Czy samochód elektryczny jest ekologiczny? W Polsce jeździmy na węgiel, ale takie myślenie jest błędne [MOTO 2030]

Bartłomiej Pawlak
Na pytanie o to, czy samochody elektryczne są ekologicznie, nie można odpowiedzieć tak lub nie. Próbując udzielić bardziej złożonej odpowiedzi, trzeba patrzeć daleko przed siebie.

Cykl MOTO 2030 to copiątkowy cykl Gazeta.pl, w którym poruszamy najważniejsze tematy dotyczące przyszłości motoryzacji, transportu, technologii. Samochody, drogi i miasta zmieniają się na naszych oczach w bardzo dynamicznym tempie. Co piątek dziennikarze Moto.pl będą o tych zmianach pisać. Tutaj znajdują się wszystkie artykuły z cyklu: MOTO 2030.

Produkcja samochodu elektrycznego to dla klimatu ogromne obciążenie. Jest przecież "tankowany węglem", więc z ekologią nie ma nic wspólnego - mówią przeciwnicy aut na prąd. Zwolennicy argumentują z kolei, że to spaliny z samochodów benzynowych i diesli uderzają w nas bezpośrednio, podczas gdy elektryki w ogóle ich nie wydzielają. Co więcej, ekologia to nie tylko emisja dwutlenku węgla, a jego ślad w elektrykach i tak jest sporo niższy. Spoglądając na temat nieco szerzej, okazuje się, że w obecnym momencie obie strony mają trochę racji. Nie ulega jednak wątpliwości, że to elektryfikacja jest przyszłością czystego transportu.

Unia Europejska chce do 2030 roku zmniejszyć emisję CO2 o 40 proc., a do 2050 roku stać się pierwszym w pełni "zielonym" rejonem planety. Pomóc w tym miałoby ograniczenie lub całkowite zakazanie sprzedaży samochodów spalinowych. W październiku 2019 roku, podczas spotkania ministrów środowiska UE w Luksemburgu, Dania zaapelowała do pozostałych krajów Unii Europejskiej o całkowity zakaz sprzedaży samochodów spalinowych do 2030 roku. Poparło ją 10 innych krajów wspólnoty. Zresztą to już nie po raz pierwszy nawołuje się w UE do ograniczenia lub wyeliminowania sprzedaży spalinówek w ciągu najbliższej dekady.

>>> Osoby wycinające filtry DPF w swoich samochodach, często nie myślą, że w ten sposób trują przede wszystkim siebie i swoich bliskich:

Zobacz wideo

Samochody a ekologia. Co emituje więcej CO2?

W 2018 roku duża niemiecka firma konsultacyjna Berylls Strategy Advisors opublikowała raport, w którym tłumaczy, że produkcja i eksploatacja samochodów elektrycznych jest bardzo energochłonna, a prąd produkujemy przecież w dużej części z paliw kopalnych.

Wytwarzanie energii elektrycznej – w tym tej dla samochodów elektrycznych – jest nadal silnie uzależnione od paliw kopalnych w wielu krajach UE. Klimat nie dba o to, skąd pochodzi dwutlenek węgla – czy z rury wydechowej, czy jest emitowany podczas spalania węgla brunatnego w celu wytworzenia energii elektrycznej lub do energochłonnej produkcji baterii

twierdzi dr Jan Burgard, z Berylls Strategy Advisors.

Autorzy raportu powołują się na szkodliwość samych akumulatorów, a właściwie wpływu ich produkcji na środowisko naturalne. Z obliczeń Szwedzkiego Instytutu Środowiska wynika, że ekologiczny koszt wyprodukowania każdej kilowatogodziny ogniwa to nawet 150-200 kg CO2, a baterie samochodów elektrycznych mają przecież zazwyczaj ponad 30 kWh. Zatem wyprodukowanie (w fabryce zasilanej energią z paliw kopalnych) auta elektrycznego (z bateriami o masie 500 kg) ma pozostawić ślad węglowy nawet o 74 proc. wyższy niż w przypadku samochodu spalinowego.

Specjaliści z Berylls Strategy Advisors zauważają, że to samochody z silnikami diesla zanieczyszczają środowisko najmniej (spalają mniej oleju napędowego niż samochody benzynowe benzyny i dlatego emitują mniej CO2). Pokusili się nawet o wyliczenie, że ślad węglowy zostawiony przez samochód elektryczny i diesla (produkcja + eksploatacja) zrówna się po przejechaniu ok. 200 tys. km w Niemczech, ale już tylko 43 tys. km w Norwegii.

Zrównanie śladu węglowego samochodu elektrycznego i nowoczesnego diesla - Berylls Strategy AdvisorsZrównanie śladu węglowego samochodu elektrycznego i nowoczesnego diesla - Berylls Strategy Advisors fot. Berylls Strategy Advisors

Warto zaznaczyć też, że Berylls Strategy Advisors nie mówi, że każdy diesel jest mniej szkodliwy dla środowiska niż elektryk. Autorzy badania mają na myśli tylko te najnowsze i najbardziej wydajne samochody, których na drogach wciąż nie ma zbyt wiele.

Świat to nie tylko Polska, spójrzmy na to szerzej

Przeciwnicy samochodów elektrycznych argumentują, że w takich krajach jak Polska czy nawet Niemcy, prąd produkuje się w dużej części w sposób bardzo szkodliwy dla środowiska. Mając więcej elektryków na ulicach, będziemy potrzebować więcej prądu, a więc spalać więcej węgla.

Faktycznie, spoglądając na dane dla Polski, samochody elektryczne jeżdżą de facto na węgiel. Jak wynika z danych Eurostatu za 2018 rok, jedynie 11,3 proc. energii w naszym kraju powstaje ze źródeł odnawialnych. Reszta to stałe paliwa kopalne oraz spalanie gazu i ropy naftowej. Energii atomowej wciąż brak. Jesteśmy zatem w czołówce największych trucicieli Europy.

Zdjęcie ilustracyjneZdjęcie ilustracyjne pixabay.com

Dla porównania, w Niemczech prawie połowa prądu pochodzi ze źródeł odnawialnych i elektrowni atomowych, a tylko nieco ponad 50 proc. z paliw kopalnych (źródło CIRE.pl). Są też kraje, które w bardzo małym stopniu opierają się na spalaniu paliw (nawet poniżej 30 proc.) podczas wytwarzania energii elektrycznej, to m.in. Chorwacja, Austria, Litwa, Luksemburg i Francja (tu króluje energia atomowa) oraz takie, które robią to w stopniu niemal niezauważanym, czyli Szwajcaria, Szwecja, Norwegia, Albania, Islandia czy Malta.

W państwach, które produkują energię w sposób ekologiczny, korzystanie z samochodu elektrycznego jest więc niemal w 100 proc. bezemisyjne, a dwutlenek węgla wydobywany jest tylko przy jego produkcji. Tak więc, nawet jeśli elektryk i samochód spalinowy jest w Polsce tak samo mało ekologiczny, to w Norwegii czy Szwajcarii już nie musi tak być.

Ekologia to nie tylko CO2

Warto też zauważyć, że w przytoczonym powyżej badaniu (i nie tylko) pod uwagę wzięto jedynie ślad CO2. Tymczasem samochody spalinowe emitują do atmosfery ogromną liczbę innych substancji szkodliwych dla klimatu i naszego zdrowia. Wśród nich można wymienić przede wszystkim związki chemiczne tlenków azotu (to właśnie o te substancje chodziło w aferze Dieselgate), ale również tlenki siarki i węgla, węglowodory oraz niezwykle szkodliwe dla ludzi cząstki stałe (oznaczone literami "PM").

Smog na Łodzą - styczeń 2017Smog na Łodzą - styczeń 2017 Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta

Biorąc pod uwagę wszystkie substancje, jakie emitowane są do atmosfery z rur wydechowych, okazuje się, że to diesle są największymi trucicielami na ulicach, a na drugim miejscu są samochody benzynowe.

Warto też zauważyć, że o ile dla klimatu miejsce wyemitowania danej porcji szkodliwych substancji jest obojętne, o tyle dla człowieka już nie. To nie z powodu samochodów elektrycznych, ale spalinowych (oczywiście nie tylko, ale w części), polskie miasta zmagają się z gigantycznym problemem smogu. Spalając paliwo w miejscach gęsto zamieszkałych trujemy sami siebie, dlatego zdecydowanie lepszym pomysłem jest produkcja prądu z dala od siedlisk ludzkich. Nawet jeśli dla klimatu będzie ona tak samo dotkliwa.

Nie każdy jeździ nowym samochodem

Warto zauważyć też, że mało kto może pozwolić sobie na częste przesiadanie się do nowych samochodów, a tylko te najnowsze mogą pochwalić się stosunkowo niewielką szkodliwością dla środowiska. Dość powiedzieć, że najnowsza unijna norma emisji spalin Euro 6 powstała w 2014 roku, a kolejne progi dla samochodów spalinowych powstają są średnio co 5-6 lat. Nie każdy w Europie (szczególnie w krajach mniej zamożnych) może pozwolić sobie tak często na duże obciążenie finansowe.

Badanie rzeczywistej emisji w KrakowieBadanie rzeczywistej emisji w Krakowie fot. Krakowski Alarm Antysmogowy

Potwierdza to zresztą badanie, które w grudniu 2019 roku przeprowadzono w Krakowie na ponad 100 tys. aut (pod uwagę wzięto emisję pyłów PM). Wśród samochodów, które na co dzień poruszają się po stolicy Małopolski, największymi trucicielami były diesle o normie emisji spalin Euro 5 i starszej. Tymczasem jedynie 11 proc. samochodów benzynowych i 20 proc. diesli spełniało już najnowsza normę Euro 6.

Badanie rzeczywistej emisji w KrakowieBadanie rzeczywistej emisji w Krakowie fot. Krakowski Alarm Antysmogowy

Kolejnym argumentem przemawiającym na korzyść elektryków jest to, że ich silniki mają zdecydowanie wyższą sprawność energetyczną wynoszącą ok. 90 proc. (marnowane jest ok. 10 proc. prądu). Dla porównania najnowocześniejsze silniki spalinowe mogą pochwalić się efektywnością ma poziomie... maksymalnie 40 proc. To oznacza, że przynajmniej 60 proc. paliwa spalane jest zupełnie na darmo - umyka bezpowrotnie w postaci ciepła.

Czyli jest ekologicznie czy nie?

Z jednej strony produkcja samochodów elektrycznych pochłania sporo energii, a samo ich użytkowanie wiąże się z emisją CO2 z powodu spalania m.in. węgla w elektrowniach. Ale tu i teraz, a na ten temat trzeba spoglądać nieco szerzej. I dalej.

Za dziesięć lat, czyli w 2030 roku wymogi dotyczące produkcji energii w Unii Europejskiej będą jeszcze bardziej restrykcyjne i elektryki będą wykorzystywać "czystszy" prąd. Państwa europejskie inwestują w ekologiczne sposoby pozyskiwania energii, dlatego wpływ elektryka na środowisko dziś jest większy niż będzie za pięć czy dziesięć lat. A i tak już teraz są kraje, w których samochody elektryczne są niemal w 100 proc. "zielone" podczas eksploatacji.

Samochody elektryczne to dobry i nieunikniony kierunek, który będzie coraz bardziej neutralny dla środowiska. Jesteśmy na początku drogi i im szybciej zaczniemy nią podążać, tym szybciej nauczymy się ekologicznego i ekonomicznego recyklingu zużytych baterii, wydobywania metali niezbędnych do ich produkcji i innych czynności, które dziś sprawiają nam problemy.

Więcej o:
Komentarze (176)
Czy samochód elektryczny jest ekologiczny? W Polsce jeździmy na węgiel, ale takie myślenie jest błędne [MOTO 2030]
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • rave8

    Oceniono 51 razy 21

    1. Auto elektryczne w zakupie to 190% ceny odpowiednika na benzynę
    2. Nie ma ładowarek lub jest ich bardzo mało
    3. Kiepski zasięg
    4. Benzynę do pełna tankuje w 1,5 minuty, ładowanie "elektryka" można w godzinach mierzyć
    5.Pod przykrywką modnej ekologii wpaja nam się auto na węgiel z baterią zawierają "metale rzadkie" oraz toksyczne związki. Cytując klasyka : "super ekologia "bulwo"..."!
    6. Po kilku latach baterie do wymiany - koszt w aucie kompaktowym to tylko 10000zł :-) Taki mały wydatek po kilku latach eksploatacji samochodu.
    7. To jest taka teza w stylu: "czy zechcesz w skali roku 6 wypłat miesięcznych oddawać na ratowanie ziemi, ale nie zagwarantujemy ci, ze ta ziemia coś na tym zyska"
    8. Trzeba być naiwnym aby wierzyć koncernom samochodowym i politykom, że elektryki będą tańsze zarówno w zakupie jak i w eksploatacji.
    9. Z jednym się zgodzę, że za pomocą ustaw czytaj lobby auta te będą wprowadzone powszechnie na rynek europejski, lecz dla konsumenta nie będzie ani taniej , ani zdrowiej.
    10. Powyższy artykuł jest formą lobbingu na rzecz kilku korporacji. Wpompowano masę pieniędzy w marketing i lawina poszła. Owieczki łykną wszystko.

  • jac_l_w

    Oceniono 23 razy 17

    Czy samochody elektryczne są bardziej, czy mniej trujące, to zależy od założeń i tego, co się pominie (a autor pominął naprawdę sporo). Sęk w tym, że samochód elektryczny zasilany z akumulatorów litowo-jonowych NIE JEST ROZWIĄZANIEM DOCELOWYM. To ślepa uliczka, przynajmniej na dłuższą metę. Dostosowanie do jego potrzeb całej infrastruktury, to kolejne megatony CO2 wywalone w błoto.

  • caboverde88

    Oceniono 24 razy 14

    Artykuł jest ograniczony do trzech opcji. Czemu nie jest poruszony temat LPG?!

  • bzykk

    Oceniono 27 razy 13

    Chłopie!
    Masz w Warszawie np. 50 tyś
    Pobór mocy w czasie ładowania ok 3 kW.
    Większość lub wszystkie będą ładowane nocą.
    Mam 2 pytania.
    GDZIE ustawić 50 tyś ładowarek?
    Skąd dodatkowa moc 150 MW ? Skoro już obecnie jej brak !

  • ryjaroslawa

    Oceniono 24 razy 12

    Taa... Osły mają podnieść uprawnienia na kat. B z 3,5 na 4,5 tony właśnie ze względu na masę akumulatorów.
    Teraz pytania:
    Czy droga hamowania pojazdu o większej masie będzie taka sama, jak tego o mniejszej?
    Czy w związku z tym obrażenia przy potrąceniu pieszych będą takie same jak dotychczas, czy mniejsze?
    Czy koszt leczenia poszkodowanych będzie pokrywany z "odzysku" akumulatorów?

  • Gość: kamel

    Oceniono 23 razy 11

    Kibicuję samochodom elektrycznym. Ale jak dotąd jest to gorszy produkt za wyższą cenę. Dorabianie do tego eko-teorii jest tylko innym sposobem marketingu bo inaczej trudno byłoby takie samochody sprzedawać.

  • fafarafafafa

    Oceniono 15 razy 9

    Parę nieuczciwości intelektualnych popełniono w tym artykule.
    "Warto zauważyć też, że mało kto może pozwolić sobie na częste przesiadanie się do nowych samochodów, a tylko te najnowsze mogą pochwalić się stosunkowo niewielką szkodliwością dla środowiska". I nagle wprowadzenie nowych, drogich elektryków spowoduje, że ludzie jeżdżący dwudziestoletnimi dieslami przesiądą sie do nówek elektryków za 100-150 tys.? Myślę, że wątpię.
    "Kolejnym argumentem przemawiającym na korzyść elektryków jest to, że ich silniki mają zdecydowanie wyższą sprawność energetyczną wynoszącą ok. 90 proc. (marnowane jest ok. 10 proc. prądu). Dla porównania najnowocześniejsze silniki spalinowe mogą pochwalić się efektywnością ma poziomie... maksymalnie 40 proc. To oznacza, że przynajmniej 60 proc. paliwa spalane jest zupełnie na darmo - umyka bezpowrotnie w postaci ciepła". Porównywanie jabłek do jajek. Jeśli liczymy sprawność, należy wziąć pod uwagę całość procesu, czyli trzeba uwzględnić efektywność od elektrowni, poprzez przesył, ładowanie, aż do silnika. I wtedy już nie wychodzi 90%.
    Problem z elektrykami są nieustająco te same - gęstość energii, a co za tym idzie zbyt mała pojemność akumulatorów w wielu zastosowaniach, zwłaszcza "heavy-duty" oraz brak możliwości szybkiego (na poziomie porównywalnym z paliwami płynnymi) i bezpiecznego ładowania.

  • 0apud0

    Oceniono 21 razy 7

    Kolejnym argumentem przemawiającym na korzyść elektryków jest to, że ich silniki mają zdecydowanie wyższą sprawność energetyczną wynoszącą ok. 90 proc.

    To świetna wiadomość. Szkoda tylko, że sprawność elektrowni węglowej nie przekracza 30%.

  • dawn-to-dusk

    Oceniono 12 razy 6

    No dobra, powiedzmy, że mam kasę i poddam się modzie, namowom ekologów i kupię samochód elektryczny. Po pierwsze muszę zrobić research i znaleźć taki, co ma chłodzone i ogrzewane akumulatory, bo inaczej trafi je szlag, jak te w Leafie pewnego Australijczyka, co to ma teraz jedynie 60 km zasięgu (z oszałamiających 112 km fabrycznie) i nie jest w stanie dojechać nawet do serwisu Nissana. Na rynku są już takie EV co mają 250-300 km zasięgu, co w zasadzie rozwiązuje problemy prywatnych właścicieli. Bosko. Co prawda zimą marznie tyłek, bo zanim się nagrzeje mija rok, a przy okazji ciągnie prądu w sporych ilościach. Ok. No problem. Problem za to to moje miejsce zamieszkania - blok w śródmieściu. Do najbliższej ładowarki mam 3 km, a tam może być zajęte. Do kolejnej mogę nie dojechać. Wtedy czekam nie na naładowanie, ale na samo podpięcie. Bo u nas większość ładowarek jest jednosłupkowa, a z jednego słupka można ładować szybko tylko jedno auto i to nawet jak są dwa kable (np. Chademo i CCS2). No dobra, godzinka w aucie i już mogę podpiąć. Po paru godzinach mogę wrócić do domu i mam auto gotowe do trasy przed weekendem minus 10 km (zawsze na początku zeżre więcej). Grejt. To znaczy wspaniale o ile nie jadę na wschód, bo tam akurat nie ma szybkich ładowarek, a tam mam działkę. No ale jak auto zapewnia co najmniej 200 km zasięgu to powinienem dojechać. Tak na styk, bo w trasie zawsze więcej elektronów bierze. Można oczywiście jechać za TIRem, jak robią wszystkie eko-świry z eko-portali, ale ja nie lubię jeździć z nogą nad hamulcem. Ale w mieście bajka, wszystkie 'drag-rejsy' wygrywam, taki jestem ekologiczny, co tam zużycie energii. I mogę jeździć po buspasach, choć to mega stresujące, bo nie wszyscy kierowcy miejskich autobusów i taksiarze przyswoili te wiedzę. Tylko to tankowanie już nie jest takie tanie, a niedługo nie będzie żadnych darmowych. Za to ceny ładowań rosną i stają się równie drogie co tankowanie płynów ropopochodnych. A wtedy zakup elektryka nigdy się nie zwróci. Oj.

    A, no i jeszcze jedno. Nie mogę dopuścić do całkowitego rozładowania akumulatorów, więc jeśli mało korzystam z auta, albo wyjeżdżam na dłużej to muszę pamiętać o jego podpięciu w celu podtrzymywania pewnego poziomu energii. Tylko gdzie, jeśli nie mieszkam w domu jednorodzinnym? Takich "jeszcze jedno" jest więcej, grubą książkę mógłbym napisać o samych wadach EV.

    Użytkowanie EV jest więc drogie, niekomfortowe i czasochłonne, a do tego obarczone problemami, których dotąd nie było. Ale kluczowe słowo, nie tylko w PL, to: DROGIE. Sensowny kompakt EV to wydatek ok. 180-200 tys. zł, obarczony seryjnie szybką utratą wartości.

    Często pomijany aspekt to ilość energii elektrycznej dostępnej w gniazdkach. Można oczywiście przejść na auta elektryczne całkowicie zakazując spalinówek, jak chce UE, a przynajmniej Dania, ale do tego w całej Europie trzeba by postawić 40 elektrowni atomowych, bo takie będzie łączne zapotrzebowanie dla całej floty aut. To oznacza że przygotowując się na rewolucyjne zmiany w zasilaniu naszych samochodów trzeba już planować ich budowę, a przynajmniej pierwszych kilku(nastu). Tego się nie robi.

    A tak z zupełnie innej beczki: przyjmując zakłady ile ropy naftowej zostanie zużyte przez ludzkość obstawiałbym że wszystko co można w miarę bezproblemowo wyssać z ziemi. A potem puścimy to z dymem (tzn. głównie Amerykanie i Chińczycy). Więc co za różnica jaka jest całkowita emisja CO2 takiego czy innego auta? Finalnie i tak wszystko pójdzie do atmosfery. Możemy to jedynie rozłożyć w czasie, ale też w bardzo ograniczony sposób. Bo przecież możemy zamordować spalinową motoryzację (w Unii ok. 12% emisji, cały transport do 20%), ale domów chuchaniem nie ogrzejemy, a fabryki srajfonów, modnych w tym sezonie laczków czy jednorazowych durnostójek potrzebują ogromnych ilości energii. Więc ten... ta wojna toczy się chyba nie na tym froncie co powinna. Ale to tylko moja opinia.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX