Volkswagen Golf V MTM 2.0 TDI

Jak pewnie zauważyliście, nie testujemy wszystkiego, co podleci. Pierwszeństwo mają auta imponujące stylem, komfortem lub osiągami. Z Golfem jest kłopot. Jak wygląda, każdy widzi, a osiągi... cóż, 150 KM to na razie wszystko, na co można liczyć. Niewiele. Co więc mieliśmy robić? Czekać do jesieni na 200-konne GTI? O nie. Choć kosztowało nas to sporo zachodu, zdobyliśmy dla was coś ekstra - "piątkę" po profesjonalnej kuracji wzmacniającej
212km/h, 177 KM, 32.600 E

"Jedynka" była mi obojętna, to nie moje czasy. "Dwójka" też zbytnio mnie nie poruszyła. Dopiero "numer trzy" zdobył moje uznanie, a model VR6 podbił serce. "Czwórka" zagościła już w nim na stałe, a R32 do dziś nawiedza mnie we śnie. Już myślałem, że pokochałem Golfa, aż tu pojawiło się jego piąte wcielenie. Sam nie wiem, czego oczekiwałem. Skoku ciśnienia? Rewolucji? Nowatorstwa? Chyba wszystkiego po trochu. Liczyłem na to, że "piątka" znów stanie się wyznacznikiem nowej jakości w klasie kompaktowej, autem, do którego inni będą równać, które zaskoczy wielofunkcyjnością, mocą i ciekawymi rozwiązaniami. I co? Nic. Producenci żywności przy takich poprawkach piszą na opakowaniu "poprawiona receptura". Czyli to samo, tylko trochę lepiej. Taka jest właśnie "piątka". Trochę lepsza od "czwórki".

Ale "trochę lepsza" to za mało. Gdzieś prysły emocje. Nie ma nic, co by (mnie przynajmniej) wprowadziło w zachwyt, ale też nic, co by irytowało. Ot, taka niemiecka Corolla.

* * *

Nie widzieliśmy innego sposobu niż sięgnięcie po ofertę firm tuningowych. Wybór przeróbek nowego Golfa jest bardzo duży. Abt, Riger, Je Design długo by wymieniać, wszyscy chcą skorzystać na ospałości koncernu z Wolfsburga. Zdecydowaliśmy się na MTM. Dlaczego? Bo jeśli Motoren Technik Mayer przerabia samochód, to konkretnie, na całego, bez kompromisów. Przykładem może być Bimoto - dwusilnikowe Audi TT, które rozwija V-max 372 km/h. Pomyśleliśmy, że skoro z Audi dali sobie radę, to pewnie i Golf im się uda. I nie myliliśmy się.

* * *

No i jest. Stoi pod redakcją i przyciąga spojrzenia niczym biust Pameli Anderson. Czym? Nie sylwetką. Potężnymi 19-calowymi felgami, efektownie pobłyskującym polerowanym aluminium na tle czarnego lakieru karoserii. Jeszcze dziesięć lat temu nie uświadczyłbyś kompaktowego auta osadzonego na taaaakich kołach. Reszta jak w serii. Żadnych zmienionych błotników, brewek na lampach, wystających rur wydechowych czy innej demonstracji kiczu. A i tak odróżnia się od zwykłych "piątek". To się nazywa indywidualizacja z klasą.

Opony jak na tą średnicę są umiarkowanie szerokie: 235/35 19. Ciekaw jestem, jak w połączeniu z obniżonym o 35 mm zawieszeniem spiszą się na polskich drogach.

* * *

Na stacji benzynowej dwóch panów z ciekawością przygląda się czarnej testówce. - "Czwórka" czy "piątka"? - pytają. No cóż, nawet po tuningu Golf V wygląda, jakby od kilku lat jeździł po ulicach. Kiedy dowiadują się, że jednak "piątka", kiwają głowami, w końcu jeden mówi: - Ładne felgi.

Co racja, to racja. Golfem raczej nigdzie nie poszpanujesz, nie pochwalisz się sąsiadowi "Patrz, kupiłem sobie nowy samochód". Z Olą, modelką, którą widzicie na zdjęciach, pewnie budziłby dużo większe zainteresowanie. No, ale o takie ekstrasy trzeba zadbać samemu, nie ma ich na liście opcji.

* * *

A jednak ten Golf potrafi wprawić w zdziwienie tak jak niepozorna Norah Jones, której z zaciekawieniem przyjrzysz się dopiero wtedy, gdy usłyszysz jej głos. Po czarnym MTM-ie nie widać tego, co potrafi. Inni też nie widzą. Wielu może się zdziwić, startując koło w koło spod świateł. I to mimo diesla pod maską! Ale to diesel nie byle jaki. W turbosprężarce podwyższono ciśnienie ładowania (o 0,2 bara), w układzie zasilania zoptymalizowano czas i ilość wtryskiwanego paliwa, zmieniono elektronikę. W ten sposób z dwóch litrów pojemności wykrzesano dodatkowe 37 koni, powiększając ich stado do 177. Również maksymalny moment obrotowy zwiększył się z seryjnych 320 Nm do 405 Nm. Co to oznacza w praktyce? Więcej wigoru. Do tej pory jazda Golfem przypominała związek młodej dziewczyny ze starszym panem: zapewniała poczucie bezpieczeństwa, ale była mało emocjonalna. Te dodatkowe konie mechaniczne podziałały na Golfa niczym afrodyzjak. Taki właśnie powinien być Golf V TDI. Koniec z ospałością, koniec z niedoborem mocy. Wszyscy, którzy nim jeździli (a tylko Włodarski nie dał się skusić), potwierdzili: to auto potrafi wcisnąć w fotel. Sześćdziesiątka po 3,9 sekundy, setka po 8,2 sekundach. To o ponad 1,5 s lepiej niż w serii. Jeszcze bardziej imponująco wypadają pomiary elastyczności. Przyspieszenie z 60 do 100 km/h na czwartym biegu trwa tyle co jeden głębszy oddech - 5,2 sekundy! 390-konne Masetrati Spyder jest w tym tylko o sekundę lepsze.

Od 1800 obrotów zaczyna nabierać tempa niczym wystrzelony z procy. Przyrost mocy kończy się właściwie dopiero przy 4000 obr. Nieważne, na jakim biegu jedziemy, to auto przyspiesza zawsze. Oto diesel, w którym nie trzeba chować głowy w piasek ani nawet jeździć w kasku - prawda Lemski?

* * *

Modyfikacje zawieszenia i 19-calowe koła sprawiły, że Golf MTM prowadzi się dużo lepiej niż seryjną "piątką". Auto jedzie jak po sznurku, reaguje na każdy ruch kierownicy, jest zwinne niczym chiński pingpongista. Tyle że zamiast rakietki chętnie unosi tylne wewnętrzne koło. Wygląda to niepokojąco, ale jak wykazały próby na autodromie, nie odbija się na pewności prowadzenia.

Nie pamiętam, kiedy tak dobrze się bawiłem za kółkiem. Za niemałą dopłatą 3289 euro MTM modyfikuje układ hamulcowy. W zestaw wchodzą tarcze o zwiększonej średnicy, przy czym przednie są dodatkowo nawiercane i mają powiększone, lakierowane na czerwono zaciski. Całość wygląda jak w Porsche i niemal tak samo dobrze hamuje. Golf zatrzymuje się na odcinku 36 metrów - dwa metry bliżej od serii.

* * *

1:0 dla polskich dróg. Ledwie Lemski dorwał się do kierownicy, gdy na jednym z zakrętów huknęło jak z armaty. Myśleliśmy, że opona w strzępach, ale nie. Skończyło się na niewielkim wgłębieniu w feldze.

Ponieważ mimo usilnych prób nie udało mu się oderwać od nawierzchni więcej niż tylko jedno koło - dał w końcu za wygraną, a razem z nią kluczyki.

Przyjąłem je tym chętniej, że - w przeciwieństwie do różnych tuningowych wytworów - Golf MTM nie okazał się autem dla masochistów. Myślałem, że przy tak obniżonym zawieszeniu i dużych kołach będę podskakiwał w nim niczym sprężynowy ludzik. Na szczęście nie, co nie znaczy, że zawieszenie nie ma słabszych stron. Dość szybko odkryłem, że nie lubi poprzecznych uskoków i garbów, nawet tych niewielkich. Uważać trzeba też na krawężniki. Cóż, chcesz być piękny, musisz cierpieć.

* * *

Wnętrze, niestety, pozostało takie samo. Czuję się w nim jak w salonie mojej babci. Poza paroma drobiazgami nic nie zmieniło się tu od lat. Wszystko poukładane i na miejscu. Czyżby projektanci uznali je za skończenie doskonałe? Choć częściowo mają rację. Bo np. foteli wymieniać nie ma sensu. Są wygodne i trzymają na boki. Gałka zmiany biegów też ma właściwą wielkość i kształt, a system audio zapewnia przyzwoite brzmienie. Najgorsza jest konsola środkowa i kierownica - jedno nudniejsze od drugiego.

Aha, jeszcze coś. Golfa można zamówić w tzw. zestawie dla niepalących. Oznacza to, że zamiast zapalniczki montowane jest gniazdko 12V. Ciekawe, dlaczego pozbawieni zostajemy również popielniczki? Żeby nie wodzić na pokuszenie? W wersji non-smoking brak jakiegokolwiek pojemniczka na śmieci i ciekawe, co np. taki porządny Bawarczyk robi w Golfie z papierkiem i ogryzkiem, bo chyba, o mein Liebe Gott, nie wyrzuci za okno?

* * *

A teraz najbardziej czy może najmniej delikatna kwestia: dźwięk. Nie ma co ukrywać - silnik klekocze niczym tuzin bocianów. Cóż, głośne pompowtryskiwacze nigdy nie zabrzmią jak subtelna benzynówka. Nigdy? Od czasu pamiętnej, górnolotnej edycji polskiego hymnu nabrałem przekonania, że w świecie dźwięków wszystko jest możliwe.

Na szczęście niewiele z tego klekotu przedostaje się do kabiny. Tak naprawdę to, że podróżujemy dieslem, słychać tylko przy jeździe miejskiej i po porannym rozruchu, kiedy to stukot pompowtryskiwaczy jest najbardziej dotkliwy.

A jeśli kogoś nie przeraża dźwięk silnika ani nie wstydzi się stawać pod dystrybutorem z napisem ON, to taki wóz może przypaść mu do gustu.

I na upartego może na tylnej klapie nalepić znaczek GTI. Bo ten diesel "zakasuje" niejedną benzynówkę.

Plus dla MTM, że nie poszedł w ślady innych firm tuningowych i nie zrobił z Golfa Show-cara z podoklejanymi plastikowymi elementami do karoserii. Po co się afiszować. Szpan nie jest w modzie. To prawie jak z superdrogimi markowymi ciuchami, które dla niewtajemniczonych wyglądają jak ubrania z H&M.

No, proszę, czyżbym znów polubił Golfa?

32.600 euro

Tyle kosztowała nasza czarna testówka. Kompletna przeróbka Golfa 2.0 TDI w firmie MTM to wydatek rzędu 9 tys. euro. Jednak nie musimy zmieniać wszystkiego od razu, a tuning poszczególnych elementów wcale nie wychodzi tak drogo. Na pewno warto polecić przebudowę silnika, co wyniesie nas 900 euro. Zawieszenie to koszt kolejnych 850 euro. Felgi, jedna sztuka 452 euro, a cena całego kompletu "obutego" w opony Conti SportContac 2 to 3500 euro. Więcej: www.mtm-online.de i na polskiej stronie: www.mtm-tuning.pl

Więcej o: