Iskra historii zaczyna płonąć?

BMW bada rynek aut supersportowych - niby przypadkiem, niby na lewo w świat pociekły zdjęcia zapierającego dech w piersiach konceptu M1. Najpierw było trzęsienie ziemi, teraz napięcie rośnie - pokazywane są kolejne zdjęcia. Jeśli decydenci z Monachium chcieli doczekać się opinii o tym projekcie i zdecydować czy warto ciągnąć go dalej - panowie, macie mój głos na tak.

Concept został nazwany "Hommage" - "hołd". Powstał w 30. rocznicę urodzin BMW M1, jednego z najbardziej pechowych sportowych aut. Historia sięga maja roku 1972. Wtedy firma Bayerische Motoren Werke (czyli Bawarskie Zakłady Silnikowe) postanowiła stworzyć swój dział sportowy. Rzuciła do tego ośmiu ludzi i powierzyła im nową firmę - BMW Motorsport Gmbh. Mimo braku kadr Niemcy zrobili coś, z czego słyną - perfekcyjnie zorganizowali produkcję. Zadzwonili do słonecznej Italii i zamówili projekt karoserii u Giorgio Giugiaro. Następny telefon zadzwonił w Sant'Agata Bolognese - zarezerwowali moce przerobowe firmy Lamborghini na produkcję owej karoserii oraz podwozia. Silnikiem zajęli się spece z rodzimego BMW. Miało powstać auto, które przyćmi włoskie marki. Tu pech objawił się po raz pierwszy. Lamborghini po prostu splajtowało. BMW szybko przeniosło produkcję do Stuttgartu. Ramę przywożono z Modeny, karoserię od Gugiaro. Zmontowany samochód trafiał potem do siedziby firmy w Monachium i był skrupulatnie rozbierany i składany z powrotem, by wykluczyć jakąkolwiek fuszerkę.

Koncepcyjny projekt E26 został pokazany jako M1 na salonie w Paryżu w 1978 powalając świat motoryzacyjny na kolana. Miał 277 koni rączo pędzących z 3,5-litrowego, 24-zaworowego silnika R6. Rozpędzał się do setki w 5,5 sekundy, sprint kończył gdy prędkościomierz pokazywał 262 km/h. Zawieszenie było przygotowane do pokonywania zakrętów z maksymalnym przeciążeniem bocznym o wartości 1G. Po trzydziestu latach te wyniki nadal robią olbrzymie wrażenie.

Wtedy pech objawił się po raz drugi. Świat dotknęła recesja. Kosztujące o połowę więcej niż Ferrari, żłopiące średnio ponad 15 litrów drożejącej z dnia na dzień benzyny, M1 nie mogło trafić gorzej. Po zaledwie trzech latach produkcję zakończono, grzebiąc jeden z najlepszych samochodów świata. Przez ten czas złożono tylko 399 sztuk. Dodatkowe 56 sztuk wyprodukowano w wersji wyścigowej, w tym 5 z turbodoładowaniem o mocy około 900 koni mechanicznych. Koniec M1 był bardzo przykry - ostatnie egzemplarze sprzedawano z 10% rabatem. Dla sportowego serca M1 musiało to być upokarzające. Teraz stare M1 jest praktycznie nie do kupienia. Jeśli już ktoś je wystawi to żąda za nie około 150 tysięcy euro. Znaleźliśmy w Niemczech wersję wyścigową - cena wynosi 380 tysięcy euro. Ale przyjaciół nie sprzedaje się za żadną cenę.

 

Co do nowego conceptu M1 - nie wiadomo ile będzie kosztowało, nie wiadomo, czy wejdzie do produkcji. Ale szefowie BMW musieliby być ślepi i głusi, by nie przyspieszyć prac nad tym autem. Świat motoryzacyjny szaleje tak samo, jak 30 lat temu. Dlaczego warto zainwestować w ten projekt? Po pierwsze rynek sportowych samochodów bardzo prężnie się rozwija. Nissan GTR i Audi R8 sprzedają się jak świeże bułeczki, dla nowego M1 zostaje więc spory kawałek tortu. Po drugie - firma z biało-niebieską szachownicą odchodzi od współpracy z Chrisem Bangle i to widać. Ten concept w końcu nie wygląda jakby wyszedł spod ręki konstruktora czołgów. To po prostu piękny, drapieżny ale elegancki samochód.

 

Zobacz galerię BMW M1 Hommage

Więcej o: