W USA jest skrzyżowanie, które Teslom się nie kłania

Pewien rozjazd dróg w Yosemite National Park sprawia wyjątkowy problem układowi autonomicznej jazdy Tesli: Autopilot FSD. Rozbiło się na nim już co najmniej pięć aut tej marki. Jaka jest tego przyczyna?

Krótko mówiąc: nie wiadomo. Skrzyżowanie na terenie parku narodowego Yosemite wygląda niewinnie, ale sztuczna inteligencja Tesli ma z nim wyjątkowo duży problem. Autopilot FSD nie wie, którą nitkę drogi wybrać, w związku z czym zdarza się, że jedzie... prosto. Być może jego kształt w jakiś sposób oszukuje myślący komputer Tesli, ale żaden przeciętnie rozgarnięty człowiek nie powinien mieć z nim żadnego problemu.

Stacja ładowania IonityDofinansowanie samochodów elektrycznych. Co, na co, ile i dla kogo? Rodziny kupią elektryka nawet za milion

O trójkącie bermudzkim, w którym znikają Tesle, zawiadomił jeden z pechowych właścicieli. Jego Model X rozbił się tam 25 lipca 2021 r. Strażnik z parku narodowego, który przyjechał na miejsce zdarzenia, zdradził mu, że wcześniej już widział trzy podobne wypadki. Ich ofiarami zawsze były Tesle. Później kierowca holownika, który przyjechał na miejsce, pokazał zdjęcia rozbitej w identyczny sposób Tesli Model S.

Tesla Model X autora postu to bogato wyposażony model Long Range Plus. Na drodze, którą jechał obowiązuje ograniczenie prędkości do 25 mph (40 km/h), a dwa pasy do jazdy w tym samym kierunku rozdzielają się przed skrzyżowaniem. Lewy skręca w lewo, prawy prowadzi mniej więcej prosto. Właściciel Tesli Model X twierdzi, że chociaż był włączony Autopilot, trzymał ręce na kierownicy i uważał na sytuację na drodze, ale mimo to nie zdążył zareagować.

Pomyłka Tesli Model X sporo kosztowała właściciela

Samochód pojechał prosto, dokładnie pomiędzy dwa pasy i zatrzymał się na głazach umieszczonych na trawniku za rozjazdem. Nie wybuchła żadna poduszka powietrzna, ale elektryczny SUV rzecz jasna nie był zdolny do dalszej jazdy. Został odholowany do granic parku narodowego za jedyne 400 dolarów, a potem do Fresna za kolejne 500 dolarów.

Następnie właściciel udał się Uberem (za 300 dolarów) do San Luis Obispo, skąd znajomy zabrał go do Flagstaff. Dopiero stamtąd kierowca Tesli poleciał samolotem do domu (za 613 dolarów). Samochód został przetransportowany do Tesla Body Center w mieście Tempe w Arizonie za ponad 900 dolarów.

Stacja ładowania IonityW Polsce jest 7 ładowarek Ionity, ale żadna nie działa. "Na wschodzie robi się biało"

Jak wynika z powyższego wyliczenia, wycieczka do Yosemite była dość kosztowna i mało przyjemna. Zupełnie wbrew oczekiwaniom. Właściciel Tesli Model X nie czuje się winny tej sytuacji i jest wyraźnie rozgoryczony. W dodatku trzy dni wcześniej wyposażył swoje auto w nowe opony. Dodatkowo mężczyzna twierdzi, że jego samochód wcześniej mylił księżyc w pełni z żółtym światłem sygnalizacji. Podobny problem niedawno sygnalizowali inni właściciele aut amerykańskiej marki.

Dlaczego doszło do kolizji w parku narodowym Yosemite? Trudno powiedzieć. Musiała wynikać z błędnej analizy danych dostarczonych komputerowi Autopilota przez czujniki. Tajemniczym przypadkiem trójkąta bermudzkiego z Yosemite, który nie przepada za samochodami firmy Elona Muska powinni zainteresować się informatycy Tesli. W końcu właśnie temu służy testowanie ich możliwości przez właścicieli: wykrywaniu potencjalnych błędów.

Tesla Model XTesla Model X fot. Tesla Motors

Więcej o: