Renault Vel Satis

Sen na jawie. Nowa limuzyna francuskiego koncernu dla ekscentrycznych krezusów

Renault Vel Satis

Sen na jawie. Nowa limuzyna francuskiego koncernu dla ekscentrycznych krezusów

Takiego pojazdu nie mógł chyba zaprojektować nikt inny jak Francuzi. To przecież oni wydali Lautréamonta, poetę, który pisząc przed wiekiem z górą o spotkaniu parasola z maszyną do szycia na stole operacyjnym, otworzył drogę do surrealizmu. Ten kierunek sztuki za nic miał konwencje, w jedną całość łącząc doświadczenie marzenia sennego i trzeźwe spojrzenia na jawie. Nie na darmo na pierwszych firmowych zdjęciach Vel Satis jest pokazywany w otoczeniu ludzkich sylwetek o konturach niewyraźnych i rozmazanych, jakby przed chwilą przypadkiem przekroczyły barierę snu.

Kiedy na początku przyszłego roku Vel Satis pojawi się na drogach Europy, przez długi czas będzie zapewne oglądany jak coś nierealnego w potoku aut o znanych kształtach. Pojazd-fantasmagoria.

Smak ryzyka

Takiego pojazdu nie mógł chyba zaprojektować nikt inny jak Renault. Już na początku lat 90. szefowie tego koncernu uznali za oczywistość prawdę, o której zdarzało się zapominać w tamtych czasach bossom konkurencyjnych firm: że samochód kupujemy, kierując sie nie tylko rozumem, ale także oczami i sercem. Cóż z tego, że na skutek komputerowej symulacji auto zyskało bardzo aerodynamiczny kształt i dzięki temu będzie zużywać na pokonanie 100 kilometrów kilka kropel paliwa mniej? Cóż z takiej zalety, skoro przepuszczony przez komputer samochód wygląda topornie i - co gorsza - do złudzenia przypomina tabun innych pojazdów, również zaprojektowanych przez komputery, które zaprogramowano w podobny sposób, tak by wypluwały z siebie szkice poprawnych pojazdów o przeraźliwie nudnym wyglądzie.

Wielką zasługą szefów Renault było to, że zawierzyli gustom swoich projektantów i klonowanie poprawnych komputerowo samochodów zastąpili estetyką niekonwencjonalności. Pewnie już mało kto pamięta, jakim szokującym autem było kiedyś Twingo. Księgowi Renault rwali sobie włosy z głowy, lękając się, że mało kto kupi ów obły samochodzik, ozdobiony wyłupiastymi jak żabie oczy reflektorami. Jednak szefowie koncernu odważyli się zaufać projektantom i do tej pory mogą zacierać ręce, z zadowolenia, że podjęli tę decyzję - tak dużym sukcesem okazało się Twingo.

Odwagi, choć może nieco już mniejszej, wymagała również decyzja o produkcji modelu Scenic, minivana wielkości rodzinnego auta kompaktowego. Także w tym przypadku kredyt zaufania, który szefowie francuskiej firmy przyznali swoim specjalistom od wzornictwa przemysłowego, spłacił się już z nawiązką. Nie dość, że sprzedaż tego samochodu napełniła kasy Renault brzęczącą gotówką, to jednocześnie pojazd ten zapoczątkował w Europie wielką modę na kompaktowe minivany. Już dziś Scenic i przedstawione w ślad za tym pojazdem modele Opel Zafira, Citroen Xsara Picasso czy Daewoo Tacuma wypierają z rynku sedany, klasyczne niegdyś auta dla rodziny.

Renault - kreator motoryzacyjnej mody? Jeśli francuski koncern rości sobie prawo do takiego tytułu, to jednocześne musi sprostać wyzwaniu, które wiąże się z takim ambicjami. Bo dziś Francuzi stale muszą dowodzić, że nie stracili inwencji.

Ten biedaczek Safrane

Aby przekonać świat, że ów twórczy potencjał ciągle bije silną strugą, Renault zdecydował się na karkołomne z pozoru przedsięwzięcie. Ten sam chwyt - łamanie konwencji - ma pomóc Francuzom w wejściu na rynek samochodów luksusowych.

Co prawda, w zamierzchłej przeszłości, między wojnami światowymi, Renault specjalizował się w produkcji automobili dla wysokiej i majętnej socjety, ale znacjonalizowany po wojnie, przekształcony w bastion komunistycznych związków zawodowych, stał się firmą, by tak rzec, o dużej wrażliwości społecznej, produkującą przede wszystkim auta popularne, dla robotnika i urzędnika. Gałąź aut luksusowych Renault w powojennych latach zmarniała. Ostatnie z prestiżowych aut Renault, model Safrane, nie przyciągało tłumu klientów z pękatymi portfelami. Było niewątpliwie starannie zaprojektowane, porządnie wykonywane, ale czegoś mu brakowało. Czegoś takiego jak iskierka w oku kobiety, która każe mężczyźnie zapomnieć o reszcie świata. W konkurencji z cieszącymi się wielką renomą, sprzedawanymi legionami na całym świecie limuzynami z Niemiec, luksusowe auta Renault nie miały najmniejszych szans.

Ale pieniądze leżą na ulicy i podnieść je może nie tylko ten, kto swoją siłą i masą przytłacza innych, lecz także ten, kto po prostu ma dobry pomysł. Wystarczy dojrzeć na rynku lukę, trafić na niezaspokojone pragnienia.

Renault zauważył po prostu, że jest sporo zamożnych ludzi, którzy uciekają od aut zaprojektowanych w taki sposób, by spełniać sztampowe oczekiwania pojazdu dla bogaczy, o masywnej sylwetce, obsypanych chromami. Wielu zamożnych ludzi może wprost uciekać od marek niemal przysłowiowo kojarzących się z pieniędzmi. A majętnych ludzi uciekających od sztampy i stereotypów jest na Zachodzie sporo, ponieważ promuje się tam pomysłowość, a zatem także ludzi młodych, skłonnych do zabawy i nie obawiających się dozy ekstrawagancji.

Właśnie tę lukę na rynku samochodów luksusowych ma wypełnić Vel Satis. Pojazd prestiżowy na niekonwencjonalną modłę.

Pomyśl o wygodzie

Kanciaste kształty, jak w porządnie uprasowanych spodniach - Vel Satis przywodzi na myśl przedmiot solidny, mocny, a zarazem elegancki. Coś, co - jak samochód pancerny - sforsuje wszelkie przeszkody. Duże płaskie "blachy" połączone z szybami o dużej powierzchni pogłębiają to wrażenie.

Vel Satis przypomina też prawidła do butów - solidne urządzenie, które pomagało niegdyś zadbać o autentyczną elegancję (wszak pana poznaje się po cholewkach).

Karoseria o tak dziwacznych kształtach kryje bardzo przestronne wnętrze. Vel Satis ma 4,86 m długości i 1,86 m szerokości. Pod tym względem pojazd Renault nie różni się szczególnie od konkurencji. Ma jednak prawie 1,6 m wysokości, czyli o 13 cm więcej od przeciętnego samochodu prestiżowej klasy. Między innymi właśnie dzięki temu fotele w Vel Satis udało się ustawić o 10 cm wyżej niż w Safrane. W nowym samochodzie Renault zajmuje się zatem wysoko umieszczone siedzenie - poprawia to pole widzenia drogi, sprzyjając zrelaksowanej jeździe. A ponadto łatwiej sadowić się i schodzić z wysoko ustawionych foteli. Osie kół Vel Satis odsunięte są aż o 2,84 m, dzięki czemu na brak miejsca nie mogą narzekać również osoby podróżujące z tyłu. We wnętrzu dobry nastrój pasażerom zapewnić mają elementy wykończenia wykonane z satynowanego drewna i perforowanej skóry, w jasnych i łagodnych barwach. Wygodną pozycję w czasie podróży pozwolą utrzymać dzielone na trzy części fotele (oparcie rozdzielono na dwie części, które można osobno ustawić). Dzisiejszego komfortu nie sposób wyobrazić sobie bez sporej dawki elektroniki. Na tablicy rozdzielczej Vel Satis umieszczono kolorowy monitor systemu nawigacji satelitarnej Carminat. Pasażerowie z tyłu mogą z podłokietnika wysunąć ekranik systemu wideo, z odtwarzaczem płyt DVD, do którego da się również podłączyć kamerę wideo albo konsolę do gier elektronicznych. Urządzenie współpracuje z systemem audio firmy Cabasse, wyposażonym w odtwarzacz płyt kompaktowych ze zmieniaczem na sześć dysków, wbudowanym w deskę rozdzielczą.

Techniczne nowinki

Inżynierowie Renault wbudowali też w model Vel Satis kilka urządzeń uprzyjemniających kierowanie tym autem. Tradycyjny hamulec ręczny zastąpiono automatycznym hamulcem postojowym. Miejsca w kabinie nie zajmuje więc dźwignia hamulca, a w czasie ruszania na pochyłości nie trzeba myśleć o równoczesnym zwalnianiu hamulca i równomiernym dodawaniu gazu. Nie trzeba też pamiętać o zaciągnięciu hamulca ręcznego po zatrzymaniu auta na postój na pochyłej drodze. Automat sam o to zadba. Automatycznie uruchamiają się również wycieraczki, gdy zacznie padać, o zmroku reflektory zapalają się samoczynnie; poduszki powietrzne dostosowują objętość wpuszczanego gazu do intensywności i prędkości, przy której doszło do kolizji. Jak w nowej wersji modelu Renault Laguna, klasyczny kluczyk zapłonu zastąpiono w Vel Satis elektroniczną kartą.

Stabilną i wygodną jazdę umożliwić ma tylne zawieszenie nowego, "trójkątnego" typu. W razie potrzeby w utrzymaniu wybranego kierunku jazdy pomagać będzie system elektronicznej stabilizacji jazdy ESP. Automat zwiększający intensywność hamowania ułatwi zatrzymanie pojazdu, kiedy kierowca w krytycznej sytuacji nie wciśnie pedału hamulca aż w podłogę.

Napędzać Vel Satisa będzie jeden z dwóch sześciocylindrowych silników. Benzynowy ma pojemność 3,5 litra i 235 KM mocy. Turbodiesel ma natomiast 3 litry pojemności i 180 KM mocy. Oba silniki współpracują z pięciobiegową przekładnią.

Vel Satis ma zdobyć dla Renault 3 proc. rynku samochodów prestiżowych i w latach 2002-2008 francuski koncern planuje sprzedać łącznie 300 tys. tych aut. Dość, by Vel Satis spełnił dodatkowe nadzieje, które wiążą z nim Francuzi - poprawił wizerunek marki Renault.

Andrzej Kublik