Pierwsi klienci odebrali elektryczne pikapy Rivian. To nagranie jest najlepszym dowodem [WIDEO]

Niestety nie tylko odebrali, ale również zepsuli. Jeden prywatny Rivian R1T już wylądował na słupie i spłonął. Należał do klienta, który na szczęście odniósł tylko lekkie obrażenia.

To nie jest w ogóle pierwszy rozbity elektryczny pikap nowej marki Rivian. Już we wrześniu 2021 r. w internecie pojawiły się zdjęcia uszkodzonego prototypu Riviana R1T. Ale ten z załączonego wideo należał do jednego z nabywców i był seryjnie produkowanym egzemplarzem. O wypadku zawiadomiła lokalna telewizja z Kalifornii, County News.

Interesujesz się amerykańską motoryzacją? Czytaj o nowościach na gazeta.pl

Zobacz wideo Testujemy nowe Volvo C40 P8 Recharge

To ironia losu, że Rivian R1T zakończył żywot na słupie trakcji elektrycznej, która dostarczała prąd niezbędny do uruchomienia jego czterech silników. Z tych okoliczności nie można wyciągać daleko idących wniosków, ale z samej kolizji jak najbardziej.

Kraksa wydarzyła się 9 lutego 2022 roku tuż przed godziną 22 lokalnego czasu w Irvine. Kierowca Riviana nie opanował pojazdu na Sand Canyon Avenue i zakończył jazdę na słupie. W kabinie wystrzeliły wszystkie poduszki powietrzne, a po chwili samochód stanął w ogniu. Co było przyczyną kolizji?

Wygląda na to, że nadmierna prędkość. Świadek, który zadzwonił na policję zawiadomić o wypadku, twierdzi, że kierowca Riviana zjechał z autostrady zbyt szybko. Nie opanował ciężkiego pikapa i uderzył w krawężnik, który wysłał auto w powietrze. Dalszy ciąg tej historii już znamy.

Rivian R1T jest potężnym elektrycznym pikapem o dużych możliwościach terenowych. Dlatego ma duży prześwit. Z powodu akumulatorów jest bardzo ciężki (waży prawie 3,9 tony), a cztery silniki przy kołach o łącznej mocy 835 KM zapewniają mu znakomite osiągi. Elektryczny mastodont potrafi przyspieszyć do setki w 3,1 s.

 

Niektórzy dziennikarze motoryzacyjni i specjaliści od szkoleń bezpiecznej jazdy od dawna twierdzą, że taka kombinacja może być groźna. Zwłaszcza że nikomu nie są potrzebne takie osiągi, chociaż ułatwiają sprzedanie samochodu.

Jest też druga strona medalu. Pojazd o tak dużej mocy, wysokiej masie własnej i wysokim środku ciężkości, to recepta na kłopoty, zwłaszcza jeśli kierowca jest mało rozsądny albo niedoświadczony.

Być może efekty takiego scenariusza właśnie oglądamy na zdjęciach. To tylko dywagacje, ale warto pamiętać, że jazda tego typu autem to nie tylko wielka przyjemność, ale równie duża odpowiedzialność. Dobrze, że tym razem nikomu się nie stało nic poważnego.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.