Elektryczny impuls zatrzyma samochód

Hamulce nowej generacji projektu Delphi

Elektryczny impuls zatrzyma samochód

Hamulce nowej generacji projektu Delphi

Czy nie będziesz bał się prowadzić samochodu, w którym hamulce uruchamia się w zasadzie za pomocą klawisza? Ta psychologiczna bariera to główna przeszkoda w upowszechnieniu skonstruowanych już hamulców sterowanych przewodami elektrycznymi.

Autobus skręca z autostrady i wiejską prawie drogą zmierza ku ścianie lasu. Nie jest to jednak zwykły las, bo za chwilę zmienia się w szeroką polanę zamienioną w pole golfowe. Ale za moment sceneria odmienia się jak w kalejdoskopie. Pogodny widok pola golfowego nagle zastępują wysokie betonowe mury, z ponuro szczerzącymi się na ich szczytach zwojami drutu kolczastego, przetykanymi ciągami prostych przewodów - zapewne pod napięciem. Widok jak z militarnej strefy.Ochroniarze, druty, wynalazki

Czyżby tuż pod Paryżem umieszczono tajną bazę wojskową? Nie. To tylko ośrodek badawczy jednej z francuskich państwowych instytucji zajmujących się konstruowaniem technologii stosowanych w branży samochodowej. Jest tu gigantyczny tor do jazdy samochodów, różnorodne place manewrowe, stacja paliw, w której można tankować benzynę o eksperymentalnym składzie i hangary, w których mechanicy tuż przed wyjazdem na tor testowanego samochodu mogą zamontować w nim chronione największą tajemnicą urządzenia. Ten wielki kompleks mogą wynajmować na swoje potrzeby różne koncerny, niektóre mają tam nawet własne warsztaty.

A skąd te mury, druty kolczaste, tłumy ochroniarzy? W branży samochodowej panuje tak zaciekła rywalizacja, że swoje prace i pomysły koncerny starają się dziś chronić równie zaciekle, jak ongiś państwa chroniły sekrety bomby atomowej.

Tego dnia w ośrodku panuje jednak mniej napięta atmosfera. Na prezentację swoich obecnych i przyszłych produktów wynajął go amerykański koncern Delphi. To wyodrębiony niedawno z General Motors największy producent części samochodowych na świecie, gigant o obrotach porównywalnych z obrotami wielu koncernów produkujących całe samochody.

Z oferty konstrukcji Delphi przygotowywanej na najbliższe lata najbardziej fascynujący i frapujący wydaje się układ hamulcowy sterowany przewodami elektrycznymi. W gruncie rzeczy chodzi o zastąpienie konwencjonalnych hamulców urządzeniem działającym podobnie jak komputerowy joystick. Wcześniej w podobny sposób wyeliminowano linkę gazu.Żegnaj pompko

Jak to wygląda w zwykłych hamulcach? Naciskając na pedał, włączamy pompę, która tłoczy płyn hamulcowy, a ten dociska klocki lub szczęki do tarcz czy bębnów. Utrudnia to obracanie się kół i zatrzymuje pojazd. Zatrzymanie wymagać może męczącego nacisku od stopy, co pamiętają zapewne kierowcy starych "maluchów". Dlatego praktycznie we wszystkich autach z tradycyjnym układem hamulcowym montuje się dziś mechanizm wspomagający, zmniejszający siłę, z jaką trzeba wcisnąć pedał hamulca, aby zatrzymać auto.

Hamulce sterowane elektrycznie (po angielsku nazywa się je "brake by wire") działają zupełnie inaczej. Naciskając na pedał hamulca, wysyła się impuls elektryczny. Uruchamia on silniczki dociskające klocki lub szczęki. Można przy tym zrobić to dużo szybciej. Można też zapomnieć o groźbie awaryjnego hamowania, kiedy z powodu awarii wycieknie płyn hamulcowy czy zagotuje się podczas dynamicznej jazdy po górach. A na dodatek takie elektryczne urządzenie jest dużo prostsze od tradycyjnego. Można wyrzucić do kosza pompę hamulcową z urządzeniem wspomagającym i kilka metrów metalowych przewodów, którymi tłoczy się płyn hamulcowy. Cieszą się konstruktorzy aut, bo pod maską opracowywanych przez nich aut robi się luźniej. Mogą myśleć o budowie lżejszego pojazdu i łatwiej skonstruować pedały, które nie poranią stóp w razie wypadku.

Technicznie jest tylko jedno niewielkie utrudnienie. Sterowane elektrycznie hamulce pożerają sporo prądu i wyposażony w nie samochód musi mieć dwa akumulatory.

A jak działa "brake by wire"? Po pierwsze, nie trzeba ciągnać dźwigni hamulca ręcznego. Wystarczy nacisnąć na guzik i cichy szczęk mówi, że odblokowane zostały hamulce postojowe. Zawiodą się tylko miłośnicy zawracania "na ręcznym"Jak zrobić kierowcę w balona

Óśmiocylindrowy silnik Oldsmobile'a Aurora z radosnym pomrukiem rozpędza auto. W oczach rośnie szereg pylonów znaczących koniec trasy. Naciskam hamulec. I zaskoczenie - takie samo uczucie jak w tradycyjnych hamulcach. Cały sekret tkwi w konstrukcji pedału. Chociaż naciska się tak, jakby naciskało się na guzik, to w pedale dodatkowo wbudowany został mechanizm stawiający stopie opór. Tak, by pozostało wrażenie, że kierowca ma tu coś do zrobienia, że naciskając z całych sił na pedał hamulca gdzieś na końcu układu dociska klocki, i że w ostatecznym rozrachunku to on decyduje o zatrzymaniu auta.

Ale to wszystko inżynierska iluzja. Faktycznie o zatrzymaniu samochodu decyduje zagadkowy chochlik - impuls elektryczny. Czy kierowcy nie będą się bali powierzyć swojego bezpieczeństwa przy hamowaniu czemuś tak nieuchwytnemu? - W upowszechnieniu systemu bariera psychologiczna ma rzeczywiście decydujące znaczenie - przyznają inżynierowie z Delphi. - W system wbudowane zostały jednak różne zabezpieczenia. Poza tym kierowca praktycznie nie odczuwa zmiany w czasie jazdy. Aby upowszechnić "brake by wire", potrzebny jest nam tylko koncern, który zaryzykuje seryjną produkcję aut z takim hamulcem - dodają. Może to nastąpić w pierwszych latach przyszłego wieku, bo konstrukcja Delphi jest już praktycznie gotowa do zastosowania.Historia auta kołem się toczy

A cena? Czy takie hipernowoczesne urządzenie nie wywinduje niebotycznie ceny auta? - To wszystko zależy od tego, czy będzie ono produkowane na masową skalę. Same urządzenie jest droższe od zwykłych hamulców, ale z drugiej strony nie trzeba zamontować wielu części potrzebnych w dzisiejszych hamulcach. W sumie więc większe wydatki i oszczędności równoważą się - przekonują przedstawiciele amerykańskiego koncernu.

A kiedy hamulce z przewodami elektrycznymi upowszechnią się, historia zatoczy koło. Przewody nazywają się po angielsku tak jak sznurki. A pierwsze automobile były zatrzymywane za pomocą mechanizmów, w których trzeba było ciągnąć za sznury, a sięgając w prehistorię - za lejce.

Andrzej Kublik