Czy diesel się opłaca?

Niewiele ponad rok temu odpowiedź była oczywista: z reguły tak. Ale wtedy litr oleju napędowego był tańszy od benzyny nawet o 72 gr. A dziś po raz pierwszy w historii to benzyna zaczyna być tańsza. Zdaniem specjalistów taka sytuacja może utrzymywać się latami. Sprawdźmy, czy w tej sytuacji kupno diesla ma sens?

Kiedy pewnego ranka zobaczyłem na stacji, że olej napędowy jest droższy od benzyny, zrzucałem to na karb przemęczenia. Dopiero po kilku chwilach zrozumiałem, że obudziłem się w nowej rzeczywistości. Nie tylko drogiej benzyny, ale równie drogiego oleju napędowego.

A miało być tak pięknie

W całej historii istnienia silników wysokoprężnych ich główną racją bytu była oszczędność. Jako bardziej sprawne od benzynowych zużywały (i robią to nadal) mniej paliwa. W dodatku tańszego. Biorąc pod uwagę ich zwiększoną żywotność - miliony kierowców przymykało oczy (i uszy) na typowo dieslowski klekot i wibracje atakujące zmysły zwłaszcza w zimowe poranki.

W latach 90. diesle zaczęły się cywilizować. Mniej kopcić i hałasować. I choć niektóre wciąż mają z tym problemy - wiele upodobniło się do benzynówek na tyle, że chwilami można mieć wątpliwości, jakie paliwo tankują.

W obliczu wciąż drożejącej benzyny nabierające ogłady diesle zaczęły w Europie sprzedawać się na potęgę (w Stanach, gdzie wydatki na paliwo nie obciążają tak rodzinnych budżetów wciąż są niepopularne). Rosnący popyt sprawił, że nawet nieposądzane o to marki (np. Jaguar) zaczęły instalować je pod maskami swoich modeli. Diesle są dziś obecnie w niemal wszystkich segmentach - poczynając od małych aut miejskich, poprzez rodzinne sedany, a kończąc na luksusowych limuzynach. Postęp techniki i zainteresowanie klientów szybko znalazły odzwierciedlenie w cennikach. Ceny wersji wysokoprężnych windowano często (choć nie zawsze) znacznie ponad poziom uzasadniony różnicami anatomicznymi obu rodzajów aut (diesle są cięższe i wymagają staranniejszego wygłuszenia).

Zdarza się, że różnica pomiędzy jednostkami o porównywalnej mocy dochodzi nawet do 10 tys. zł.

I kiedy wydawało się, że już nic nie stoi na przeszkodzie upowszechnienia się diesli, na polskich stacjach ropa dogoniła benzynę. I co teraz? Czy faktycznie diesle przestały się opłacać?

Poza oczywistą i najbardziej widoczną w naszej kieszeni różnicą w zużyciu paliwa - na korzyść diesli, przy wyliczaniu stopy zwrotu musimy uwzględnić koszty serwisowania oraz wartość auta przy odsprzedaży. Pod lupę wzięliśmy trzy modele: należącego do segmentu B Fiata Grande Punto, kompaktowego hatchbacka Peugeota 307, oraz rodzinną limuzynę Forda Mondeo. Aby było sprawiedliwie, wszystkich wyliczeń dokonywałem na podstawie oficjalnych cen importerów BEZ uwzględniania upustów.

Fiat Grande Punto

To następca popularnego u nas Punto, który pomimo zaawansowanego wieku nadal będzie produkowany. W szranki pojedynku RON kontra ON (benzyna vs olej napędowy) stanął trzydrzwiowy model w podstawowej wersji Active napędzany benzyniakiem o pojemności 1.4 l oraz turbodiesel 1.3 Multijet, pierwszy osiąga maksymalnie 77 a drugi 75 KM - czyli niemal tyle samo. Ceny to odpowiednio 39 800

i 47 300 zł. Czy przy takiej różnicy zakupu oraz prawie niezauważalnej różnicy cen paliw warto zainwestować w diesla, który podobno wolniej traci na wartości. Podobno, bo to nieprawda. Cóż z tego, że po trzech latach auto napędzane jednostką wysokoprężną będzie warte więcej niż jego odpowiednik z benzyniakiem? Ta różnica nigdy nie będzie tak wielka jak w przypadku auta nowego, a w tym przypadku wynosi ona 7,5 tys. zł, całkiem sporo, bo równowartość 1953 litrów benzyny, co przy średnim zużyciu paliwa dla motoru 1.4 wystarczy na pokonanie ponad 32 tys. km. Jedyną nadzieją pozostały koszty serwisowania, jednak również w tym przypadku nic nie przemawia (przynajmniej do mnie) za bardziej ekonomiczną jednostką napędową. Powód jest prosty częstotliwość przeglądów w przypadku obu wersji silnikowych wynosi 20 tys km bądź jeden rok i według zapewnień serwisu koszty będą porównywalne (w chwili oddawania do druku gazety nie były jeszcze znane). Zresztą nie robi to nam różnicy - bo skoro są porównywalne, to nie weźmiemy ich pod uwagę.

W przypadku popularnego w naszym kraju auta segmentu B koszt zakupu diesla zwróci się dopiero po ponad... 130 tys km. Czy więc taka inwestycja jest opłacalna? Tak, o ile rocznie pokonujemy co najmniej 50 tys. km i nie planujemy sprzedaży auta wcześniej niż po pięciu latach eksploatacji.

Peugeot 307

Marzenie każdego handlowca - czyli kompaktowy, komfortowy hatchback. Peugeot 307 napędzany jest m.in. 16-zaworowym benzyniakiem o pojemności 1.4 l bądź 90-konnym dieslem. Za pierwszego zapłacimy 57 500 zł natomiast za wersję wysokoprężną 64 600 zł - czyli o 7100 zł więcej. Według danych producenta wersja benzynowa na pokonanie każdych 100 km powinna potrzebować 6,7 l benzyny, natomiast diesel jedynie 5 l. Różnica spora, ale czy zadowoli przeciętnego użytkownika? Może oszczędzimy coś na serwisie? Okazuje się, że w tym przypadku jest trochę inaczej niż w przypadku opisywanego wcześniej Fiata. 307 napędzana benzyniakiem wymaga wizyt w serwisie co 30, natomiast wysokoprężna co 20 tys. km, małym pocieszeniem w tym przypadku jest porównywalna cena usług oraz materiałów eksploatacyjnych skoro po pokonaniu 60 tys. km wersją benzynową w serwisie będziemy dwa razy, natomiast dieslem aż trzy, czyli mamy dodatkowy koszt użytkowania ekonomicznego auta w postaci około 800 zł za przegląd z wymianą oleju.

Spośród porównywanej trójki popularnych w naszym kraju aut to Peugeot 307 1.6 HDI najszybciej na siebie zarobi. Jednak nie spodziewajmy się fajerwerków, i tak, aby zwrócił się nam zwiększony o 7,5 tys. zł koszt zakupu auta, musimy pokonać nim ponad 100 000 km - dokładnie 102 601.

Ford Mondeo

A oto prawdziwa rodzinna limuzyna: Ford Mondeo w najwyższej specyfikacji Ghia wyposażony dodatkowo w automatyczną skrzynię biegów. W szrankach stanęły dwulitrowe motory: 145-konny benzyniak, oraz dysponujący 130 KM diesel. Za pierwszego zapłacimy 100 520, natomiast za diesla 110 840 zł. Różnica w cenie w tym przypadku jest największa i wynosi 10 320 zł - kiedy to się zwróci? Różnica w zużyciu paliwa na korzyść jednostki wysokoprężnej w tym przypadku wynosi 1,7 l to mało jak na tak dużą różnicę w cenie. Zwłaszcza że przeglądy w przypadku obu wersji wykonujemy co 20 tys. km i płacimy za nie porównywalne pieniądze.

Wiadomo, że przy takiej różnicy w cenie diesel będzie się długo zwracać. Ale w przypadku Mondeo to aż 144 943 km! Jeśli obecna sytuacja na naszym rynku paliwowym będzie się utrzymywać, to zakup auta z takim silnikiem jest mało opłacalny.

Wniosek

Okazało się, że zakup auta z dieslem to długoterminowy program oszczędnościowy, opłaca się jedynie, jeśli rocznie pokonujemy ponad 30 000 km. W innym przypadku jest to wybór mało opłacalny.

A oto kilka innych przykładów

Jak widać, naprawdę trudno znaleźć diesla, który zwróci się nam wcześniej niż po przejechaniu 100 tys. km. Komu więc, z czystym sumieniem można polecić takie auta? W obecnej sytuacji jedynie firmom, w których auta niemal nie stygną, oraz służbom takim jak policja czy pogotowie. Tam diesle wciąż maja rację ekonomicznego bytu.

Po jakim przebiegu diesel zacznie nam się opłacać*

*wyliczone na podstawie średniego zużycia paliwa, bez uwzględnienia kosztów serwisowania

Jeżdzę na: