Ładowanie samochodu elektrycznego w garażu - czy to się opłaca? Liczymy

Samochody elektryczne stają się coraz popularniejsze. Jednak ich bolączką nadal jest ładowanie. Można korzystać z szybkich ładowarek, jednak proces napełniania mimo krótkiego czasu, sporo kosztuje. Co więc wybrać?

Samochód elektryczny może mieć dużą albo małą baterię. Z punktu widzenia jej ładowania zasada jest prosta. Im większa tym dłużej tren proces trwa. Obecnie na rynku dostępnych jest kilka opcji wykonywania tej czynności. Najszybszą, a zarazem najdroższą jest korzystanie z tak zwanych szybkich, publicznych ładowarek. Punkty dostarczające prąd stały (DC) mogą mieć moc nawet do 350 kW lub więcej. Trzeba jednak jasno zaznaczyć, że ładowarka posiadająca takie parametry nie zawsze będzie w stanie z taką moc podać do samochodu. Wszystko zależy od tego jakie możliwości ma sam pojazd. Przykładem może być np. Hyundai Ioniq 5 oraz Volkswagen ID.3. Pierwszy z nich charakteryzował się maksymalną mocą ładowania w granicach 100 kW. Drugi natomiast nie przekraczał 50 kW.

Zobacz wideo

Inną możliwością jest skorzystanie z Wallboxa lub przewodu pod złącze siłowe (pięciobolcowe). To rozwiązanie już nie raz było opisywane. Mimo to warto przypominać o takiej opcji, gdyż wydaje się całkiem dobre, zwłaszcza jak weźmie się pod uwagę, że urządzenia podłączane pod tego typu złącza mogą być mobilne i nie zajmują sporo więcej miejsca niż klasyczna ładowarka. Ponadto w zależności od wybranej opcji mogą one dysponować mocami od 7,5 do nawet 22 kW, co znacząco skraca proces ładowania nawet do kilku godzin. Jest to rozwiązanie idealne jak ktoś posiada dom oraz złącze siłowe i nie chce kupować Wallboxa.

Trzecią możliwością jest wykorzystanie tradycyjnego gniazdka sieciowego. Jak łatwo się domyślić jest to najwolniejszy sposób napełniania akumulatorów samochodów elektrycznych. W świecie coraz większych akumulatorów proces ten zaczyna po prostu tracić sens. Przytoczone dwa pojazdy elektryczne: Volkswagen ID.3 i Hyundai Ioniq 5 różniły się od siebie pod wieloma względami, również w przypadku akumulatora. Pierwszy z nich miał baterię 45 kWh, a drugi 73 kWh. Ta znacząca różnica wpływała też na czas procesu napełniania.

Po podłączeniu obu samochodów do sieci, poprzez gniazdko sieciowe 250V, okazało się, że proces napełniania dla ID.3 wynosił 15-godzin (od 32 do 100 proc.), a dla Ioniqa 5 było to bagatela 27-godzin (od 21 do 100 proc.). Jest to o wiele za długo, by przy codziennych obowiązkach by móc sobie na to pozwolić. Jednak jakby się na tym zastanowić, to jest na to sposób.

Hyundai IONIQ 5Hyundai IONIQ 5 Hyundai

Wszystko tak naprawdę zależy od tego jak eksploatujemy samochód. W przypadku średnich podróży nieprzekraczających 60-kilometrów, ładowanie akumulatora przy wykorzystaniu gniazdka sieciowego zaczyna nabierać sensu. Przecież nie trzeba „tankować" do pełna. Wystarczy, by nagromadzona energia wystarczyła na dojechanie do np. pracy i z powrotem. Wtedy znowu podłączy się auto do sieci, a kolejnego dnia prądu powinno wystarczyć na kolejną podróż. Jeżeli tak zaczniemy patrzeć na tą sytuację, szybko się okaże, że ma to racjonalny sens.

Kolejnym elementem przemawiającym za takim rozwiązaniem są koszty. Ładowanie w domu po prostu się opłaca. Przy obecnych stawkach za prąd, gdzie przy taryfie G11 jest to ok. 0,55 zł za kWh, a G12 jest tańsza (szczytowo – 0,43 zł/kWh, poza szczytem 0,38 zł/kWh), koszty ładowania samochody elektrycznego są po prostu małe, często nie przekraczające 10 zł. Jeszcze lepszy układ jest, gdy mieszkamy w domu jednorodzinnym i mamy założoną instalację fotowoltaiczną. Wtedy jeździmy prawie za darmo.

Opony do samochodów elektrycznych, wiedza elektryzującaOpony do samochodów elektrycznych. Czy są potrzebne?

Oczywiście na pewno pojawią się głosy, a co w sytuacji, kiedy będę musiał nagle wyruszyć dalej? W takim przypadku pojawiają się inne opcje napełniania akumulatorów. Dla przykładu można skorzystać z wcześniej wspomnianej szybkiej publicznej ładowarki, Wallboxa lub kabla pod złącze siłowe. Sieć tych pierwszych jest coraz bardziej rozbudowana. Największy operator – GreenWay, jest praktycznie w każdym większym mieście i na wielu trasach. Ponadto w Polsce pojawiają się też tacy dostawcy jak Ionity. Są też Superchargery od Tesli, które może niedługo zostaną udostępnione również dla pojazdów innych marek – tak przynajmniej sugerował Elon Musk na Twitterze. Można powiedzieć, że z miesiąca na miesiąc jest coraz lepiej.

Wynika z tego prosty wniosek. Elektrykiem da się już jeździć po mieście i po Polsce. Wymaga to tylko dobrego zaplanowania i rozeznania się, ile trwa proces napełniania baterii przy różnych sposobach jej ładowania. Wtedy będzie wiadomo na co możemy sobie pozwolić. Moje doświadczenia w tej kwestii pokazują, że nawet ładując auto elektryczne z gniazdka sieciowego można nim z powodzeniem jeździć na co dzień.

Więcej o: