Mitsubishi Lancer - Z paszczą rekina

Nowy Lancer przede wszystkim wyładniał. Ale nie ma w sobie wiele życia

Sportowa odmiana japońskiego sedana zawsze diametralnie różniła się od zwykłych wersji. Nowa generacja Lancera ma jednak ambicje zmienić ten stan rzeczy. I tak jak w wypadku wyczynowego Lancera Evolution nazwa oddaje ducha wyjątkowości wersji, tak w wypadku miejskiego sedana można mówić o Revolution, przynajmniej jeśli chodzi o wygląd nadwozia.

Zadowoleni będą wszyscy, którym podobała się rekinia facjata Mitsubishi Galanta -wyrazista i agresywna. Można powiedzieć, że z tego punktu widzenia nowy Lancer to Galant w miniaturze. Tył samochodu jest równie dopracowany, zgodny z obowiązującymi trendami i choć uderzające podobieństwo do Alfy Romeo 159 czy nawet starego Seata Cordoby w wersji sedan trochę rozczarowuje, to w gruncie rzeczy może się podobać, zwłaszcza że pasuje do całości. Jeśli zatem spojrzymy na poprzednią wersję Lancera - dostępną jeszcze u dilerów - nie zauważymy żadnej ciągłości stylistycznej pomiędzy obiema generacjami. I chwała za to projektantom.

Wytęż wzrok

Wnętrze to także udany skok o kilka lat w sztuce designu. Oczywiście nie sposób oczekiwać luksusów na miarę limuzyny, ale w cenie Lancera dostajemy naprawdę dużo. Jakość tworzyw jest dobra, wszystko świetnie spasowane, nie zdenerwuje nas żadna szeroka szczelina, nie powinny pojawić się żadne stuki ani skrzypienia. Siedzenia skórzane są oczywiście za dopłatą, ale i te materiałowe w podstawowej wersji, choć nie firmowane przez Recaro, przypominają, że Lancer Sedan ma brata Evo - są świetnie wyprofilowane, wygodne i naprawdę dobrze trzymają na zakrętach.

Wskaźniki i zegary umieszczone przed kierowcą są czytelne i nieprzeładowane. Komputer pokładowy służy wszelkimi potrzebnymi informacjami, ale pod warunkiem że się do nich dotrze, bo menu niestety nie jest intuicyjne. Przyczepić się można do wyświetlacza w konsoli środkowej obsługującego między innymi radio. Jego umiejscowienie i podświetlenie nie jest najszczęśliwsze, zwłaszcza przy jeździe w słoneczny dzień - naprawdę trzeba wytężyć wzrok, aby doczytać się, jakiej stacji słuchamy.

Automat niepożądany

Przejdźmy do konkretów. Cena baryłki ropy dochodzi do stu dolarów, warto pomyśleć o zakupie auta w oszczędnej wersji. Kto ma węża w kieszeni, jego wzrok padnie na dwulitrowego diesla (konstrukcji VW) - ten pali najmniej z całej stawki sedanów Mitsubishi, ale niestety jest droższy od swojego benzynowego brata w podstawowej wersji aż o 16 tys. zł. W bogatszej wersji wyposażeniowej Invite różnica w cenie rośnie do 18 tys. zł, a to już zmusza nabywcę do zastanowienia się nad opłacalnością zakupu diesla. Nie można jednak odebrać temu silnikowi zalet, bo w porównaniu z benzynowym jest bardziej dynamiczny - to dzięki ponad dwukrotnie wyższemu momentowi obrotowemu i 140 koniom pod maską. Ma też istotną wadę: jest nim charakterystyczna dla silników z pompowtryskiwaczami niska kultura pracy. Zdecydowanie warto zafundować sobie jazdę próbną, bo nadmiar wibracji i decybeli może nas odwieść od zakupu. Jednak osobom, które nie chcą stracić aż 15 sekund w sprincie do setki (bo tyle zajmuje to 109-konnej benzynie), polecić należy diesla.

Wersja benzynowa wydaje się skrojona dla nobliwego, starszego pana. W dzisiejszych czasach 109 koni to w sedanie segmentu C trochę mało. Dynamika auta pogarsza się znacznie w wersji z czterobiegową automatyczną skrzynią biegów. Rozpędzanie samochodu idzie z wielkim trudem. Kłuje w oczy dysonans pomiędzy dynamiką jazdy a wyglądem auta.

Od silnika lepiej sprawuje się zawieszenie. Jest poprawne i bardzo typowe dla miejskiego sedana. Auto nie buja się, na zakrętach zapewnia potrzebną stabilność. Układ kierowniczy mógłby być nieco bardziej precyzyjny, jest to mocniej odczuwalne przy dieslu niż przy silniku benzynowym.

Mitsubishi ma swoich zagorzałych zwolenników. Powinni być zadowoleni z nowego Lancera, który z pewnością w porównaniu z poprzednikiem nabrał charakteru. Ci, których sylwetka auta przywiedzie pod drzwi salonu samochodowego, powinni zastanowić się nad wyborem: dynamiczny i oszczędny diesel, którego zakup opłaca się przy rocznych przebiegach co najmniej 40 tys. km, czy mały silnik benzynowy - tu odradzamy wersję z automatem. Odrobina wysiłku włożona w machanie przekładnią zwróci się nam w postaci wyraźnie lepszych osiągów auta.

Dane techniczne

* W nawiasach dane dla wersji z automatyczną skrzynią biegów.

** Dopłata za automatyczną skrzynię biegów wynosi 4 000 zł.

Więcej o: