Ładowarki PGE były za darmo, teraz za nie zapłacimy. Właściciele tańszych aut więcej

Ładowarki PGE do tej pory były darmowe, ale właśnie dowiedzieliśmy się, że już od 31 lipca za korzystanie z części z nich trzeba będzie płacić. Cennik budzi kontrowersje, bo po kieszeni uderzy posiadaczy tańszych samochodów elektrycznych.

Do tej pory stacje szybkiego ładowania PGE były darmowe dla wszystkich kierowców. 31 lipca polski koncern wprowadził opłaty w pierwszych 11 punktach w Lublinie (3 stacje), Warszawie (3) i Siedlcach (5). W sumie PGE postawiło w kraju już 40 stacji. Możemy się spodziewać, że z czasem opłaty zaczną obowiązywać na kolejnych. Dla kierowców przygotowano trzy taryfy, a ceny zależą od mocy, jaką oferuje ładowarka. Na koszt każdej sesji ładowania będą się składać: stawka za rozpoczęcie ładowania (1 zł w każdej taryfie), ilość pobranej energii oraz czas ładowania samochodu.

Trzy taryfy na stacjach ładowania PGE:

  • Ładowanie prądem zmiennym AC o mocy do 22 kW. Cena za 1 kWh - 59 gr. Cena za minutę ładowania - 7 gr.
  • Ładowanie prądem stałym DC o mocy do 30 kW. Cena za 1 kWh - 1,45 zł. Cena za minutę ładowania - 24 gr.
  • Ładowanie prądem stałym DC o mocy do 50 kW. Cena za 1 kWh - 1,45 zł. Cena za minutę ładowania - 29 gr.

Okazuje się, że cennik ładowarek PGE premiuje przede wszystkim właścicieli najdroższych samochodów elektrycznych - to właśnie te pojazdy można ładować przy użyciu szybkich ładowarek o dużej mocy. Za prąd z ładowarki 50 kW zapłacimy tyle samo, co z tej słabszej 30 kW, ale naładujemy samochód znacznie szybciej, co będzie oznaczało oszczędność na opłacie za czas ładowania (tu różnica to tylko 5 gr za minutę).

Tak skonstruowany cennik może od ładowarek PGE odstraszać właścicieli tańszych, a przez to mniej zaawansowanych technicznie samochodów. Dziwna decyzja, jeśli weźmiemy pod uwagę, że PGE to państwowy koncern, a rządzący na każdym kroku podkreślają, jak bardzo zależy im na rozwoju elektromobilności.

Więcej o: