Karolina Rduch: "Prasy mają 880 ton, a piece 1100 stopni. Muszę dbać o bezpieczeństwo ludzi"

Z kierowniczką działu BHP i Ochrony Środowiska w zakładzie Faurecia Recliners w Wałbrzychu rozmawiamy o tym jak dużym wyzwaniem jest dbanie o bezpieczeństwo i komfort pracy ponad 600 osób. Karolina Rduch jest jedną z 40 ambasadorek programu Gender Diversity w ramach grupy Faurecia, które działają na całym świecie i zachęcają kobiety do realizowania kariery w branży motoryzacyjnej.

W momencie nominacji Karolina Rduch była najmłodszą osobą na takim stanowisku w Polsce. Wcześniej skończyła z wyróżnieniem studia i trafiła na praktyki do zakładu Faurecia. Od tej pory wdrożyła wiele ulepszeń i innowacyjnych rozwiązań. W tej chwili pracuje nad kolejnymi. Mogą być wdrożone w fabrykach na całym  świecie.

Czy dobrze pani sypia w nocy? Pytam, bo wyobrażam sobie, że dbanie o bezpieczeństwo kilkuset osób pracujących w fabryce wiąże się z dużą odpowiedzialnością 

Sypiam bardzo dobrze, dziękuję! Ale nie zawsze tak było. Przez 12 lat mojej pracy w jednej z fabryk Faurecia w Polsce, zakładzie mechanizmów, udało mi się wypracować taką kulturę bezpieczeństwa, skutecznie działający system, wysokie standardy i świadomość wszystkich pracowników, od kadry menedżerskiej po osoby na linii produkcyjnej, że faktycznie pozwala mi to na spokojny sen w nocy. 

Czyli to kwestia organizacji i doświadczenia? 

Też, ale nie tylko tego. Potrzebny był swego rodzaju przełom, który wydarzył się w piątym lub szóstym roku mojej kariery zawodowej. Wówczas doświadczenie już pozwalało mi dostrzec potencjalne zagrożenia, których nie widziałam wcześniej. Chyba wtedy po raz pierwszy poczułam ciarki na plecach, bo uświadomiłam sobie, jaką rolę pełnię w zakładzie i co moja praca oznacza dla wszystkich pracujących w nim osób.

Zdecydowałam, że przyszedł czas działań, które dzisiaj po kolejnych sześciu latach oceniam jako bardzo dobry krok. Zreorganizowałam pracę w fabryce. Dlatego dzisiaj śpię spokojnie. Ale nie mam zamiaru czarować rzeczywistości i udawać, że zawód BHP-owca jest usłany różami i w pełni przewidywalny. 

Jak wygląda zajmowanie się bezpieczeństwem i higieną pracy? Pracownicy biurowi, tacy jak ja, zwykle mają o tym blade pojęcie. Czy to gaszenie pożarów w sensie dosłownym i w przenośni? 

Moja mama myśli, że zajmuję się tylko prowadzeniem szkoleń. Tak naprawdę to zawód, który ma wiele aspektów, co szybko zauważają ludzie pracujący w dużej organizacji. Szkolenia rzeczywiście są, sporo osób uważa je za nudną i niezbyt potrzebną czynność.

BHP to organizacja pracy w taki sposób, żeby była zdrowa i bezpieczna. W skład tej organizacji wchodzi dbałość o bezpieczeństwo techniczne maszyn, ergonomię i ogólnie środowisko pracy, czyli przestrzeń, która otacza pracowników i narzędzia, których używają

Ludzie często nie lubią BHP i myślą, że cała odpowiedzialność za bezpieczeństwo spoczywa wyłącznie na kierowniku działu, a to jest bardzo mylne przekonanie. W rzeczywistości kij ma dwa końce. Szkolenia być może wydają się nudne, ale są dosyć ważne, a odpowiedzialność rozkłada się na wszystkich pracowników. Moją rolą jest kontrolować, nadzorować, doradzać i ewentualnie, gdy warunki pracy nie spełniają wymagań prawnych albo stwarzają zagrożenie dla zdrowia i życia osoby, wkraczać i przerywać taką pracę.

Zakład Faurecia w WałbrzychuZakład Faurecia w Wałbrzychu fot. Faurecia

Czy "procedura" to bardzo ważne słowo dla specjalisty od BHP? Wdraża pani procedury? 

Oczywiście. Wdrażam ponieważ jesteśmy częścią dużej międzynarodowej organizacji i mamy bardzo wymagające normy bezpieczeństwa.  Prawdziwą sztuką jest ich implementacja w taki sposób, żeby wszyscy pracownicy, od obsługujących maszyny po biurowych, pomyśleli: kurczę, jakie to jest pomocne rozwiązanie! 

I udaje się? Wszyscy są szczęśliwi kiedy wdraża pani procedury? 

Po dwunastu latach pracy coraz częściej tak jest. Na początku mojej kariery próbowałam to robić bardziej siłowo. Mówiłam "trzeba tak pracować i już", forsowałam decyzję z racji zajmowanego stanowiska. Dzisiaj jestem o wiele mądrzejsza i bogatsza o zebrane doświadczenie. Zauważam, że się zmieniam i ciągle rozwijam, dzięki czemu coraz częściej udaje mi się wdrażać procedury w taki sposób, że druga strona zauważa ich sens i je docenia. 

Ale moja praca to nie tylko wdrożenia. Oprócz tego jestem autorką wielu z nich. Systemów, procedur, standardów. Niezależnie jakiego użyjemy słowa chodzi o pomysły, które mam, gdy pojawiają się jakieś zagrożenia lub wyzwania w zakładzie Faurecia. Polskie prawo i wymagania korporacyjne nie zawsze są pomocne. Często trzeba samodzielnie szukać rozwiązań, aby wypełnić wykryte luki. 

Gdy niebezpieczna sytuacja pojawia się po raz pierwszy, od razu należy przedsięwziąć działania, aby się nigdy nie powtórzyła. Tak by było w idealnej sytuacji, do której trzeba dążyć. W praktyce dzięki szybkiej reakcji, nawet jeśli coś takiego się powtórzy, skutki wypadku będą o wiele mniejsze, najlepiej znikome. Trzeba minimalizować prawdopodobieństwo i dążyć do tego, aby ryzyko było na poziomie akceptowalnym. 

Procedury mamy za sobą. Proszę mi teraz opowiedzieć jak wygląda pani dzień. Co robi pani rano po przyjściu do pracy? 

Na początku kawę, chyba jak większość osób niezależnie od zawodu. A mówiąc poważnie kiedy już się uruchomi komputer, szybko sprawdzam maile. Patrzę czy w czasie mojej nieobecności na nocnej zmianie nie pojawiło się jakieś zagrożenie.

Jestem o tym od razu zawiadamiana. Po zorientowaniu się w sytuacji robię coś w rodzaju obchodu. Formalnie tę czynność nazywa się "kontrolą warunków pracy". Biorę formularz, który stworzyłam na bazie wcześniejszych doświadczeń i sprawdzam, czy nie pojawiły się jakieś niezgodności z wdrożonymi standardami. 

Uważam, że fizyczna obecność kierowniczki BHP w fabrycznej hali jest bardzo istotna. Chodzę po niej, rozmawiam z ludźmi, patrzę na ich środowisko pracy. Nie chcę, żeby moja obecność była traktowana jak forma kontroli i patrzenie na ręce, ale muszę dbać o bezpieczeństwo ludzi. W ten sposób upewniam się, że wszystko "gra". Nie robię tego po to, żeby odhaczyć punkty w formularzu. Mój obchód BHP za każdym razem wygląda inaczej, żeby mieć pełen obraz sytuacji w różnych obszarach pracy zakładu. 

Fabryka FaureciaFabryka Faurecia fot. Faurecia

Pańskie oko konia tuczy? 

Tak. Ułożyłam motto, które powstało w ciągu 12-letniej pracy i uważam, że jest prawdziwe. Jestem zwolenniczką powiedzenia "masz tyle, ile wychodzisz", ale w dosłownym sensie. Siedzenie przy biurku nie pomoże wykryć niezgodności i niebezpiecznych sytuacji. Martwię się, że jeśli gdzieś nie zajrzę w ciągu miesiąca, to coś się może zmienić na niekorzyść. 

Czy Covid-19 bardzo utrudnił pani zadanie? Domyślam się, że sporo się zmieniło z powodu epidemii w fabrykach Faurecii. Mogę prosić o jakieś szczegóły? 

Pewnie pana nie zaskoczę, ale ostatni okres to wyzwanie dla każdej firmy. Podstawowym zadaniem jest taka organizacja pracy, żeby nie doprowadzić do rozprzestrzenienia się wirusa wśród pracowników. Bo to, że prędzej czy później się pojawi, jest niemal pewne. Nie wszystkie zakażone osoby mają objawy. To bardzo duże wyzwanie organizacyjne. 

Moim zadaniem jest zagwarantowanie bezpieczeństwa pracownikom w każdej sytuacji. Dlatego trzeba było zorganizować na nowo całe środowisko pracy tak, aby zmniejszyć ryzyko tworzenia się sytuacji sprzyjających zakażeniom i ognisk koronawirusa. 

Powiem szczerze, że kiedy dotarły do mnie pierwsze informacje na ten temat oraz zobaczyłam listę obowiązkowych obostrzeń, ugięły się pode mną nogi, ponieważ wymagania były ekstremalnie wysokie. 

Wyzwania pojawiały się wszędzie. Począwszy od najprostszych wymagań odpowiedniej dezynfekcji i zapewnienia maseczek, których nie było na rynku, przez utrzymanie  dystansu, co w fabryce jest bardzo trudne, po całkowitą zmianę organizacji ruchu. Wymagane były jednokierunkowe ciągi piesze, a często nie było na nie fizycznie miejsca. 

Pierwszym etapem było całkowite zatrzymanie produkcji. W całej fabryce została garstka ludzi, raptem 20 osób. Oczywiście znalazłam się wśród nich. Miałam kilka tygodni żeby przygotować zakład do powrotu pracowników. Musiałam zmierzyć się z 300 punktami i opracować, jak zabezpieczyć hale.

Od najprostszych: jak rozmieścić termometry, sprzęt do dezynfekcji, jak przekazać ludziom po powrocie wiedzę na temat wszystkich zmian, z którymi się zderzą, po najtrudniejsze: utrzymanie standardu na 3 zmianach roboczych, 7 dni w tygodniu. Podstawowe szkolenie trwało dwie godziny, a pierwszą reakcją wszystkich pracowników było niedowierzanie i niechęć.  

A jak aktualnie wygląda organizacja pracy w zakładzie Faurecia? 

 Przez ostatni rok moja praca była skupiona na obostrzeniach "covidowych". To był priorytet, a jednocześnie sprawdzian, czy wcześniej wdrożone procedury działają tak jak powinny. Dzięki temu ja mogłam się zająć walką  z niewidocznym przeciwnikiem. 

To oznaczało między innymi serię szkoleń i działań edukacyjnych, którym celem było uświadamianie ryzyka pracownikom. Pokazywania konsekwencji niedostosowania się do wymaganych standardów, które objęły każdy aspekt pracy. Od wzajemnej komunikacji po udział w różnych ćwiczeniach.

Dzisiaj te działania dają oczekiwane rezultaty. Nie mam zamiaru udawać, że wszystko sprawdza się w 100 proc. Sytuacja jest cały czas nowa, a jednocześnie jesteśmy już nią zmęczeni i wszyscy chcielibyśmy wrócić do normalności. Ale widzę ogromne postępy w porównaniu z przełomem lipca i sierpnia 2020 roku. Świadomość i poziom odpowiedzialności wzrósł ogromnie wśród pracowników.  

Fabryka FaureciaFabryka Faurecia fot. Faurecia

W fabryce Faurecia w Wałbrzychu zajmuje się pani również ochroną środowiska i przeciwpożarową. Na czym ona polega i jak bardzo różni się od BHP? 

Bezpieczeństwo i higiena pracy oraz kwestie, które pan wymienił, to są absolutnie przeciwstawne dziedziny. Ochrona środowiska jest moim oczkiem w głowie, bo skończyłam ten kierunek na uczelni. Powiem żartobliwie, że z przykrością stwierdzam, iż w moim zakładzie Faurecii nie mam wielkiego pola do popisu w tym temacie, ponieważ jego wpływ na środowisko naturalne jest znikomy, co oczywiście bardzo cieszy.

Moja praca ogranicza się więc do monitorowania, czy wpływ fabryki na środowisko nie wzrasta. Ale od dłuższego czasu realizuję bardzo satysfakcjonujący projekt. Jego celem jest wymiana oleju używanego do smarowania mechanizmów pras do wykrawania precyzyjnego, który nie zawiera chloru. Ze względu na wymagane właściwości dostępne w tej chwili na całym świecie produkty mają dodatek tego niezbyt zdrowego pierwiastka.

Po raz pierwszy lampka zapaliła mi się w głowie dwa lata temu, kiedy głośne stały się przypadki pożarów składowisk odpadów. Wtedy zaczęłam spodziewać się zmian przepisów, które dotyczą odpadów. Wkrótce później okazało się, że ceny utylizacji używanego przez nas oleju wzrosły 10-krotnie. Rocznie zużywamy i utylizujemy dziesiątki jego ton. 

Czynnik ekonomiczny, który się wtedy pojawił, ułatwił mi rozpoczęcie poszukiwań alternatywy bardziej przyjaznej dla środowiska. Od razu spotkałam się z aprobatą dyrekcji dla takich poszukiwań. Trwają do tej pory. Wyszukuję produkty dostępne na rynku, które następnie testujemy. Jesteśmy już po dziesięciu próbach, jedne oleje sprawdzają się lepiej, drugie gorzej.

Jeszcze nie znaleźliśmy środka smarnego, którym zastąpimy dotychczas używany olej, ale nie spocznę, dopóki to się nie stanie. Na razie wybraliśmy czołową trójkę. Gdy uda się wprowadzić taką zmianę, wywoła prawdziwą rewolucję, bo będzie można ją wprowadzić nie tylko w naszym zakładzie, ale we wszystkich fabrykach Faurecia na całym świecie. Pracuję lokalnie, ale efekty będą miały globalny wpływ.  

Kolejny godny pochwalenia się projekt z zakresu ochrony środowiska, to moje dążenie do pozbycia się tworzyw sztucznych z fabryki. Nazwałam go po prostu "stop plastik" i kompletnie wyeliminowałam z obiegu i dystrybucji opakowania jednorazowego użytku począwszy od kantyny, a kończąc na spotkaniach biznesowych z udziałem gości przyjeżdzających do zakładu. Chciałam połączyć działania w fabryce Faurecia z ideą prezydenta naszego miasta, który chce uwolnić Wałbrzych od plastiku. To mnie zainspirowało do działania. 

Czym dokładnie zajmuje się pani fabryka? 

W Wałbrzychu są aż cztery zakłady Faurecii, a w całej Polsce dziesięć oraz centrum badawczo-rozwojowe. Każda fabryka specjalizuje się w innych kategoriach wyposażenia samochodowego. Jako ciekawostkę podam, że produkty Faurecii można znaleźć w 1/3 samochodów na świecie, dlatego jest duża szansa, że niemal każdy kierowca ich kiedyś używał. 

 Zakład mechanizmów w którym pracuję wytwarza tzw. reclinery, czyli mechanizmy pochylające fotele w samochodach. Bardzo ciekawy jest proces technologiczny ich powstawania . Jego opisanie wymaga dygresji. Trafiłam do Faurecii zaraz po skończeniu z wyróżnieniem studiów i zdobyciu wielu nagród, a po przyjściu do fabryki wyobrażałam sobie, że pokażę całemu światu co potrafię. Już po tygodniu zdałam sobie sprawę, że najpierw czekają mnie kolejne lata nauki, tym razem praktycznej. 

Uważam, że proces powstawania reclinerów jest imponujący z punktu widzenia technologii produkcji. Przyjeżdża do nas surowa stal, która jest transportowana za pomocą wózków widłowych i suwnic do potężnych pras. One wykrawają z niej elementy z dokładnością, którą mierzy się w mikronach! Prasy łączą siłę z precyzją, bo pracują z naciskiem 880 ton. W takim procesie kryją się ogromne wyzwania dla BHP. 

Wykrojone komponenty reclinerów trzeba zahartować, więc są przewożone do pieców o temperaturze 1100 stopni. Potem są studzone, myte i przewożone do montażowni. Montaż jest częściowo automatyczny, częściowo półautomatyczny. Używamy do niego spawania laserowego i klasycznego w osłonie gazowej, grawerowania oraz innych technik. Dla początkującego BHP-owca to prace, których bezpieczna organizacja stanowi niesamowite wyzwanie. Udało mi się mu sprostać. 

Fabryka FaureciaFabryka Faurecia fot. Faurecia

Sądzi pani, że kobietom jest trudniej zrobić karierę w branży automotive? To wciąż prawda, czy dawno nieaktualny stereotyp? 

Odpowiem historyjką. Nie dalej jak wczoraj miałam spotkanie z koleżanką z działu HR, która kiedyś przyjmowała mnie do pracy, ale od tego czasu zrobiła ogromną karierę. W tej chwili jest drugą kobietą na świecie pracującą na tak wysokim stanowisku, a przy okazji drugą Polką. Rozmawiałyśmy o dniu, w którym odbierałam od niej nominację na kierowniczkę działu BHP. Nawiasem mówiąc najmłodszą osobą wtedy w Polsce na takim stanowisku.

Wówczas tylko ona dawała mi szansę. Większość osób twierdziła, że sobie nie poradzę w nowej roli, dużym zakładzie pełnym nowoczesnych technologii. Siedem lat później mogę przyznać z wielką satysfakcją, że to ona miała rację. Proponowane przeze mnie rozwiązania są "benchmarkiem" w zakładach Faurecii. 

Obawiam się, że odpowiedź na zadane pytanie ciągle jest twierdząca, jeśli ma dotyczyć całej branży. Na szczęście dostrzegam duże zmiany. Widzę to po naszej organizacji, w której pracuje coraz więcej kobiet na istotnych stanowiskach. Faurecia wykorzystuje ich potencjał i inwestuje w niego. W Polsce 40% zespołu stanowią kobiety. Dla nas liczy się doświadczenie i kompetencje. Ale w branży motoryzacyjnej kobietom wciąż jest trudniej się przebić ze swoimi umiejętnościami i pomysłami.

Kiedy awansowałam na kierownika działu BHP siedem lat temu, musiałam włożyć mnóstwo energii, żeby udowodniać rzeczy oczywiste. To nie miałoby miejsca, gdybym była mężczyzną. Dziś już nie muszę tego robić. W Faurecii moje decyzje są szanowane i nikt ich nie kwestionuje.  Takie postawy są coraz częstsze w biznesie motoryzacyjnym i bardzo się cieszę, że mam w tym udział.