MINI Cooper D - Mini na ropę

MINI przyzwyczaił nas do prędkościomierza wielkości pizzy i retropstryczków na desce rozdzielczej. Face lifting nie wniósł rewolucji, ale sprawił, że pod maskę Mini zmieścił się większy diesel.

W starym Mini inżynierowie mieli problem z dieslem. Nie dość, że BMW nie miało w swoich magazynach wystarczająco małego ropniaka, to jeszcze konstrukcje innych producentów nie mieściły się pod malutką maską auta. Wreszcie znaleźli silnik Toyoty, który udało się tam jakoś upchnąć. Jednak jego 75 koni nie satysfakcjonowało wszystkich. Lifting miał rozwiązać ten problem.

Choć styliści starali się nie zepsuć doskonałych proporcji Mini, to jednak daje się zauważyć dłuższą maskę odświeżonych wersji. Są tacy, którzy twierdzą, że auto nie wygląda już tak uroczo. Dla mnie nawet po liftingu jest to najbardziej udany samochodowy remake ostatnich lat. Nie licząc Chryslera 300C, Fiata 500 i czekającego na seryjną produkcję Chevroleta Camaro.

Najważniejsze zmiany w Mini Cooperze D to rzecz jasna nowy silnik. Wysłużonego czterocylindrowego diesla Toyoty zastąpił większy i mocniejszy, zbudowany przez BMW wspólnie z koncernem PSA (Peugeot, Citroën). Jest o 200 ccm większy, ale dzięki aluminiowej konstrukcji waży tylko 123,5 kg. Na dodatek ma turbinę o zmiennej geometrii kierownic łopatek, co zapewnia mu 110 KM, czyli o 35 KM więcej. Prócz lepszej dynamiki ("setka" o 2,1 s szybciej) jest jeszcze jeden powód do zadowolenia: średnie spalanie na poziomie 4,4 l/100 km. Czyni to Coopera D najbardziej ekonomicznym pojazdem z całej rodziny Mini. Przynajmniej na papierze. Tygodniowy test wykazał, jak trudno powtórzyć ten wynik w praktyce. Nawet nasz dysponujący wyjątkowo lekką nogą fotoedytor nie zszedł poniżej 5 litrów. Zamiast jazdy o kropelce bardziej zainteresowani byliśmy wysokimi obrotami nowego silnika. Właśnie dlatego, że to diesel. Czerwone pole zaczyna się przy pięciu, odcięcie następuje przy sześciu tysiącach obrotów. Przyzwoicie. Spory moment obrotowy - 240 Nm można chwilowo zwiększyć (funkcja Overboost) do 260 Nm. Po co to wszystko? Tylko po to, by nowy Mini Cooper D rozpędzał się do setki w mniej niż 10 sekund. I udało się. Maksymalna szybkość to też niebagatelne 195 km/h. Silnik dzielnie to wszystko znosi, choć dość mocno przy tym hałasuje.

W parze z osiągami podążają także zawieszenie i układ wspomagania kierownicy. W przypadku tego pierwszego zmiany (twardsze zawieszenie i wzmocnione wahacze) sprawiły, że auto lepiej trzyma się drogi, a przy tym miękko wybiera nawet spore nierówności. Z tym ostatnim poprzedni Mini nie radził sobie najlepiej. Wprowadzono też nowe elektromechaniczne wspomaganie kierownicy EPAS (Electrical Power Assisted Steering). Układ jest teraz bardziej bezpośredni, choć akurat ten element nie budził zastrzeżeń w poprzedniku.

Nad bezpieczeństwem pasażerów czuwa sześć poduszek powietrznych oraz trzypunktowe pasy bezpieczeństwa na wszystkich czterech siedzeniach. Bezpieczeństwo czynne zapewnia układ ABS, układ kontroli hamowania na zakrętach CBC i elektroniczny rozkład siły hamowania EBD. Dodatkowo kierowca może aktywować funkcję kontroli trakcji ASC+T, która w Cooperze D oferowana jest w standardzie (w odróżnieniu od wymagającego dopłaty układu dynamicznej kontroli stabilności DSC).

* overboost, **dane producenta

GAZ

Nowy dynamiczny silnik Diesla, precyzyjny układ wspomagania kierownicy, precyzyjne prowadzenie

HAMULEC

Słabe wyciszenie wnętrza, mała ilość miejsca na tylnych fotelach, niewielki bagażnik

SUMMA SUMMARUM

Odświeżony Mini Cooper D choć z klekotem pod maską wreszcie nabrał werwy. Poprzednik był nieco powolny i ospały. Teraz za nieco ponad 83 tys. zł można jeździć fantastycznie wyglądającym autem żwawo i oszczędnie.

Więcej o: