Top 5 - używane zamienniki, cz. 2

Tym razem mamy kilka samochodów z drugiej ręki dla tych, którzy z pierwszej ręki chcą kupić małe auto, pojemne kombi, luksusową limuzynę, terenówkę i kabriolet. Dlaczego? Bo wierzymy, że kuszący zapach wewnątrz auta wyjeżdżającego z salonu warto poświęcić dla zapachu zaoszczędzonej gotówki
Ford Fiesta Ford Fiesta Fot. Ford

Auta miejskie

W poprzednim odcinku używanych zamienników zajmowaliśmy się modelami małymi i kompaktami, a teraz przyjrzymy się modelom z segmentu B. Jednym z najciekawszych aut w tej klasie jest Ford Fiesta. Po ostatnim liftingu wygląda z przodu jak Aston Martin (Astonami jeździ James Bond, a to jest fajne), rozumie, co do niego mówimy (wybranymi funkcjami można sterować głosem, bardzo high-tech), ma wybitnie nowoczesny silnik (1,0 l R3 Turbo 125 KM) i w podstawowej wersji kosztuje nieco ponad 44 tys. zł, choć akurat w tym przypadku ma wybitnie niewyróżniający się niczym silnik (1,25 l 60 KM, 16,9 s do setki, maks. 152 km/h, średnio 5,4 l/100 km). W wyposażeniu dostaniemy m.in. kilka systemów o trzyliterowych nazwach poprawiających to i tamto, poduszki, elektryczne szyby, centralny zamek i właściwie to wszystko. Można więc lepiej wydać 44 tys. zł, na przykład na Audi A2.

Audi A2, jajowaty model produkowany od 1999 do 2005 roku, ma stałe miejsce w panteonie najciekawszych, najlepszych i najbardziej innowacyjnych samochodów w historii. Dlaczego? Jest aluminiowy (nawet teraz to jeszcze nie jest oczywiste) i dzięki temu superlekki (od 895 kg), superaerodynamiczny (Cx=0,25, mniej niż Nissan GT-R, tyle samo co Toyota Prius) i niemoralnie oszczędny (model 3L spalał średnio 3 l/100 km). Poza tym A2 jest niezawodne (we wszelkich rankingach niezawodności zawsze ma wysokie miejsca) i ma prestiżowy znaczek na masce (prestiżowe auta łechczą ego i dlatego je kupujemy). Dobrze utrzymany egzemplarz z 2001 roku, z przebiegiem 130 tys. km, 75-konnym silnikiem benzynowym (12,3 s do setki, maks. 173 km/h, średnio 6 l/100 km) i bardzo bogatym wyposażeniem (poduszki, sprzęt audio, klimatyzacja, kilka elektronicznych asystentów) kosztuje 16 tys. zł.

Więcej informacji o opisywanym Audi A2 znajdziecie tutaj

Audi A2

Volvo V70 Volvo V70 Fot. Volvo

Wielkie kombi

Audi może nas przekonywać, że potrzebujemy modelu RS6 z ponad 500-konnym silnikiem, a Mercedes może nam wciskać model CLS Shooting Brake ze zgrabnymi pośladkami i drewnianą podłogą, ale to jest bez znaczenia, bo najlepsze kombiaki od zawsze produkuje Volvo. Kropka. Są one wielkie, praktyczne, pojemne, dziecioodporne, wygodne i po prostu cudowne - czy to na wakacjach, czy w korku. Ale chodzi tylko o te wielkie modele, bo V40 jest za małe na kombi, a V60 zbyt designerskie i przez to niezbyt praktyczne. Najlepsze jest więc V70. Najtańsze kosztuje 145,8 tys. zł, z przodu ma wysokoprężne 1,6 litra (115 KM, 11,9 s do setki, maks. 190 km/h, 4,5 l/100 km), a z tyłu bagażowe 575 l (wolnej przestrzeni). W wyposażeniu jest tyle wszystkiego, że ho, nie mamy ani czasu, ani miejsca, by o wszystkim wspomnieć. Powiedzmy tylko, że Szwedzi są hojniejsi niż Niemcy. No dobrze, ale mówimy w końcu o używanych zamiennikach, więc do rzeczy.

No niestety, chodziliśmy na narady, gryźliśmy ołówki i główkowaliśmy do późnych godzin nad zamiennikiem dla Volvo, ale go nie znaleźliśmy. Jedynym autem, które może zastąpić nowe Volvo V70, jest Volvo V70, tyle tylko że z początkowych lat produkcji. O, na przykład takie - 2009 rok, 136-konny turbodiesel pod maską (9,6 s do setki, maks. 205 km/h, średnio 4,5 l/100 km), wyposażenie kompletne (ktoś kiedyś narzekał na ubogie wyposażenie Volvo?) i miła dla oka cena - 50,9 tys. zł. Sąsiedzi nie zauważą różnicy między tym egzemplarzem a takim z salonu, ale ty dojrzysz prawie 100 tys. zł, które zaoszczędziłaś/eś.

Więcej informacji o opisywanym Volvo V70 znajdziecie tutaj

Volvo V70

Mercedes klasa S Mercedes klasa S Fot. Mercedes

Auta luksusowe

Rolls-Royce i Bentley to limuzyny absolutnie luksusowe i absolutnie rzadkie, dlatego traktujemy Mercedesa klasy S jako wyznacznik luksusu dla mas. Nowy model, który za chwilę ustąpi miejsca następcy, kosztuje w salonie minimum 344 tys. zł. To cena za model z czterocylindrowym (sic!) turbodieslem o mocy 204 KM (8,2 s do setki, maks. 240 km/h, średnio 5,7 l/100 km). Świetnie, ale klasa S z czterocylindrowym klekotem o mocy nieco ponad 200 KM? Mało to inspirujące. Dobrze chociaż, że wyposażenie jest bogate, choć za takie oczywistości jak asystent parkowania, nawigację czy światła LED trzeba płacić ekstra. Hm. Może więc lepiej kupić coś innego?

Zastanawiamy się nad Volkswagen Phaetonem. Ok, wygląda jak Passat, jest na rynku już od 11 lat, nie jest obecnie w Polsce sprzedawany (może i dobrze, bo przez to jest bardziej niepowtarzalny) i nie ma żadnych wodotrysków w wyposażeniu, ale z drugiej strony to technologiczny tour de force firmy, która dała nam Bugatti Veyrona, więc to maszyna na bardzo wysokim poziomie. Phaeton nie ma na pokładzie setek elektronicznych asystentów, owszem, ale jest szybki, cichy, wygodny, komfortowy i wielki, a to właśnie przesądza o luksusie, zapytajcie Rolls-Royce'a. Znaleźliśmy egzemplarz z 313-konnym, dziesięciocylindrowym turbodieslem (6,9 s do setki, maks. 250 km/h, średnio 11,4 l/100 km), napędem 4x4, pneumatycznym zawieszeniem i niemoralnie bogatym wyposażeniem (jest nawet podgrzewana kierownica!). Wszystko za 44,5 tys. zł. To o 300 tys. zł taniej niż Mercedes, a wcale nie dostajemy auta 300 tys. razy gorszego.

Więcej informacji o opisywanym Volkswagenie Phaetonie znajdziecie tutaj

Volkswagen Phaeton

Range Rover Range Rover Fot. Land Rover

Terenówka

Najbardziej aspiracyjną terenówką świata jest Range Rover. Kropka. Nowy kosztuje 477,5 tys. zł i kusi nadwoziem przypominającym mniejszego Evoque'a oraz wysokoprężnym silnikiem V6 259 KM (7,9 s do setki, maks. 209 km/h, średnio 7,5 l/100 km). Wyposażenie? Co za pytanie, jest tak pełne, jak tylko być może! Range doskonale radzi sobie w ciężkim terenie, w korku, na parkingu i pod operą, a przy okazji wygląda zjawiskowo w każdej sytuacji. Nie ma auta, które mogłoby godnie go zastąpić. Chociaż nie, jest Toyota Land Cruiser V8.

Nie, poważnie, to auto ma potencjał! Dzieli podzespoły z Lexusem LX570 (nie każde auto może dzielić swoje jestestwo z Lexusem) i jest lubiane przez ONZ oraz NATO, bo daje radę w najcięższym terenie i się nie psuje (nie każde auto jest lubiane przez ONZ i NATO), a to o czymś świadczy. Land Cruiser jest wielki, wygodny i bezpieczny, a poza tym powstał po to, by przetrwać najcięższe warunki na drodze. No i jest Toyotą, więc pewnie nigdy się nie zepsuje, a jeśli nie pomylicie w czasie jazdy pedałów, jak to się zdarzało pewnym amerykańskim kierowcom innych Toyot, to Land Cruiser zawsze dowiezie was tam, gdzie chcecie. Idealnie! Poza tym ta Toyota bije na głowę Range'a swoją prezencją (można się jej przestraszyć), wyposażenie też ma bardzo, ale to bardzo bogate, a jej silnik wysokoprężny V8 ma pojemność 4,5 l i daje sobie radę z autem (8,2 s do setki, maks. 210 km/h, średnio 12 l/100 km). Cena? Land Cruiser V8 jest na rynku od 2008 roku i właśnie pięcioletni egzemplarz pomalowany na oryginalny, błękitny kolor, z niewielkim przebiegiem 80 tys. km i wspomnianym turbodieslem kosztuje 138 tys. zł. Niewiele.

Więcej informacji o opisywanej Toyocie Land Cruiser V8 znajdziecie tutaj

Toyota Land Cruiser V8

Opel Cascada Opel Cascada Fot. Opel

Kabriolet

Najfajniejsze czteroosobowe kabriolety zawsze robił Saab, ale, jak się okazało, nie za dobrze na tym wyszedł i teraz Saaba już nie ma. Jaki więc mamy wybór? No cóż, Mercedes klasy E cabrio jakoś nas nie kręci, bo choć wygląda jak klasa E i kosztuje jak klasa E, to pod spodem jest klasą C, a nie lubimy, gdy tak się z nami igra. Audi A5 cabrio i A3 cabrio - niby wszystko z nimi dobrze, ale nie ma w nich choćby odrobiny joie de vivre, bo to tylko racjonalne, nudne bryki w doskonale skrojonych garniturach, podczas gdy powinny nosić szorty i japonki! BMW serii 3 - nie warto w ogóle o nim myśleć, bo niedługo w salonach będzie następca - seria 4. Co więc zostaje? Renault Megane CC jest brzydkie, ciasne i stare. Volkswagen Eos i Golf cabrio - to tylko tańsze Audi, więc nic nadzwyczajnego nie oferują. Być może są jeszcze kabriolety na rynku, ale nie zasługują na naszą uwagę, bo najbardziej obiecujący jest Opel Cascada.

To luksusowe, czteroosobowe cabrio produkowane jest w Gliwicach, ma pod maską jakieś silniki, jakoś bardzo zaawansowane zawieszenie z najwyższej półki, jakieś bogate wyposażenie i jakiś dach z tkaniny, który potrzebuje 17 s, by się złożyć i pozwala w tym czasie jechać z prędkością do 50 km/h, ale to zupełnie nie jest ważne. Dlaczego? Bo Cascada przede wszystkim wygląda cudownie, bajecznie, oszałamiająco wręcz! Mniam! Najtańsza natomiast kosztuje 111,4 tys. zł. Czym można ją zastąpić?

Może właśnie Saabem? Używany 9-3 po liftingu, z 2008 roku, przebiegiem mniejszym niż 100 tys. km, kompletnym wyposażeniem i 180-konnym turbodieslem kosztuje 62,5 tys. zł. No i jest fajny, stylowy, oryginalny, niszowy i po prostu pociągający, a to w kabrioletach liczy się najbardziej. Poza tym Saab to właściwie Opel - w końcu Opel to własność koncernu General Motors, który jeszcze niedawno miał Saaba. Potraktujmy więc Cascadę jako duchowego następcę 9-3. I kupmy Saaba, bo jest bardziej hipsterski niż Opel, a hipsterskość jest teraz w cenie.

Więcej informacji o opisywanym Saabie 9-3 znajdziecie tutaj

Saab 9-3 Cabrio