Za kierownicą: Dodge Challenger SRT8

Jest mocniejszy, szybszy i większy. Ale przede wszystkim jest nawet bardziej rasowy niż słynny biały Challenger ze "Znikającego punktu"

W myślach nieraz już gnałem białym Challengerem przez Colorado, Utah i Nevadę, wzbijając tumany kurzu i wzbudzając wściekłość red-necków. Niczym Kowalski - ostatni amerykański bohater. A kiedy przychodzi co do czego mam śnieg i mróz zamiast piasku i słońca. Detroit w styczniu to kiepskie miejsce na film drogi. Na szczęście to, co widzę na parkingu, przypomina to, o czym marzyłem w liceum.

Dodge Challenger III generacji (drugą - kompletnie nieudaną - taktownie pomińmy milczeniem) prezentuje się - tak, tak - nawet lepiej niż ten sprzed 40 lat! Ma najlepsze cechy pierwowzoru: niskie i szerokie nadwozie, wyoblone tylne błotniki i przymrużone reflektory, które łypią spod długiej maski. Ale ma też coś ekstra - czarne pasy, czerwone zaciski hamulców Brembo, no i przede wszystkim dużo większe i szersze koła. Cool! No właśnie. By czym prędzej się ogrzać, wciskam po dwakroć czerwony guzik na pilocie. Wóz mruga światłami i sam uruchamia silnik. Ze skrzynią manualną taki numer nie przejdzie. Gdy pociągam za klamkę, w środku już gra muzyka i szumią nawiewy. Siadam za kierownicą. W miarę jak temperatura rośnie, mój entuzjazm słabnie...

Więcej w czwartkowym dodatku "Wysokie Obroty" (12 lutego w kioskach) , a w piątek 13 lutego na stronie Wysokich Obrotów

 

Już teraz obejrzyj film z naszego testu: Dodge Challenger - pierwsza jazda | wideo