Sensacja: KTM nie pojedzie w Dakarze

Szefostwo austriackiej marki wydało oświadczenie, w którym informuje o wycofaniu się z Dakaru 2010. To efekt decyzji organizatora, który w dziwny sposób chce wyrównać szansę startujących motocyklistów

A.S.O. (Amaury Sport Organisation), francuska firma odpowiedzialna za organizację Dakaru 2010 ogłosiła, że do udziału w rywalizacji motocykli zostaną dopuszczone jedynie maszyny, których pojemność skokowa nie przekracza 450 cm3. Z jednej strony jest to więc ukłon w stronę japońskich producentów, jak Honda czy Yamaha, które w zeszłym roku wystawiły tylko takie motocykle, z drugiej strony poważny cios zadany KTM-owi.

Przez ostatnie osiem lat, to kierowcy startujący właśnie na austriackich motocyklach zwyciężali Dakar. Specjalnie na potrzeby tego rajdu, KTM jako jedyny producent zbudował motocykl ze zbiornikami na paliwo o pojemności 35 l. Kierowcy innych motocykli muszą dokupować specjalne zbiorniki.

Dotychczasowa maksymalna dopuszczalna pojemność skokowa wynosiła 700 cm3 - dzięki wysokiej wytrzymałości silników motocykle były w stanie przejechać rajd na dwóch jednostkach - na tyle pozwalał regulamin. W Dakarze 2009 3. miejsce zajął Francuz Fratigne na Yamasze 450, ale krążą pogłoski, że silnik zmieniał co najmniej cztery razy. Niekoniecznie nielegalnie, bo przepisy zezwalają na kapitalny remont silnika nawet codziennie, ale to wymaga zaprzęgnięcia do pracy podwójnej liczby mechaników. A to z kolei podnosi koszty, a przecież głównym powodem wprowadzenia mniejszych motocykli jest niższa cena, umożliwiająca start większej liczbie amatorów.

Rozmawialiśmy z Kubą Przygońskim o całej sytuacji i o planach Orlen Teamu. Nasz reprezentant zwrócił uwagę, żeby nie przesądzać jeszcze wszystkiego, a oświadczenie KTM-a traktować bardziej jako element walki o swoje. Żadna inna marka nie poświęciła się tak Dakarowi, jak Austriacy. Decyzję organizatora można nazwać wręcz brakiem lojalności wobec partnera. Poza tym pojawiają się pogłoski, że większe motocykle zostaną dopuszczone do startu, ale by wyrównać szansę i umożliwić mniejszym wygraną, zostaną "zdławione". Chodzi konkretnie o umieszczenie zwężki w układzie dolotowym - na tej samej zasadzie jak w samochodach rajdowych grupy N.

Przygoński przewiduje także, że zmienią się reguły dotyczące zmiany silników i na rajd będzie można zabrać trzy, a nie jak do tej pory dwie jednostki. Powodem tej zmiany jest mniejsza wytrzymałość 450-tek. Tu widoczna jest kolejna przewaga KTM-a - w przypadku każdego innego producenta nie można kupić samego silnika - trzeba kupić cały nowy motocykl, co znowu podnosi koszty. Walka o zwycięstwo pozostanie więc wciąż w zasięgu nielicznych zawodników, którzy będą w stanie zgromadzić wystarczający budżet.

Jeśli nic się nie zmieni i duże KTM-y nie zostaną dopuszczone do startu, Orlen Team przesiądzie się na mniejsze motocykle. Do wyboru są w Polsce są właściwie tylko dwie marki: Honda lub Yamaha. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że całe dotychczasowe przygotowania były ustawione pod większy i mocniejszy motocykl. Nie chodzi nawet o technikę jazdy, bo Kuba Przygoński trenuje właśnie na motocyklu 450, ale o nauczenie się obsługi motocykla na rajdzie. Mechanicy Orlen Teamu znają każdą śrubkę w KTM-ach i dokładnie wiedzą jaką część należy kiedy wymienić. Taka wiedza to nie wynik treningów, ale kilku lat startów w Dakarze.

Na ostateczne decyzje należy poczekać według Przygońskiego około dwóch tygodni. Być może strony dojdą do porozumienia i w 2010 roku zobaczymy na trasach KTM-y. Możliwe też, że dzięki temu, że wymogi zostaną przesunięte na 2011 rok, austriacki producent będzie w stanie zaprojektować nowe mniejsze motocykle. Miejmy nadzieję, że A.S.O. zrewiduje swoją decyzję.

Jan Kopacz

Świetlana przyszłość KTM-a - ZOBACZ TUTAJ

Motocykl kontra samochód - crash test - WIDEO

Motocykle: KTM - ogłoszenia