10 grzechów polskich kierowców

Czego kierowcy nie dostrzegają u siebie, a nienawidzą u innych
W cyklu POLSKIE DROGI czytaj także:
Spowiedź kierowcy Kurskiego
Polak, honor, samochód
Nasz najdłuższy cmentarz Europy
Życie wisi na zakręcie
Mniej zabitych na polskich drogach

Dużo samochodów, mało dróg. W kraju, który niemal nie zna bezkolizyjnych skrzyżowań, gdzie na większości wylotówek stoi się w korkach, gdzie wciąż luksusem jest wysłużona "gierkówka", kierowcy muszą wchodzić sobie w drogę. Jedni zależą od drugich. Wszyscy się spieszą. Zagęszczenie i pośpiech potęguje stres. A ten wyzwala najgorsze reakcje. W domu opanowani i spokojni, za kółkiem klniemy i trąbimy. Stajemy się samolubni, nieżyczliwi, agresywni. Być może większość nacji w tych warunkach zachowywałaby się podobnie. A jednak trudno nie odnieść wrażenia, że niektóre postawy i reakcje są naszą narodową specjalnością.

 

1. Jazda "po jednym"


Powodują ponad 6 tys. wypadków i zabijają blisko 900 osób rocznie. Choć policja łapie co dwudziestego, w2006r. zatrzymała ich aż 200 tys. Pijani kierowcy - plaga polskich dróg. Z badań Instytutu Transportu Samochodowego wynika, że na jazdę "po spożyciu" decyduje się co piąty kierowca. Wierzą, że są bezkarni. Ponad 99 proc. ankietowanych nigdy nie ukarano mandatem za prowadzenie po alkoholu. 98 proc. skazanych za jazdę po pijanemu otrzymało wyrok w zawieszeniu. Tylko co setny nietrzeźwy kierowca trafia za kratki z tego tytułu. Druga przyczyna to przyzwolenie społeczne. Picie wciąż uchodzi u nas za czyn heroiczny. Wyczyny pijaków traktujemy pobłażliwie, a doniesienia o promilowych rekordzistach kwitujemy uśmiechem. Najgorzej jest na wsiach, gdzie mnogość zataczających się pieszych i jadących wężykiem rowerzystów odzwierciedla liczbę nietrzeźwych kierowców aut.

2. Egoizm

Jadę powoli lewym pasem, bo za kilka kilometrów będę skręcał w lewo. Wjeżdżam na zatłoczone skrzyżowanie, nie martwiąc się, czy zdołam opuścić je przed zmianą świateł. Wrzucam kierunkowskaz w ostatniej chwili. Szukam jedynki, gdy zapali się zielone. Skręcam powoli, zmuszając jadące za mną auta do ostrego hamowania. A robię tak, bo... wszyscy tak robią.

3. Chamstwo


Parkuję na kopertach i ścieżkach rowerowych, bo mało kto z nich korzysta. Zajmuję dwa miejsca parkingowe, bo wygodniej mi wsiadać i wysiadać. Przejeżdżam na czerwonym, bo nie mogę stracić kolejnej minuty. Udając, że chcę skręcić w lewo, wpycham się na czoło kolejki jadącej na wprost. Często śmigam pasem dla autobusów. Wymuszam pierwszeństwo, bo mam silniejsze nerwy lub mocniejsze zderzaki. Karetka? Jak pojadę za nią, szybciej pokonam korek. Kałuże? Niech piesi uważają. Piesi? Mam na nich klakson. Jestem ważny, jestem sprytny, jestem zajęty. Więc jeżdżę, jak chcę. I nikomu nic do tego.

4 .Rywalizacja

Wpuścić czy jechać? Problem z zakresu teorii gier codziennie przerabiają dziesiątki tysięcy kierowców. Kiedy sznur aut z podporządkowanej czeka na skręcie, nic nie zyskam, zatrzymując się i wpuszczając któreś -myśli większość z nas. - A więc jadę, niech inni czekają... Trochę inaczej jest na Zachodzie. - Owszem, nic nie zyskam, ale też niewiele stracę - wpuszczę. Bo kiedy to ja będę na podporządkowanej, być może ktoś dziś wpuszczony może jutro wpuści mnie? I pozwoli zaoszczędzić więcej czasu -myśli Niemiec lub Szwed i wpuszcza. Modelowe rozwiązanie, jakim jest zasada zamka błyskawicznego (wpuszczamy pojedynczo), dopiero zaczyna zdobywać u nas popularność. Większość "podporządkowanych" wciąż musi odstać swoje, nim znajdzie się ktoś, kto na chwilę zrezygnuje z pierwszeństwa. Dlaczego? Bo nie myślimy w kategoriach kooperacji. We krwi mamy rywalizację i to jej dajemy posłuch. Z okrzykiem: "Gdzie się pchasz baranie!" przyspieszamy, gdy nas wyprzedzają (choć kodeks tego zabrania), trąbimy na ruszające z przystanków autobusy, walczymy o wolne miejsce parkingowe.

5. Wyprzedzanie na trzeciego

Choć to poniekąd przejaw dwóch ostatnich punktów, ze względu na skalę zjawiska zasługuje na odrębne potraktowanie. Żadna inna osobliwość naszych dróg, z przydrożnymi krzyżami włącznie, nie robi na obcokrajowcach takiego wrażenia: dwa pędzące z przeciwka auta, w tym jedno na kursie kolizyjnym - widok w ich mniemaniu bardziej pasujący do filmów w rodzaju "Mad Maksa" niż jakiegokolwiek europejskiego kraju. A to przecież nasza codzienność. Spójrzmy na dowolną jednopasmową międzymiastówkę. I choć jadąc trasą poznańską (E30) czy gdańską (E7) łatwo się znieczulić, nie wolno zapominać, jak bardzo niebezpieczny jest to manewr. A co będzie, jeśli za autem jadącym z przeciwka, które zjedzie na bok (by ustąpić nam miejsca), sunie inne, którego kierowca na moment się zagapi? Albo wyprzedzany właśnie tir nagle zjedzie na środek, by ominąć rowerzystę? Zderzenie czołowe -zmiażdżone auta, wywrócone tiry. Najbardziej przerażające wypadki są efektem wyprzedzania na trzeciego. Duża szybkość, mało miejsca, mało czasu, krwawy finał.

6. Ignorowanie znaków


Nasz sondaż pokazał, że tylko kilka procent kierowców przestrzega literalnie wszystkich ograniczeń, zakazów i nakazów. Zaś co dziesiąty w ogóle nie czyta znaków - jedzie tak, jakby ich nie było. Większość stosuje się do niektórych. To relatywiści. Ponieważ - przykładowo - nie przekraczają podwójnej ciągłej i nie parkują na kopertach, uważają się za praworządnych. A że zdarza się im zawrócić na zakazie czy cofnąć na jednokierunkowej? Nie uznają tego za wykroczenie. Dlaczego lekceważymy znaki? Owszem, także z poczucia bezkarności. Ale głównie dlatego, że jest ich za dużo, są zbyt restrykcyjne, a często oderwane od życia. Wiele niepotrzebnych, wiele bezsensownych, wiele nieaktualnych. Trudno znaleźć kraj z taką mnogością nakazów i zakazów. I z taką ich przewagą nad drogowskazami, których dla odmiany jest za mało. Pamiątki po zwężeniach, remontach i objazdach wciąż coś nakazują bądź czegoś zakazują. Ci, którzy tak ochoczo je stawiają, nie kwapią się do ich usuwania. Stąd absurdy w rodzaju ograniczenia do pięćdziesiątki na trzypasmówkach. Stąd przejścia dla pieszych w szczerym polu czy zakazy wyprzedzania na długich prostych. Kilka razy w miesiącu mijam znak "Stop" dający pierwszeństwo kolejce wąskotorowej Grójec-Mogielnica, która nie kursuje od 15 lat. Niby drobiazg, a jednocześnie komunikat: nie warto traktować znaków jako wyroczni. A potem mamy tragedie na przejazdach kolejowych identycznie oznakowanych, a jednak czynnych. Albo na drodze szybkiego ruchu, gdzie "znienacka" kończy się pas. Lub skrzyżowaniach, gdzie z prawej nagle wyjeżdża ciężarówka.

7. Młodzieńcza brawura

Skłonność do ryzyka i brak wyobraźni - najbardziej spektakularne skutki takiego koktajlu widać u młodych kierowców. Wracające nad ranem samochody pełne nastolatków uderzają o drzewa, koziołkują, płoną. Dyskotekowe wypadki - kolejna polska specjalność. Wspólny mianownik: młody kierowca, młodzi pasażerowie, duża szybkość, tragiczne skutki. Jak wykazały badania, najmłodsi kierowcy podlegają wyraźnej psychologicznej prawidłowości: im więcej rówieśników wiozą, tym bardziej się popisują. Do tego dochodzi fizyka: maksymalnie obciążone auta (bywa, że podróżuje nimi po sześć-siedem osób) zachowują się inaczej niż puste -dużo łatwiej wpadają w poślizg (zwłaszcza że zwykle liczą sobie tyle lat co ich właściciele, a więc nie mają systemów kontroli trakcji, sprawnych amortyzatorów czy nawet porządnych opon). Skłonność do ryzyka rodzi szybkość, a ta bezwładność. Jedno potęguje drugie. Kółko się zamyka.

8. Wtórny analfabetyzm


O ile skłonność do brawury jest cechą młodości, o tyle roztargnienie, niezdecydowanie i problemy z oceną sytuacji trapią zwykle starszych kierowców. To właśnie statecznym paniom i panom najczęściej zdarza się nie włączyć świateł, jechać pod prąd czy skręcić wprost pod wyprzedzający ich pojazd. Nie mają dobrego refleksu i orientacji. Nie mają właściwych nawyków ani świadomości własnych braków. Przestali rozróżniać niektóre znaki. Jeżdżą na pamięć utartymi szlakami. Jeżdżą wolno, więc w swym mniemaniu bezpiecznie. Ich samoocenę podnosi "staż za kółkiem" liczony dekadami od momentu wydania prawa jazdy. Tyle że w ciągu tych 50 lat nikt nie sprawdzał ich umiejętności. Czasami jednak weryfikuje je życie. Gdy zapadnie noc, spadnie śnieg lub trzeba pojechać gdzieś dalej. Potrącają przechodniów, rozjeżdżają rowerzystów, zawracają w najbardziej nieprawdopodobnych miejscach. Jako motocyklista sam padłem ofiarą kierowcy, który po zmroku (jadąc na pozycyjnych) nagle zatrzymał się na najszybszym pasie z zamiarem skrętu w lewo. Powód? Odkrył, że pomylił drogę.



9. Nadmierna aktywność

Rodzaj nadpobudliwości psychoruchowej (ADHD), tyle że obserwowanej u kierowców. Jednym z głównych jej objawów jest zanik umiejętności jazdy na wprost i ze stałą szybkością. Cierpiący na tę przypadłość ciągle kluczą, przyspieszają i hamują. Kombinują i ryzykują. Nieznane za Odrą skakanie z pasa na pas (by na czwartym skrzyżowaniu być o trzy pozycje dalej), to ich znak rozpoznawczy. Siedzą na zderzaku, trąbią, gestykulują. Są nadaktywni i nieprzewidywalni. A przez to niebezpieczni. Dlaczego? Bo zaskakują innych. A to właśnie zaskoczenie jest przyczyną większości kolizji: ktoś nie sądził, że ktoś inny zachowa się tak, a nie inaczej. Pomijając sytuacje podbramkowe -mniej manewrów to mniej kłopotów. Kogo to nie przekonuje, niech pomyśli o innych korzyściach - jadąc płynnie, oszczędza i auto, i paliwo.

10.Jazda do upadłego

Im dłużej kierujemy, tym trudniej się nam zatrzymać. Tym bardziej żałujemy czasu na przerwę. Wpadamy w swoisty stupor, z którego trudno nam się wyrwać. Uczucie otępienia pojawiające się po około 250-300 km osłabia refleks i utrudnia ocenę sytuacji. Prowadzimy niczym robot, w którym słabną baterie. Z jednej strony winny jest nadmiar wrażeń, których nie szczędzą zatłoczone polskie drogi. Z drugiej - ciężarówki, tiry i autobusy. Bywa że bardzo trudno je wyprzedzić. A kiedy w końcu się uda, nie chcemy, by dopadły nas znowu. Więc jedziemy. Za wszelką cenę. I często na własną zgubę.

 

Artur Włodarski

Więcej o: