Pięć aut i pięć dylematów - benzyna czy diesel?

Na przykładzie miejskiego łobuziaka, przyzwoitego auta rodzinnego, potężnego kombi, luksusowej limuzyny i sportowego coupé sprawdzamy, co się bardziej opłaca - wersja benzynowa czy wysokoprężna
Toyota Aygo Toyota Aygo Toyota Aygo

Toyota Aygo

Zaczynamy od miejskiego łobuziaka. Toyota Aygo, bliźniak Citroëna C1 i Peugeota 107, zadebiutowała w 2005 roku. Wtedy był szał na silniki wysokoprężne i takaż jednostka trafiła do małej Toyotki. Czy słusznie? Nie. Model z trzycylindrowym silnikiem benzynowym waży 790 kg, zalicza setkę w 14,2 s, rozpędzą się maksymalnie do 158 km/h i spala średnio 4,6 l/100 km. Szczerze mówiąc, jeśli ktoś większość życia spędza w mieście, a w pozamiejską dżunglę za często się nie zapuszcza, nie powinien narzekać. Aygo jest lekkie, żwawe, bezpośrednie, szczere i właściwie cudowne, bo ma charakter. Model z turbodieslem go nie ma.

Silnik na ropę w Toyotce ma cztery cylindry, a to jakby za dużo w aucie, które mierzy mniej niż 3,5 m. Poza tym najmodniejszy przecież jest downsizing, a cztery cylindry o pojemności 1,4 l zdają się być wielkim reliktem z zeszłego wieku. Poza tym większy silnik to dodatkowe 100 kg, mniej koni (55 KM), gorsze osiągi (15,6 s do setki, maks. 154 km/h) i właściwie identyczne spalanie (średnio 4,1 l/100 km). Klekot w Aygo to bezsens, więc już go z oferty dawno wycofano. To oznacza, że modeli w niego wyposażonych na rynku wtórnym jest niewiele. Benzynowe Aygo z 2006 roku możecie mieć już za 15,5 tys. zł (mowa o wersji z klimatyzacją, czterema poduszkami, radiem CD i znikomym przebiegiem 59 tys. km), natomiast wersje na ropę z tego samego roku wyceniane są na 16,4 tys. zł. Tysiąc złotych więcej za spalanie niższe o 0,5 l/100 km? Kiepski biznes. Tym razem 1:0 dla benzyny.

ZOBACZ TAKŻE:

Myślisz, że za 3 tys. zł nie kupisz samochodu? To się mylisz

Te auta omijajcie szerokim łukiem

TOP 5 | Auta dla emerytów

Škoda Fabia Škoda Fabia Škoda Fabia

Škoda Fabia

Ten model znają wszyscy, jeszcze więcej osób pewnie nim jeździ i widujemy go częściej niż nasze dzieci, dlatego przejdźmy od razu do interesów. Benzynowa, 75-konna Fabia z 2006 roku, w wypasionej wersji (klimatyzacja, ESP, CD, poduszki, oryginalne felgi, welur) kosztuje niecałe 21 tys. zł. Wspaniale, ale to poprzedni model, dla niektórych już zbyt oldschoolowy. Rozwiązanie? Za 19,3 tys. zł można mieć obecną generację Fabii, która czeka w salonach. Owszem, to wersja sprzed liftingu (a może już zliftingowana?), ale nawet my nie odróżniamy modeli sprzed i po kuracji odmładzającej, więc nie ma problemu. I taaak, widzimy, ten model ma kołpaki, czarne lusterka i najbanalniejszy kolor pod słońcem, ale to szczegóły, niewtajemniczeni tego nie zauważą, zwrócą tylko uwagę na to, że to nowszy model. Ba, to auto z 2008 roku, wyposażone w 75-konny silnik wysokoprężny. Czy warto je mieć?

Model benzynowy jest starszy i mniej atrakcyjny wizualnie, a poza tym spala średnio 6,5 l/100 km, podczas gdy nowa Fabia (nowsza, ale czy ładniejsza?) zadowala się średnio 4,8 l/100 km. Osiągi obu modeli są niegodne uwagi (około 14 s do setki, maks. około 160 km/h). Wynik? Diesel górą, więc mamy 1:1.

ZOBACZ TAKŻE:

Myślisz, że za 3 tys. zł nie kupisz samochodu? To się mylisz

Te auta omijajcie szerokim łukiem

TOP 5 | Auta dla emerytów

Ford Mondeo Ford Mondeo Ford Mondeo

Ford Mondeo

Chcieliśmy napisać o kombi klasy średniej i od razu przyszedł nam do głowy Volkswagen Passat Kombi, ale zwyciężyliśmy ten podszept intuicji, bo Passaty są jak Fabie, czyli są wszędzie i wszyscy je mają. Dlatego spojrzeliśmy na Forda Mondeo. Tego poprzedniego, eleganckiego, a nie tego nowego, na siłę udziwnionego. Mówimy tu o wielkim kombi dla rodziny lub przedsiębiorcy, więc naszą uwagę zwróciły wersje ani za słabe, ani za mocne, czyli takie o mocy 130 KM.

Benzynowiec o pojemności 1,8 l oferuje właśnie owe 130 KM, pozwala autu osiągnąć setkę w 10,9 s i rozpędza go do 203 km/h, oczekując w zamian średnio 7,5 l/100 km. Za taki model z 2001 roku trzeba zapłacić 11,6 zł. O 800 zł tańsze jest Mondeo z 2002 roku, wyposażone w dwulitrowego turbodiesla o takiej samej mocy. Taka wersja jest szybsza (10,1 s do setki, maks. 204 km/h) i oszczędniejsza (średnio 6 l/100 km). No to tak - wysokoprężne Mondeo TDCI jest żwawsze, szybsze, oszczędniejsze i tańsze niż benzynowe. 2:1 dla ropy, inaczej być nie może.

ZOBACZ TAKŻE:

Myślisz, że za 3 tys. zł nie kupisz samochodu? To się mylisz

Te auta omijajcie szerokim łukiem

TOP 5 | Auta dla emerytów

Mercedes klasy S Mercedes klasy S Mercedes klasy S

Mercedes klasy S

Na pewnym etapie życiowego sukcesu rozmowy o pieniądzach nie mają sensu, są wręcz nie na miejscu. To poziom Bentleya, Rolls-Royce'a i Ferrari, ale jeszcze nie Mercedesa. Klasa S to instytucja, symbol auta luksusowego, najpopularniejsza bryka wśród przywódców i generalnie najlepsze auto z wyższej półki na rynku. Na tapetę bierzemy poprzednią generację sprzed prawie 10 lat.

Odmiana S350 ma pod maską benzynowe V6 o mocy 244 KM. Osiągi? 7,6 s do setki, maksymalnie 246 km/h i średni apetyt na poziomie 11,1 l/100 km. Cena? Model z 2003 roku może być twój za 59,9 tys. zł. Model S400 CDI już na dzień dobry jest lepszy, bo 400 brzmi lepiej niż 350, a pod jego maską pracuje serce V8 (bardziej prestiżowe niż V6, hello!), ale tu nie kończy się jego przewaga. Wy-S-okoprężna limuzyna jest ciut bardziej ospała (7,8 s do setki), ale potem odzyskuje przewagę (maks. 250 km/h), w międzyczasie spalając średnio 9,6 l/100 km. Cena? 54,9 tys. zł. Podsumowując - najpierw oszczędzamy 5 tys. zł, a potem 1,5 l na każde 100 km, do tego pokazujemy, że jesteśmy samcem alfa, bo mamy więcej cylindrów ? czysta rozkosz dla naszego portfela i ego. 3:1 dla diesla, bez dwóch zdań.

ZOBACZ TAKŻE:

Myślisz, że za 3 tys. zł nie kupisz samochodu? To się mylisz

Te auta omijajcie szerokim łukiem

TOP 5 | Auta dla emerytów

BMW serii 3 coupé BMW serii 3 coupé BMW serii 3 coupé

BMW serii 3 coupé

Auta z klekotem pod maską wygrywają LeMans, więc niedługo pewnie zaczną brać udział w wyścigach F1, a potem pewnie zaczną wynosić promy kosmiczne na orbitę Saturna - tak, diesel jest u szczytu kariery, więc trafił też do aut sportowych. Na przykład do takiego BMW serii 3 coupé. Mowa o modelu, który jeszcze można kupić w salonach, ale jego kariera już dobiega końca, bo do rynkowego debiutu szykuje się następca - seria 4. No ale dobrze, wróćmy do auta.

W każdym przypadku mowa o egzemplarzach z 2007 roku. Benzynowy, oznaczony jako 320i, ma 170 KM, dobrą kondycję (8,1 s do setki, maks. 230 km/h) i stosunkowo niskie potrzeby na paliwa płynne (średnio 6,3 l/100 km). Wersja wysokoprężna, przedstawiająca się jako 320d, ma 177 KM i to te dodatkowe 7 koni dają jej minimalną przewagę w wyścigu (7,9 s do setki, maks. 232 km/h), przy okazji domagając się wyraźnie mniej cennego napoju (średnio 4,8 l/100 km). Ceny? 320d z pakietem M kosztuje 69 tys. zł, podczas gdy benzynowy, z dwukrotnie mniejszym przebiegiem, ale bez pakietu M, wyceniono na 62,5 tys. zł. Ponad 10 proc. różnicy tylko po to, by móc oszczędzić 1,5 l/100 km? Chyba nie jest to zbyt dobry interes, więc punkt dla silnika benzynowego, który bardziej pasuje do auta typu coupé.

A mówcie sobie, że nie jesteśmy otwarci na nowe rozwiązania i zacofani, ale coupé powinno mieć silnik na bezołowiową, a nie serce z traktora, koniec. Mamy więc punkt dla benzyny, czyli ostateczny wynik to 3:2 dla silników wysokoprężnych. Nie były to może igrzyska śmierci, ale rywalizacja była zacięta.

ZOBACZ TAKŻE:

Myślisz, że za 3 tys. zł nie kupisz samochodu? To się mylisz

Te auta omijajcie szerokim łukiem

TOP 5 | Auta dla emerytów

Więcej o: