SUZUKI IGNIS

Suzuki Ignis to mały i dość niepozorny samochód, skutecznie wyłamujący się ze schematów. Trudno go zakwalifikować do jakiejkolwiek klasy aut. Właściwie Ignis stworzył dla siebie osobną niszę na polskim rynku.

SUZUKI IGNIS

Suzuki Ignis to mały i dość niepozorny samochód, skutecznie wyłamujący się ze schematów. Trudno go zakwalifikować do jakiejkolwiek klasy aut. Właściwie Ignis stworzył dla siebie osobną niszę na polskim rynku.

Dość długo zastanawiałem się, dla kogo przeznaczone jest nowe Suzuki, i muszę przyznać, że... nie wiem! Co nie oznacza, że samochód jest bezsensowny. Wręcz przeciwnie. Nieduże rozmiary predestynują go do jazdy po mieście. Nieco zwiększony prześwit i napęd na obie osie - do poruszania się w lekkim terenie, a właściwie po drogach gruntowych. Z kolei słodki wygląd sprawia, że to może być wymarzony samochód dla kobiet, gdziekolwiek nim będą jeździć.

Suzuki Ignis jest jedynym dostępnym w Polsce małym samochodem miejskim (klasy B), wyposażonym w stały napęd na wszystkie koła. Produkuje się tylko jedną wersję silnikową - 1,3 l pojemności, która rozwija moc maksymalną 83 KM (61 kW). Można powiedzieć, że to niedużo, ale dzięki małej masie własnej Suzuki rozpędza się dość żwawo. Największą wadą jednostki napędowej jest hałaśliwość przy wysokich obrotach. To przeszkadza głównie dlatego, że przy dynamicznej jeździe trzeba korzystać z górnych zakresów obrotów - motor wtedy zdecydowanie się ożywia. Zresztą mimo wspomnianej wady (hałaśliwość) małym Ignisem jeździ się przyjemnie. Zawieszenie ma dość duży skok, ale jest w miarę sztywne. Autko nie służy do bardzo szybkiej jazdy, ale też nie "przewraca się" na zakrętach. Widoczność ze stosunkowo wysoko umieszczonego miejsca kierowcy jest dobra. Wszystkie mechanizmy (układ kierowniczy i hamulcowy, pedał gazu oraz sprzęgło) działają lekko, chyba nawet zbyt lekko, ale kobietom powinno się to podobać.

Jeśli już siedzimy we wnętrzu, warto mu się przyjrzeć. Wykończone zostało, niestety, charakterystycznymi dla samochodów Suzuki plastikami dość niskiej jakości. Są twarde i błyszczące, ale można się do tego przyzwyczaić. Stały napęd na cztery koła przydaje się najbardziej zimą lub kiedy zjeżdżamy z asfaltowej nawierzchni. Moc silnika jest zbyt mała, aby odczuć zalety tego napędu w czasie jazdy po asfaltowych drogach, nawet w czasie deszczu. Za to kiedy spadnie śnieg, jazda staje się dużo przyjemniejsza iÉ bezpieczniejsza. Oprócz tego Ignisem dużo łatwiej dojechać na działkę poza miastem niż jakimkolwiek innym samochodem w tej klasie. Osiemnastocentymetrowy prześwit pozwala nie bać się leśnych dróg i wysokich krawężników w mieście. Natomiast sporą wadą Ignisa okazuje się malutki bagażnik. Ma pojemność 180 l i zmieszczą się tam najwyżej średniej wielkości zakupy. Częściowo ratuje sytuację schowek umieszczony pod plastikową podłogą bagażnika i rozkładane tylne fotele, ale mimo wszystko to za mało. Nawet jeśli pamiętamy, że pod przestrzenią bagażową znajduje się napęd tylnej osi.

Jak na tak mały i lekki samochód, zużycie paliwa jest dość duże. W trakcie jazdy po mieście może wynieść około 9-10 l/100 km. To oczywiście spowodowane jest głównie napędem na wszystkie koła, a nie mało ekonomiczną pracą silnika.

Gdyby Ignis był tańszy, mógłby się stać jedynym w swoim rodzaju niszowym autkiem. Za cenę powyżej 60 tys. zł ma szansę być najwyżej samochodem dla fanatyków oryginalnych rozwiązań. Nie chciałbym od razu skreślać tego autka, które zdobyło moją sympatię. Jednak trudno mi wróżyć jego sukces na polskim rynku. Ignis powstaje w Japonii i z tego powodu objęto go najwyższym cłem (35%). To oczywiście problem nie tylko importera Suzuki, ale także wielu innych japońskich producentów, których auta nie są wytwarzane w Europie.

Na szczęście wyposażenie Ignisa jest dość bogate. W standardzie znajdziemy w nim ABS, dwie poduszki powietrzne, przednie szyby i boczne lusterka sterowane elektrycznie, centralny zamek i wspomaganie kierownicy. Klimatyzacja - za dopłatą. Czy to wystarczy, żeby Ignis zdobył sympatię polskich użytkowników? Obawiam się, że nie. Na naszym rynku w sprzedaży było już sporo samochodów niszowych w tej klasie cenowej. Po jakimś czasie większość z nich zniknęła z ofert dealerów.