A to Ci dopiero patent!

Producenci samochodów próbują uszczęśliwić kierowców coraz to nowszymi, bardziej przemyślanymi i wygodniejszymi rozwiązaniami. Część z nich bywa wprost genialna w swej prostocie, o innych wolelibyśmy zapomnieć

Wyobraźmy sobie taką sytuację. Jest mroźny, zimowy poranek. Podchodzimy do samochodu, który jest kompletnie przykryty padającym przez całą noc śniegiem. Po odnalezieniu drzwi kierowcy, wyjmujemy ze schowka skrobaczkę i przystępujemy do obchodu w celu "odkopania" auta. Oczywiście można to potraktować jako poranną, rozgrzewającą gimnastykę, ale nie oszukujmy się - mało kto odnajdzie radość ze zdrapywania grubej warstwy lodu.

Z myślą o takich sytuacjach producenci wymyślili podgrzewaną przednią szybę. Wystarczy odpalić silnik zabrać się za zmiatanie śniegu z dachu i bocznych okien, a kiedy wsiądziemy do auta pozostanie nam tylko uruchomić na sekundę wycieraczki i w drogę!

Pozostając w zimowych plenerach, można przy okazji wspomnieć o innym, dla wielu zbawiennym rozwiązaniu. Jazda w nierozgrzanym jeszcze samochodzie, w czapce i grubych rękawiczkach to żadna przyjemność. Pierwsze chwile w zmrożonym aucie z pewnością umilą podgrzewane fotele.



Fajnie jeśli zostały dodatkowo wyposażone w pamięć ustawień. Większość z nas dochodzi do optymalnego położenia fotela kierowcy przez kilka dni. Wystarczy dać się przejechać komuś innemu i zabawa zaczyna się od początku. A wszyscy wiemy przecież jak ważna jest wygodna i nie męcząca pozycja "za kółkiem". Skoro już o tym mowa, to chociaż może być trudno w to uwierzyć, wciąż nie we wszystkich autach znajdziemy dwuosiową regulację położenia kierownicy.

Zmieńmy porę roku. Każdy kto w czasie gorącego "lata w mieście" utknął w korku wie, jak wspaniałym rozwiązaniem jest klimatyzacja. Jednak bywa i tak, że z nawiewów wieje niczym znad Antarktydy, nos powoli marznie, a plecy i tak przylepiają się do fotela. Chyba, że i on jest klimatyzowany. Wtedy, to już zupełnie inna bajka i żaden żar z nieba nam nie straszny. Chłodzone mogą być również schowki, dzięki czemu nasz ulubiony napój, nawet w czasie największych upałów będzie wciąż tak samo orzeźwiający.

W starszych modelach Mazdy można było również znaleźć rewelacyjne rozwiązanie, uprzyjemniające jazdę w cieplejsze dni. Chodzi o funkcję Swing, odpowiadającą za wahadłowe obracanie łopatek lewo-prawo w centralnych nawiewach. W Mazdach można też spotkać inny - o ile mi wiadomo - niespotykany u innych producentów patent. Podróżujący z tyłu pasażerowie Mazdy 626 kombi ostatniej generacji, mają do dyspozycji rozkładane podłokietniki... po zewnętrznych stronach kanapy.

Nie wszyscy się ze mną zgodzą w następnej kwestii, ale uważam, że do ciekawych rozwiązań można także zaliczyć czujniki oraz kamery cofania. Oczywiście każdy szanujący się kierowca powinien radzić sobie z miejskimi manewrami, ale w niczym nie przeszkadza przecież skorzystanie z dodatkowej pomocy. Szczególnie, że polskie miasta bywają "ozdobione" mnóstwem przeróżnych kamiennych klombów i metalowych słupków, przypominających gdzie kończą się nasze "prawa" parkingowe. Niejeden kierowca miał okazję przekonać się, jak bywają one skuteczne. Poza tym, nie każdy musi być przecież "mistrzem koperty".



Chociaż nie stworzone z myślą o parkowaniu, manewrowanie mogły w pewnym sensie ułatwiać systemy zawieszenia z obiema skrętnymi osiami. Można je było znaleźć chociażby w starszych Toyotach, Mazdach czy Hondach. Z jakichś względów jednak rozwiązanie to straciło przychylność producentów.

Szkoda też, że powszechne nie stało się stosowanie aluminiowego nadwozia. Przy polskich, mocno zasolonych zimą drogach, wystarczy najmniejsze ognisko korozji, by na wiosnę auto było do połowy zjedzone przez rdzę. Szczęśliwi posiadacze aluminiowych Audi, Land Roverów czy kultowego DeLoreana nie znają tego problemu.



Skoro już wykonaliśmy mały skok w czasie, można wspomnieć o pewnym prostym, acz przydatnym rozwiązaniu. Bardzo ciężko znaleźć jest właściciela Mercedesa W124 kombi trzaskającego klapą bagażnika. Dlaczego? Otóż producent już dawno temu postanowił zastosować mały silniczek, który delikatnie, automatycznie domknie klapę. Wystarczy ją tylko odpowiednio nisko opuścić.

Inną firmą znaną z wymyślania nowinek technicznych jest francuski Citroen. Od razu powiem, że nie wszystkie z nich jestem gotów docenić, ale miałem niedawno okazję spotkać się z naprawdę fajnym rozwiązaniem. Otóż w centralnym schowku na desce rozdzielczej C3 Picasso znajduje się ukryty dozownik zapachu. Nie każdy lubi obwieszać wyloty powietrza wynalazkami, które znaleźć można na stacjach benzynowych. Tym bardziej, że dziwnym trafem ich kształt oraz sposób mocowania pojemników zmienia się dość często, "zachęcając" nas do ponownego zakupu całego zestawu. W Citroenie można o tym zapomnieć. Wystarczy raz na jakiś czas zmienić wkład w schowku.

Są też jednak rozwiązania - będące niemal znakiem rozpoznawczym francuskiej marki - do których nie potrafię się przekonać. Pierwsze to oczywiście centralnie umieszczone zegary. Nawet tysiące badań mówiących, że jest to bardziej naturalny i wygodniejszy dla kierowcy sposób wyświetlania niezbędnych informacji nie przekona mnie do tego patentu. Podobnie jak do kierownicy, której środkowa część jest nieruchoma. Może to i ciekawe, ale przy każdej okazji obcowania z Citroenem zadaję sobie pytanie: po co?

Rozwiązaniem, przy którego poprawianiu producenci aut wykazali się chyba największą inwencją jest umiejscowienie oraz sposób zaciągania hamulca ręcznego. Przykładem może być chociażby Peugeot 807, w którym konstruktorzy umieścili dźwignię pomiędzy fotelem kierowcy a drzwiami. Czyżby wzorowali się na samochodach Porsche oraz Lotusach? W niektórych autach hamulec ręczny jest tak naprawdę... nożny. Wiedzą o tym dobrze m.in. właściciele Mercedesów czy niektórych aut o amerykańskim rodowodzie.



Technika idzie do przodu, coraz popularniejsze stają się między innymi ekrany dotykowe. I bardzo dobrze, ale czy naprawdę trzeba zagłębiać się w gąszcz wirtualnego menu, aby zmienić nastawienia nawiewu czy temperatury? Pomijając fakt, że przy użyciu staroświeckiego pokrętła zrobimy to znacznie szybciej, to odrywanie uwagi kierowcy od drogi z tak błahego powodu wydaje się raczej mało rozsądne.

Może jednak niepotrzebnie się czepiam. Do wszystkiego można się przecież przyzwyczaić, prawda? Tak, ale czasem jest naprawdę trudno. Automatyczne wycieraczki z czujnikiem deszczu to bardzo zmyślne rozwiązanie, ale czasem potrafi przyprawić o zawał. To prawda, że system często zwyczajnie zdąży zareagować zanim zrobi to kierowca. Innym razem jednak, przed oczami kierowcy potrafi się rozegrać istna masakra z powodu dwóch niegroźnych kropli. Ja dziękuję. Chyba jednak wolę sam ustawiać prędkość oraz moment, w którym wycieraczki się włączają. Do pełni szczęścia wystarczy mi zwykły przełącznik z potencjometrem, dzięki któremu w razie potrzeby wybiorę prędkość ich działania.

A skoro już mowa o deszczu, w Skodzie Superb znaleźć można pewien patent, który wcześniej pojawił się chyba tylko w Rolls-Roysie. W tylnych drzwiach znajduje się specjalny, bardzo poręczny schowek na parasolkę

To zaledwie kilka rozwiązań, które przyszły mi do głowy. Ich ocena jest oczywiście mocno subiektywna i doskonale zdaję sobie sprawę, że możecie mieć zupełnie inny stosunek do niektórych opisanych tu patentów. Zapewne też znacie inne, ciekawsze (mniej lub bardziej pomocne), o których nie było tu mowy.

Napiszcie jakie rozwiązania najbardziej Was wkurzają, a które uważacie za wyjątkowo udane. Jakie są najfajniejsze i najgłupsze patenty? Zapraszamy do komentowania i zamieszczania propozycji.

Bartosz Sińczuk

Zapłon rodem z Gwiezdnych Wojen - ZOBACZ TUTAJ

Ekran TV w... lusterku - WIDEO

Samochodem po Europie - Poradnik  - ZOBACZ TUTAJ

Samochody: Mazda 626 - ogłoszenia

Więcej o: