużo... żarty nie mogą więc dziwić.

Zobacz wideo Policyjny dron zarejestrował lekkomyślne zachowanie pieszego na przejeździe kolejowym

Czy elektryczne ciężarówki są gotowe na takie trasy już dzisiaj?

Trzeba jednak pamiętać, że przed Volvo FH Electric 4x2 postawiono naprawdę arcytrudne zadanie. Szwedzi nie ukrywają, że ich ciągnik siodłowy z wtyczką nie jest długodystansowcem. Zajrzeliśmy na stronę producenta i sprawdziliśmy, jak elektryczne ciężarówki są opisywane. To kilka cytatów, które najlepiej pokazują, jakie zadania powinno się stawiać przed takimi samochodami:

  • Volvo FH Electric - komfortowo z miasta do miasta. Szybko transportuj towary między węzłami logistycznymi i miastami.
  • Volvo FM Electric - elastyczność w przewozach regionalnych
  • Volvo FMX Electric - samochód dla budownictwa miejskiego
  • Volvo FL Electric - dostawy od drzwi do drzwi. Idealny pojazd do dostaw miejskich; duża pojemność i komfort kierowcy.

Portal instalki.pl zwraca uwagę, że nawet Tesla Semi, która ma podobno 800 km zasięgu również nie będzie jeździć na długich dystansach. Ciągniki Tesli kupił koncern PepsiCo. Mają jeździć na dystansie ok. 680 km, ale jeśli będzie to ciężki transport napojów - trasy wyniosą 160 km.

Jak widać, na elektrycznych długodystansowców trzeba będzie jeszcze poczekać. Ciężki transport to w ogóle bardzo ciekawa część motoryzacji. Wielu ekspertów uważa, że to właśnie tam największy sens będzie miał wodór. Zobaczymy, co przyniesie przyszłość. Na razie trwają testy różnych rozwiązań.

Szwajcarzy są zadowoleni, ich kierowca pewnie mniej

Firma Krummen Kerzes z ekstremalnego eksperymentu jest zadowolona, chwali, że udało się taką jedną trasą zaoszczędzić 3 tony dwutlenku węgla i planuje kolejne zakupy elektrycznych ciężarówek. Inwestuje też w infrastrukturę do ładowania w Szwajcarii.

Podejrzewamy, że kolejne elektryczne tiry będą już jeździć zgodnie ze swoim przeznaczeniem. Bardziej lokalnie i na krótszych trasach. To z pewnością ucieszy kierowców. Balint Schnell, który wiózł pomarańcze, stanął przed męczącym zadaniem. Musiał zupełnie inaczej zaplanować trasę, żeby zgrać przerwy na ładowanie z tymi, które wymusza tachograf. W sumie zatrzymywał się około 20 razy. W trasie spędził też o trzy dni więcej, co na pewno go nie ucieszyło.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.