Top 5 - używane zamienniki

Zakładamy, że chcecie kupić auto miejskie, model kompaktowy, limuzynę klasy średniej, 7-osobowego vana lub auto sportowe, wszystko typu nówka sztuka nieśmigana. Sugerujemy, byście jednak rozważyli zakup używanych zamienników, bo dostaniecie więcej za mniej. Przykłady?
Volkswagen Up Volkswagen Up Fot. Volkswagen

Auta miejskie

Volkswagen Up jest taki rozkoszny, prawda? Wygląda minimalistycznie i nowocześnie (zupełnie jak poprzednie Daihatsu Cuore), ma ekran dotykowy na desce rozdzielczej i emanuje od niego polowatością, golfowatością i passatowatością. Świetnie, ale najtańszy model, z 60-konnym silnikiem (14,5 s do setki, maks. 160 km/h), czarnymi klamkami i lusterkami (no i bez tego aspiracyjnego dotykowego monitora na desce) kosztuje prawie 32 tys. zł, podczas gdy za 13,2 tys. zł można mieć ni mniej, ni więcej jak bardzo fajne Mini.

Mini to Mini, a właściwie BMW, co jest nieskończenie bardziej prestiżowe niż Volkswagen. Znaleźliśmy ciekawy egzemplarz z 2002 roku w kolorze żółtym. Owszem, też ma czarne lusterka i kołpaki, ale prowadzi się rewelacyjnie, ma 90 KM (10,9 s do setki, maks. 190 km/h) i choć nie jest tak oszczędny jak Up (średnio 6,5 l/100 km wobec 4,5 l/100 km), to kosztuje ponad dwa razy mniej, więc pieniędzy na benzynę starczy. Mini ma dużo poduszek, klimatyzację, radio CD i trochę elektronicznych umilaczy życia, za co w Upie trzeba dopłacać.

Mini One - ogłoszenie

Mini One

Skoda Octavia Skoda Octavia Fot. Skoda

Kompakty

Najtańsza Škoda Amazing Octavia kosztuje 59,5 tys. zł. To cena za model z 85-konnym silnikiem (12 s do setki, maks. 181 km/h, średnio 5,2 l/100 km), który ma klimatyzację, centralny zamek, komputer pokładowy i światła do jazdy dziennej, jednak takie elementy jak stalowe, 15-calowe obręcze kół, lusterka i klamki w kolorze czarnym czy "gałka dźwigni zmiany biegów PUR bez plakietki" jakoś nie brzmią amazing i nie sugerują bogatego wyposażenia, prawda? Dlatego sugerujemy, byście trochę zaoszczędzili i za 27,9 tys. zł kupili Hondę Civic sedan.

Chodzi o model ósmej generacji (poprzednik), który nie ma może tak amazing bagażnika jak Octavia (375 wobec 590 l), ale nie pozwólmy, by litry w kufrze były najważniejsze w naszym życiu, dobrze? Civic ma 7 lat na karku, a i tak wygląda świeżo i futurystycznie, podczas gdy Czeszka jest pozbawiona jakiegokolwiek polotu. Civic to Honda, więc pewnie nigdy się nie zepsuje, 140 koni pod jej maską w zupełności wystarczają (9 s do setki, maks. 200 km/h, średnio 6,6 l/100 km), by zawsze i wszędzie być na czas, a bogactwo wyposażenia nie daje powodów do narzekań - dostaniemy klimatyzację, elektryczne to i tamto, welurową tapicerkę, komplet poduszek, dobre radio i lewarek skrzyni biegów wyglądający na drogi i zrobiony z bardzo dobrych materiałów. Amazing.

Honda Civic - ogłoszenie

Honda Civic

Audi A4 Audi A4 Fot. Audi

Limuzyny klasy średniej

Być może zakochaliście się w pachnącym nowością Audi A4. Kuszą was jego światła LED, doskonale wykończone wnętrze, możliwość zamówienia legendarnego napędu quattro i takie ogólne poczucie wyjątkowości otaczające modele spod czterech pierścieni. Świetnie, ale najtańsze A4 za ponad 116 tys. zł ma plebejski napęd na przednie koła (najtańsze quattro kosztuje 140 tys. zł), mało aspiracyjny silnik 1,8 l o mocy 120 KM (10,5 s do setki, maks. 208 km/h, średnio 7,1 l/100 km) i 16-calowe koła ze stalowymi felgami, a za LED-y trzeba dopłacić (w pakiecie za 5,5 tys. zł). I to ma być premium?!

A może lepiej mieć Seata Exeo? Tak, tak, to właśnie Audi A4 poprzedniej generacji, tyle tylko że sprzedawane pod inną marką. Model z 2009 roku kosztuje 37,9 tys. zł i wyposażony jest w 143-konnego turbodiesla (9,2 s do setki, maks. 214 km/h, średnio 5,2 l/100 km - ten sam silnik jest też w nowym Audi A4, najtańszy za 133 tys. zł), a ponadto ma wszystko to, czego wymaga się od limuzyny - klimę automatyczną, tempomat, sensory deszczu i światła, czujniki parkowania, welurową tapicerkę, elektryczne dodatki i skórzaną kierownicę. No właśnie, skora na kierownicy - nie ma jej w standardzie nowego Audi, trzeba za nią dopłacić w pakiecie za prawie 6 tys. zł!

Seat Exeo - ogłoszenie

Seat Exeo

Opel Zafira Tourer Opel Zafira Tourer Opel Zafira Tourer (od 2011)

Auta rodzinne

Niektórym tak się życie ułożyło, że mają pięcioro dzieci, a to oznacza, że jeśli kochają je wszystkie tak samo, to często muszą je przewieźć w tym samym czasie i w tym samym aucie. To oznacza, że rodzicie potrzebują siedmioosobowego vana. O, na przykład takiego jak Opel Zafira Tourer za 82,5 tys. zł plus 2,5 tys. zł za dwa fotele w bagażniku. Co więc dostaniemy za 85 tys. zł? Doskonale wyglądającego vana (jest jakiś ładniejszy na rynku?) ze 115-konnym silnikiem (12,9 s do setki, maks. 185 km/h, średnio 7,2 l/100 km), bagażnikiem o maksymalnej pojemności 1860 l i 31 schowkami na pokładzie. Świetnie, ale mamy coś lepszego.

Proponujemy szersze spojrzenie i zamiast kupować kompaktowego vana, rozważylibyśmy zakup rodzinnego SUV-a. Takie Volvo XC90 z 2006 roku na przykład. Auto ma 185-konnego turbodiesla (11,5 s do setki, maks. 190 km/h, średnio 8,5 l/100 km), napęd na cztery koła, skórzaną tapicerkę, automat i siedem foteli. Volvo dojedzie tam, gdzie Zafira nie da rady, ma większe wizerunkowe poważanie w społeczeństwie niż Opel i jest szwedzkie, a to oznacza, że jest praktyczne niczym meble z Ikei, bezpieczne jak Volvo i jakoś tak fajniejsze niż to, co niemieckie. XC90, które mimo wielu liftingów i 10 lat na karku, wciąż jeszcze jest produkowane, więc chyba coś musi w nim być, skoro ludzie cały czas go chcą. Siedmioletni egzemplarz kosztuje 44,9 tys. zł.

Volvo XC90 - ogłoszenie

Volvo XC90

Porsche Cayman Porsche Cayman Fot. Porsche

Auta sportowe

Wiecie, ile kosztuje najtańsze Porsche Cayman? Ponad ćwierć miliona złotych. W cenie mamy auto od firmy, której prestiż i poważanie w społeczeństwie łechtają ego, silnik o mocy 275 KM (5,7 s do setki, maks. 266 km/h, średnio 8,2 l/100 km), dwa miejsca siedzące i spojler, który designersko komponuje się z tylnymi światłami. Są też napęd na tylne koła, doskonałe właściwości jezdne i ponętny dźwięk silnika. Brzmi wspaniale, ale można lepiej wydać pieniądze.

Wierzymy, że ktoś, kto kupuje Porsche, zamierza nim jeździć szybko, bo kocha jeździć, a nie tylko po to, by szpanować marką pod klubami w modnych dzielnicach. Nie, to tak nie działa? A myśleliśmy, że po to się właśnie kupuje takie auta. No dobrze, zwracamy się więc do prawdziwych entuzjastów i proponujemy im coś ekstra. To coś nazywa się Mitsubishi Lancer Evolution VIII, pochodzi z 2003 roku i ma 360 KM. Ma też wiele innych profesjonalnych przeróbek (sprawdźcie w ogłoszeniu). Co więcej, Lancer ma napęd na cztery koła, więc i zimą można się z nim dobrze bawić, zabierze na pokład twoich znajomych, a nie tylko kochankę, a poza tym oferuje bagażnik radzący sobie z zakupami w markecie, wielki spojler i matowy lakier. No i niemalże bucha od niego testosteron niczym od prawdziwego, niedogolonego faceta z trzydniowym zarostem i tatuażem na ramieniu, podczas gdy Cayman wygląda przy Mitsubishi jak wychudzony, metroseksualny model na pokazach mody Dolce&Gabbany. My jednak wolimy macho z tatuażem, tym bardziej że za czas z nim spędzony zapłacisz tylko 55 tys. zł.

Mitsubishi Lancer - ogłoszenie

Mitsubishi Lancer Evo

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.