Miałem jedno marzenie - być w "Top Gear" jak najdłużej

Stig, nadworny kierowca programu "Top Gear" zdradza nam dlaczego odszedł z programu, jak udawało mu się utrzymać tajemnicę swojej tożsamości, co łączy go z armią brytyjską i dlaczego nigdy nie wystartował w F1

Juliusz Szalek: Twoją książkę "Człowiek w białym kombinezonie" czytam z wielką przyjemnością. Można ją pochłonąć w jeden wieczór, ale warto sobie dozować tę frajdę. Kiedy zrodził się pomysł na książkę i skoro się ujawniłeś to czy Twoja przygoda z "Top Gear" już się skończyła?

Ben Collins: Kiedy zacząłem współpracę z "Top Gear" nie wiedziałem dokąd mnie ona zaprowadzi. To naprawdę wielka przygoda i przez cały czas współpracy z programem miałem tylko jedno wielkie życzenie - żeby moja postać została anonimowa jak najdłużej. To gwarantowało mi pracę.

Poprzedni Stig, ten w czarnym kombinezonie, wytrzymał tylko osiem miesięcy. Wszyscy dowiedzieli się kim jest i producenci musieli się z nim rozstać. Wiecie jak to się skończyło. W jednym z odcinków programu został wystrzelony z katapulty na lotniskowcu (przyp. red.). Ja miałem ambicje zostać dłużej.


Jaki jest Twoim zdaniem najlepszy supersamochód?
"Obecnie to Ferrari 458. Silnik centralnie umieszczony i świetne rozłożenie mas to jest to. Auto podczas jazdy daje kierowcy świetny feedback. Żadne inne auto nie wpiera cię tak mocno. Jedynie nowy McLaren jest podobny. Ta sama idea samochodu. Totalna kontrola mocy no i świetna stylistyka".

Obecność przy tworzeniu programu to była naprawdę wielka frajda. Wszyscy chcą poznać twoją tożsamość. Trochę tak jak w służbach specjalnych, obcy wywiad chce cię ustrzelić. Podobnie ludzie no i media, też polują na twoje zdjęcie. Ale przyznaje, zabawa z mediami była fantastyczna. Pamiętajmy jednak, że pod tym wszystkim kryje się normalne życie i ja. Miałem świadomość, że jeśli jednego dnia moja tożsamość w jakikolwiek sposób wyjdzie na jaw następnego stracę tę robotę. Natychmiast.

JS: Ale udało się utrzymać to w tajemnicy, choć nie było łatwo. Przez długie osiem lat.

BC: Spory kawał czasu. A jak pytasz skąd pomysł na książkę, to zawsze chciałem ją napisać. Poczuć się jak dziennikarz, zrobić coś więcej niż tylko jeżdżenie samochodem bez tożsamości. Spojrzeć wstecz, przypomnieć sobie na spokojnie wszystkie te zabawne i nie tylko chwile w "Top Gear" i podzielić się nimi z ludźmi.

JS: Teraz jak już wszyscy wiedzą kim jest Stig to przygoda z programem się skończyła? Tajemniczości nie ma.


BC: Cóż, wszystko się kiedyś kończy. Ja jestem Stigiem nr 2. Mam nadzieję, że w ten sam sposób pojawi się nr 3, pewnie w kombinezonie innego koloru. I niestety będzie lepszy, przynajmniej tak to sobie wyobrażam.

Wbrew pozorom moja praca była bardzo niepewna, a przecież wszyscy jesteśmy ludźmi, wszyscy musimy płacić rachunki. Zdawałem sobie sprawę, że miałem krótkoterminowy kontrakt, który i tak trwał bardzo długo. Od pewnego czasu zacząłem pracować nad tym, żeby odejście Stiga było niepowtarzalne, żeby zrobić to w jak najlepszy i w jak najbardziej efektowny sposób. Myślę, że BBC zaprzepaściło szansę zrobienia czegoś kreatywnego, naprawdę odlotowego. Zrobili to na swój sposób i wyszło jak jest. To wielka szkoda. Mogli to zrobić naprawdę z jajem i nadać tej postaci więcej życia, choć trochę tożsamości.

JS: Niedawno pojawiła się nowa seria programu. Tam Stig nadal jest biały. Ludzie myślą, że to ta sama postać.

BC: W programie cały czas mają Stiga w białym kombinezonie. Ale kto wie, kto nim jest (śmiech).

JS: Jak przez osiem lat można żyć w ukryciu, nie ujawniać się. Przecież masz znajomych, rodzinę, prowadzisz normalne życie.

BC: To niemożliwe (śmiech). Pierwszy błąd który popełniliśmy to wyciek wideo ze mną w roli głównej. BBC nagrało na początku krótki backstage, na którym ubrany w biały kask rozmawiam z kimś z ekipy. Wiesz jaki jest internet, zawsze pojawiają się jakieś przecieki, komentarze i uwagi.

Wideo pojawiło się w internecie dwa, trzy lata później. Nikt nie rozpoznał mojej twarzy, ale niektórzy poznali mój głos. Instynktownie poznali mnie moi znajomi. Powstała niezręczna sytuacja. Ja wiem, że oni wiedzą, oni wiedzą, że ja wiem ale wszyscy trzymamy gębę na kłódkę. Było nerwowo, ale sprawę jakoś udało się wyciszyć.

Po tej przygodzie zaczęliśmy jeszcze bardziej dbać, by w tajemnicy zachować moją tożsamość. Nosiłem balaklawe w pracy, nikomu nic nie opowiadałem, nawet ekipa nie wiedziała kim jestem. Zaledwie kilka osób.


Dziennikarze i internauci kombinowali na różne sposoby, by poznać tożsamość Stiga. Zobacz jak się im (nie)udawało.

JS: Ale Mark Webber rozpoznał Cię.

BC: Tak, Webber i znajomi z wyścigów zaczęli bardzo szybko kojarzyć kim jestem. Teraz wiem, że otaczali mnie naprawdę świetni ludzi, którzy nic nikomu nie mówili. Na końcu wiele gazet też wiedziało kim jest Stig. Wiedzieli ale nic z tym nie robili. Mogłem spokojnie pracować.

Kolejny problem pojawił się, gdy BBC wydrukowało moje zdjęcie na pierwszej stronie jednego ze swoich czasopism. Tabloidy to zobaczyły i pomyślały, że skoro BBC może się dobrze bawić, to teraz ich kolej. Lawina ruszyła. Wszystkie media puściły zdjęcia. Wiesz jak jest, jeśli żyjesz z mediami, to zginiesz przez media.

JS: No właśnie, media. Jak się czułeś, gdy media spekulowały, że Stigiem może być Michael Schumacher?

BC: Oczywiście, że Schumacher nie mógł być Stigiem. Nie był wystarczająco szybki (śmiech). Spekulacje mediów i to jak ludzie podchwycili temat było bardzo zabawne. Prawdopodobnie całe zamieszanie z tym związane pozwoliło mi przedłużyć kontrakt na kolejne dwa lata.

Spotkanie z Schumacherem było świetną przygodą, wspaniale było go spotkać. To były naprawdę fajne dni, trochę dziwne, ale chyba wtedy zaczął się czas, w którym miałem powoli opuścić program.

JS: Mówisz, że Schumacher jest fajnym gościem, ale jak to jest zwracać uwagę wielkim mistrzom? W swojej książce piszesz wielokrotnie, że podczas przejazdów autem za rozsądną cenę wielokrotnie udzielałeś wskazówek najlepszym kierowcom. W tym samemu Nigelowi Mansellowi.

BC:
Uwierz, to fantastyczne uczycie. Ci goście mają super talent. Zobaczyć ich z bliska w akcji to wspaniałe doświadczenie. Nasz tor znałem doskonale, samochód także więc mogłem przekazać im wiele cennych wskazówek. Jedziesz na prawym fotelu i widzisz jak kierowcy ciężko pracują, by uzyskać ostatecznie jak najlepszy wynik. Chociaż nie wszyscy jak Mansell czy Hamilton. Ci dwaj no i Mark Webber to wyjątki. Oni dawali z siebie naprawdę wszystko.

JS: Zostawmy "Top Gear". Twoje życie, jak można przeczytać w książce, obracało się nie tylko wokół telewizji i wyścigów. Skąd pomysł na wojsko?

BC: Zawsze chciałem być pilotem wojskowym i zawsze interesowało mnie wojsko. Żołnierze robią dużo dobrej roboty na całym świecie i to zawsze wzbudzało moje zainteresowanie. Miałem dużo przyjaciół w wojsku i kiedy moja wyścigowa kariera zbliżała się do końca zacząłem się zastanawiać, co ja tak naprawdę mogę w życiu robić. Jeśli nie będę się ścigał to co?

W pewnym momencie życia stało się oczywiste, że dołączę do armii, by robić wszystkie te dobre rzeczy. To był naturalny wybór, by kontynuować życie pełne przygód w zespole zaufanych ludzi, na których możesz liczyć.

JS: Teraz cały czas kontynuujesz karierę w wojsku?

BC: Pomagam niepełnosprawnym żołnierzom, z amputowanymi kończynami, którzy chcą się ścigać. Oni są niewiarygodnie odważnie i są olbrzymią inspiracją dla mnie. Po moim odejściu przyjaciele z "Top Gear" zadzwonił nawet do mnie chcąc zrobić z takimi ludźmi materiał. Szkoliłem ich i niebawem wystartują w prawdziwym wyścigu. To będzie w nowej serii programu.


Pomysłów na uśmiercenie czarnego Stiga BBC miało wiele. W przypadku białego praktycznie nic się nie wydarzyło. Zdaniem Bena to stracona szansa na dobrą zabawę.

JS: Piszesz w książce, że najlepsi kierowcy mają sporo talentu. Czego Tobie zabrakło: talentu czy pieniędzy? Twoja historia to nie opowieść o wspaniałym chłopaku, który tylko wygrywa i pnie się na szczyty. Wiele razy pojawiają się przeszkody i kariera kierowcy chyba nie wyglądała tak jak to sobie wymarzyłeś. W książce piszesz, że zabrakło w pewnym momencie 1,5 mln funtów na testy w F1.

BC:
Trudno powiedzieć. Pieniądze odgrywają w tym sporcie ogromną rolę. Dla wielu wspaniałych kierowców to wielki problem. W wojsku jest inaczej. Jesteś ty i twoje buty. Od ciebie zależy jak daleko zajdziesz. To gigantyczna mentalna różnica.

JS: "Człowiek w białym kombinezonie" oprócz barwnych opisów przygód w programie to opowieść o wzlotach i upadkach. Za każdym razem gdy udawało ci się odnieś jakiś sukces, po chwili przychodziła porażka. Zawsze coś nawalało. Może to poradnik jakich błędów unikać? Czy to dobre odczucie?

BC: To ciekawe spostrzeżenie. Nie takie były jednak moje intencje. Chciałem, żeby książka była jak najbardziej pozytywna. Kocham moje życie, ale nie można mieć wszystkiego. Chciałem jeździć w F1 ale się nie udało. To spowodowało, że musiałem rozglądać się za czymś innym. Odkryłem świat filmu. To świetna odskocznia, szczególnie gdy leżysz połamany po wypadku w wyścigu.

Kiedy zakończyły się wyścigi poszedłem do wojska, gdzie nauczyłem się, że nigdy nie można się poddawać. Trzeba zawsze podnosić swoje aspiracje. Wyżej niż się tego spodziewasz.

JS: Próbujesz jeszcze dostać się do jakiegoś teamu?

BC:
Jechałem w tegorocznym Le Mans, czyli cały czas się ścigam co mnie bardzo cieszy. Ale także działam w filmie. Staram się utrzymywać moją pasję do ścigania się.

JS: Co myślisz o powrotach do sportów motorowych po dłuższych przerwach? To w ogóle możliwe?

BC: Historia Niki Laudy jest inspirująca. Powrót po takim wypadku to niespotykana odwaga. Pamiętaj, że wrócił w tym samym sezonie. W dzisiejszych czasach poziom zawodników i zmiany w sprzęcie są tak wyśrubowane, że jeśli nie jesteś cały czas na najwyższych obrotach to inni cię wyprzedzają. Ale dla zawodników życie bez rywalizacji staje się puste. Dlatego zawsze w głowie masz chęć powrotu. Zawodnicy nie mogą iść pograć w golfa. Jeśli nie ma ścigania, życie jest nudne.


Collins nadal startuje w wyścigach, bierze udział w nagraniach reklam i filmów. Czy wiedzieliście, że w ostatniej kampanii Volvo S60, za kierownicą siedzi były Stig? Zobaczcie sami.

JS: W takim razie czy Robert Kubica ma szansę dogonić czołówkę w F1?

BC: Nie znam Roberta osobiście. Po tym co go spotkało życzę mu szybkiego powrotu do formy. Jest jednym z najlepszych i w dobrym samochodzie może odnosić naprawdę wielkie sukcesy.

JS: Jak ważna jest sprawność ręki w F1? Musi być stuprocentowa?

BC: To nie jest aż tak ważne. Kiedy chciałem na poważnie zostać pilotem okazało się, że mam problemy z jednym okiem. Nie przeszedłem badań i moja kariera się skończyła. Ale człowiek jest w stanie szybko się adaptować do nowych warunków. Póki możesz szybko zmieniać biegi, stuprocentowa sprawność nie jest ci potrzebna. Ważne, że jesteś wystarczająco szybki. Życzę mu szybkiego powrotu do formy.

Widziałem ludzi ścigających się z połamanymi kośćmi i dawali radę. Motywacja jest w takich chwilach niewyobrażalnie duża. Jeśli tylko zdecyduje że da radę, to powinien wrócić na tor.

JS: Wracamy do "Top Gear". Stig pojawia się w programie dosłownie na kilka chwil, ale nauka gwiazd i celebrytów trwa wiele godzin. BBC wykorzysta ten materiał przy innej okazji?

BC: Z założenia program nie ma pokazywać zaplecza czyli nauki, ale sam wyścig i wynik. Poza tym nie wszystko da się pokazać (śmiech). Podczas nauki jest śmiech, są łzy i krzyk. Dla większości zaproszonych gości to świetna zabawa. Jak patrzę wstecz to naprawdę były miłe chwile. Byłem szczęściarzem i cieszyłem się każdym dniem, bo następny mógł być moim ostatnim w "Top Gear".

JS: A który z samochodów za rozsądną cenę był najgorszy?

BC: Kia Cee'd, była naprawdę gówniana.

JS: Nie Suzuki?

BC:
Suzuki miało charakter. Tak jak wasza Syrena (śmiech). Jest przewidywalne, ABS nie łamał nóg przy hamowaniu.


Kim jest Ben Collins?
Ścigał się niemal wszędzie - w Formule 3, Le Mans, GT, serii Nascar a nawet w filmie "Quantum of Solace" jako dubler Daniela Craiga.

JS: Aby stać się Stigiem musiałeś przejechać tor Fordem Focusem. W Polsce to popularny hatchback ceniony przede wszystkim za zawieszenie. Ty skrytykowałeś to auto.

BC:
Skrytykowałem? Nie miałem takiego zamiaru. Każdy drogowy samochód na torze okazuje się okropny. Także Focus.

JS: W jednym z odcinków zamiast gwiazdy za kierownicę auta za rozsądną cenę wsiada Stig. Miałeś ciśnienie, żeby pobić czas Stiga nr 1?

BC: Każdy kierowca wyścigowy ma ten sam problem, więc tak - ciśnienie było olbrzymie. To był mój obowiązek pokonać Stiga 1. Przecież to postać nie do pokonania. Presja była olbrzymia. Nie wiem, co by się stało gdybym nie pobił jego czasu. To było straszne.

JS: Co najlepiej wspominasz z czasu pracy przy "Top Gear"?

BC: Materiał, w którym uczyłem jazdy ślepego kierowcę. W pewnym momencie nie wierzyłem, że damy radę. Ostatecznie nauczyłem go jeździć i zrobił naprawdę świetny wynik. To wielka satysfakcja.

JS: Najgorsze wspomnienie?

BC: Rozbity Koenigsegg... (Tego nie zdradzamy, odsyłamy do książki).

JS: A czy wizerunek Stiga tworzyłeś sam, czy to było narzucone?

BC: To był pomysł BBC. Ciuchy jakie mi dali były jednak tragiczne. Wybłagałem, żeby je zmienić. Co wybrałem możecie oglądać na ekranie.

JS: W telewizji mogliśmy zauważyć, że Twoje kontakty z prezenterami nie zawsze były przyjemne.

BC: Większość czasu spędzałem z ekipą filmową. Ja robiłem swoje, oni swoje. Gdy ja trenowałem gwiazdy, prezenterów albo nie było na planie, albo robili coś zupełnie innego. Można powiedzieć, że najczęściej pracowaliśmy w tym samym miejscu, ale nad czymś innym.

JS: Myślałeś o napisaniu książki poradnikowej - jak jeździć samochodem? W Twojej pierwszej, "Człowiek w białym kombinezonie", można znaleźć wiele ciekawych wskazówek.

Ben Collins: W tej książce opisanych jest wiele wypadków i można z nich wyciągać wnioski. Ale poważnie. Właśnie pisze taką książkę. Dla młodych ludzi wiele spraw związanych z prowadzeniem auta jest niejasnych, nowych. Ja zbierałem doświadczenie na zwykłych drogach i na torach wyścigowych. Rozprawiam się z wieloma mitami, ale przede wszystkim chcę pokazać jak jeździć samochodem dynamicznie, jak się ścigać i jak zdobywać wiele przydatnych umiejętności. Rady instruktorów, rodziców i znajomych nie zawsze są najlepsze. Myślę, że taka książka się przyda. Pojawi się w przyszłym roku.

Juliusz Szalek: Dziękuję za rozmowę


ZOBACZ TAKŻE:

BMW 1 M Coupe | Test i wideo

Zwiastun nowej serii Top Gear - WIDEO

Samochody - ogłoszenia


Juliusz Szalek: Twoja książkę „Człowiek w białym kombinezonie” czytam z wielką przyjemnością. Można ją pochłonąć w jeden wieczór, ale warto sobie dozować tę frajdę. Kiedy zrodził się pomysł na książkę i skoro się ujawniłeś to czy Twoja przygoda z „Top Gear” już się skończyła?

Ben Collins: Kiedy zacząłem współpracę z „Top Gear” nie wiedziałem dokąd mnie ona zaprowadzi. To naprawdę wielka przygoda i przez cały czas współpracy z programem miałem tylko jedno wielkie życzenie - żeby moja postać została anonimowa jak najdłużej. To gwarantowało mi pracę.

Poprzedni Stig, ten w czarnym kombinezonie, wytrzymał tylko osiem miesięcy. Wszyscy dowiedzieli się kim jest i producenci musieli się z nim rozstać. Wiecie jak się to skończyło. W jednym z odcinków programu został wystrzelony z katapulty na lotniskowców (przyp. red.). Ja miałem ambicje zostać dłużej.

Obecność przy tworzeniu programu to była naprawdę wielka frajda. Wszyscy chcą poznać twoją tożsamość. Trochę tak jak w służbach specjalnych, obcy wywiad chce cię ustrzelić. Podobnie ludzie no i media, też polują na twoje zdjęcie. Ale przyznaje, zabawa z mediami była fantastyczna. Pamiętajmy jednak, że pod tym wszystkim kryje się normalne życie. Krylem się jak i miałem świadomość, że jeśli jednego dnia moja tożsamość w jakikolwiek sposób wyjdzie na jaw następnego stracę tę robotę. Natychmiast.

JS: Ale udało się utrzymać to w tajemnicy, choć nie było łatwo. Przez długie osiem lat.

BC: Spory kawał czasu. A jak pytasz skąd pomysł na książkę, to zawsze chciałem ją napisać. Poczuć się jak dziennikarz, zrobić coś więcej niż tylko jeżdżenie samochodem bez tożsamości. Spojrzeć wstecz, przypomnieć sobie na spokojnie wszystkie te zabawne i nie tylko chwile w „Top Gear” i podzielić się nimi z ludźmi.

JS: Teraz jak już wszyscy wiedzą kim jest Stig to przygoda z programem się skończyła. Tajemniczości nie ma.

BC: Cóż, wszystko się kiedyś kończy. Ja jestem Stigiem nr 2. Mam nadzieję, że w ten sam sposób pojawi się nr 3, pewnie w kombinezonie innego koloru. I niestety będzie lepszy, przynajmniej tak to sobie wyobrażam.

Wbrew pozorom moja praca była bardzo niepewna, a przecież wszyscy jesteśmy ludźmi, wszyscy musimy płacić rachunki. Zdawałem sobie sprawę, że miałem krótkoterminowy kontrakt, który i tak trwał bardzo długo. Od pewnego czasu zacząłem pracować nad tym, żeby odejście Stiga było niepowtarzalne, żeby zrobić to w jak najlepszy sposób i w jak najbardziej efektowny sposób. Myślę, że BBC zaprzepaściło szansę zrobienia czegoś kreatywnego, naprawdę odlotowego. Zrobili to na swój sposób i wyszło jak jest. To wielka szkoda. Mogli to zrobić naprawdę z jajem i nadać tej postaci więcej życia, choć trochę tożsamości.

JS: Niedawno pojawiła się nowa seria programu. Tam Stig nadal jest biały. Ludzie myślą, że to ta sama postąć.

BC: W programie cały czas mają Stiga w białym kombinezonie. Ale kto wie, kto nim jest (śmiech).

JS: Jak przez osiem lat można żyć w ukryciu, nie ujawniać się. Przecież masz znajomych, rodzinę, prowadzisz normalne życie.

BC: To niemożliwe (śmiech). Pierwszy błąd który popełniliśmy to wyciek wideo ze mną w roli głównej. BBC nagrało na początku krótki backstage, na którym ubrany w biały kask rozmawiam z kimś. Wiesz jaki jest internet, zawsze pojawiają się jakieś przecieki, komentarze i uwagi.

Wideo pojawiło się w internecie dwa trzy lata później. Nikt nie rozpoznał mojej twarzy, ale niektórzy poznali mój głos. Instynktownie poznali mnie moi znajomi. Powstała niezręczna sytuacja. Ja wiem, że oni wiedzą, oni wiedzą, że ja wiem ale wszyscy trzymamy gębę na kłódkę. Było nerwowo, ale sprawę jakoś udało się wyciszyć.

Po tej przygodzie zaczęliśmy jeszcze bardziej dbać, by w tajemnicy zachować moją tożsamość. Nosiłem balaklawe w pracy, nikomu nic nie opowiadałem, nawet ekipa nie wiedziała kim jestem. Zaledwie kilka osób.

JS: Ale Mark Webber Cię rozpoznał.

BC: Tak, Webber i znajomi z wyścigów zaczęli bardzo szybko kojarzyć kim jestem. Teraz wiem, ze otaczali mnie naprawdę świetni ludzi, którzy nic nikomu nie mówili. Na końcu wiele gazet też wiedziało kim jest Stig. Wiedzieli ale nic z tym nie robili. Mogłem spokojnie pracować.

Kolejny problem się pojawił, gdy BBC wydrukowało moje zdjęcie na pierwszej stronie jednego ze swoich czasopism. Tabloidy to zobaczyły i pomyślały, że skoro BBC może się dobrze bawić, to teraz ich kolej. Lawina ruszyła. Wszystkie media puściły zdjęcia. Wiesz jak jest, jeśli żyjesz z mediami, to zginiesz przez media.

JS: No właśnie media. Jak się czułeś, gdy media spekulowały, że Stigiem może być Michael Schumacher?

BC: Oczywiście, że Schumacher nie mógł być Stigiem. Nie był wystarczająco szybki (śmiech). Spekulacje mediów i to jak ludzie podchwycili temat było bardzo zabawne. Prawdopodobnie całe zamieszanie z tym związane pozwoliło mi przedłużyć kontrakt na kolejne dwa lata.

Spotkanie z Schumacherem było świetną przygodą, wspaniale było go spotkać. To były naprawdę fajne dni, trochę dziwne, ale chyba wtedy zaczął się czas, w którym miałem powoli opuścić program.

JS: Mówisz, że Schumacher jest fajnym gościem, ale jak to jest zwracać uwagę wielkim mistrzom? W swojej książce piszesz wielokrotnie, że podczas przejazdów autem za rozsądną cenę wielokrotnie udzielałeś wskazówek najlepszym kierowcom. W tym samemu Nigelowi Mansellowi.

BC: Uwierz, to fantastyczne uczycie. Ci goście mają super talent. Zobaczyć ich z bliska w akcji to wspaniałe doświadczenie. Nasz tor znałem doskonale, samochód także więc mogłem przekazać im wiele cennych wskazówek. Jedziesz na prawym fotelu i widzisz jak kierowcy ciężko pracują, by uzyskać ostatecznie jak najlepszy wynik. Chociaż nie wszyscy jak Mansell czy Hamilton. Ci dwaj no i Mark Webber to wyjątki. Oni dawali z siebie naprawdę wszystko.

JS: Zostawmy „Top Gear”. Twoje życie, jak można przeczytać w książce, obracało się nie tylko wokół telewizji i wyścigów. Skąd pomysł na wojsko?

BC: Zawsze chciałem być pilotem wojskowym i zawsze interesowało nie wojsko. Żołnierze robią dużo dobrej roboty na całym świecie i to zawsze wzbudzało moje zainteresowanie. Miałem dużo przyjaciół w wojsku i kiedy moja wyścigowa kariera zbliżała się do końca zacząłem się zastanawiać, co ja tak naprawdę mogę w życiu robić. Jeśli nie będę się ścigał to co?
W pewnym momencie życia stało się oczywiste, że dołączę do armii, by robić wszystkie te dobre rzeczy. To był naturalny wybór, by kontynuować życie pełne przygód w zespole zaufanych ludzi, na których możesz liczyć.

JS: Teraz cały czas kontynuujesz karierę w wojsku?

BC: Pomagam niepełnosprawnym żołnierzom, z amputowanymi kończynami, którzy chcą się ścigać. Oni są niewiarygodnie odważnie i są olbrzymią inspiracją dla mnie. Po moim odejściu przyjaciele z „Top Gear” zadzwonił nawet do mnie chcąc zrobić z takimi ludźmi materiał. Szkoliłem ich i niebawem wystartują w prawdziwym wyścigu. To będzie w nowej serii programu.

JS: Piszesz w książce, że najlepsi kierowcy mają sporo talentu. Czego Tobie zabrakło: talentu czy pieniędzy? Twoja historia to nie opowieść o wspaniałym chłopaku, który tylko wygrywa i pnie się na szczyty. Wiele razy pojawiają się przeszkody i kariera kierowcy chyba nie wyglądała tak jak to sobie wymarzyłeś. W książce piszesz, że zabrakło w pewnym momencie 1,5 mln funtów na testy w F1.

BC: Trudno powiedzieć. Pieniądze odgrywają w tym sporcie ogromną rolę. Dla wielu wspaniałych kierowców to wielki problem.  W wojsku jest inaczej. Jesteś ty i twoje buty. Od ciebie zależy jak daleko zajdziesz. To gigantyczna mentalna różnica.

JS: „Człowiek w białym kombinezonie” oprócz barwnych opisów przygód w programie to opowieść o wzlotach i upadkach. Za każdym razem gdy udawało ci się odnieś jakiś sukces, po chwili przychodziła porażka. Zawsze coś nawalało. Może to poradnik jakich błędów unikać? Czy to dobre odczucie?

BC: To ciekawe spostrzeżenie. Nie takie były jednak moje intencje. Chciałem, żeby książka była jak najbardziej pozytywna. Kocham moje życie, ale nie można mieć wszystkiego. Chciałem jeździć w F1 ale się nie udało. To spowodowało, że musiałem rozglądać się za czymś innym. Odkryłem świat filmu. To świetna odskocznia, szczególnie gdy leżysz połamany po wypadku w wyścigu.

Kiedy zakończyły się wyścigi poszedłem do wojska, gdzie nauczyłem się, że nigdy nie można się poddawać. Trzeba zawsze podnosić swoje aspiracje. Wyżej niż się tego spodziewasz.

JS: Próbujesz jeszcze dostać się do jakiegoś teamu?

BC: Jechałem w tegorocznym Le Mans (jaki wynik XXX), czyli cały czas się ścigam co mnie bardzo cieszy. Ale także działam w filmie. Staram się utrzymywać moją pasję do ścigania się.

JS: Co myślisz o powrotach do sportów motorowych po dłuższych przerwach? To w ogóle możliwe?

BC: Historia Niki Laudy jest inspirująca. Powrót po takim wypadku to niespotykana odwaga. Pamiętaj, że wrócił w tym samym sezonie. W dzisiejszych czasach poziom zawodników i zmiany w sprzęcie sa tak wyśrubowane, że jeśli nie jesteś cały czas na najwyższych obrotach to inni cię wyprzedzają. Ale dla zawodników życie bez rywalizacji staje się puste. Dlatego zawsze w głowie masz chęć powrotu. Zawodnicy nie mogą iść pograć w golfa. Jeśli nie ma ścigania, życie jest nudne.

JS: W takim razie czy Robert Kubica ma szansę dogonić czołówkę w F1?

BC: Nie znam Roberta osobiście. Po tym co go spotkało życzę mu szybkiego powrotu do formy. Jest jednym z najlepszych i w dobrym samochodzie może odnosić naprawdę wielkie sukcesu.

JS: Jak ważna jest sprawność ręki w F1? Musi być stuprocentowa?

BC: To nie jest aż tak ważne. Kiedy chciałem na poważnie zostać pilotem okazało się, że mam problemy z jednym okiem. Nie przeszedłem badań i moja kariera się skończyła. Ale człowiek jest w stanie szybko się adaptować do nowych warunków. Póki możesz szybko zmieniać biegi, stu procentowa sprawność nie jest ci potrzebna. Ważne, że jesteś wystarczająco szybki. Życzę mu szybkiego powrotu do formy.

Widziałem ludzi ścigających się z połamanymi kośćmi i dawali radę. Motywacja jest w takich chwilach niewyobrażalnie duża. Jeśli tylko zdecyduje że da radę, to powinien wrócić na tor.

JS: Wracamy do „Top Gear”. Stig pojawia się w programie dosłownie na kilka chwil, ale nauka gwiazd i celebrytów trwa wiele godzin. BBC wykorzysta ten materiał przy innej okazji?

BC: Z założenia program nie ma pokazywać zaplecza czyli nauki, ale sam wyścig i wynik. Poza tym nie wszystko da się pokazać (śmiech). Podczas nauki jest śmiech, są łzy i krzyk. Dla większości zaproszonych gości to świetna zabawa. Jak patrzę wstecz to naprawdę były miłe chwile. Byłem szczęściarzem i cieszyłem się każdym dniem, bo następny mógł być moim ostatnim w „Top Gear”.

JS: A który z samochodów za rozsądną cenę był najgorszy?

BC: Kia Liana, była naprawdę gówniana.

JS: A nie Suzuki?

BC: Suzuki miało charakter. Tak jak wasza Syrena (śmiech). Jest przewidywalne, ABS nie łamał nóg przy hamowaniu.

JS: Aby stać się Stigiem musiałeś przejechać tor Fordem Focusem. W Polsce to popularny hatchback ceniony przede wszystkim za zawieszenie. Ty skrytykowałeś to auta.

BC: Skrytykowałem? Nie miałem takiego zamiaru. Każdy drogowy samochód na torze okazuje się okropny. Także Focus.

JS: W jednym z odcinków zamiast gwiazdy za kierownicę auta za rozsądną cenę wsiada Stig. Miałeś ciśnienie, żeby pobić czas Stiga nr 1?

BC: Każdy kierowca wyścigowy ma ten sam problem, więc tak - ciśnienie było olbrzymi. To był mój obowiązek pokonac Stiga 1. Przecież to postać nie do pokonania. Presja była olbrzymi. Nie wiem, co by się stało gdybym nie pobił jego czasu. To było straszne.


JS: Co najlepiej wspominasz z czasu pracy przy „Top Gear”?

BC: Materiał, w którym uczyłem jazdy ślepego kierowcę. W pewnym momencie nie wierzyłem, że damy radę. Ostatecznie nauczyłem go jeździć i zrobił naprawdę świetny wynik. To wielka satysfakcja.

JS: A czy wizerunek Stiga tworzyłeś sam, czy to było narzucone?

BC: To był pomysł BBC. Ciuchy jakie mi dali były jednak tragiczne. Wybłagałem, żeby je zmienić. Co wybrałem możecie oglądać na ekranie.

JS: A jak układała się współpraca z prezenterami programu?

BC: Większość czasu spędzałem z ekipą filmową. Ja robiłem swoje, oni swoje. Gdy ja trenowałem gwiazdy, prezenterów albo nie było na planie, albo robili coś zupełnie innego. Można powiedzieć, że najczęściej pracowaliśmy w tym samym miejscu, ale nad czymś innym.

JS: Najgorsze wspomnienie?

BC: Rozbity Koenigsegg...(Tego nie zdradzamy, odsyłamy do książki).

JS: Na koniec pytanie którego nie może zabraknąć. Jaki jest zdaniem Stiga najlepszy supersamochód?

BC: Obecnie to Ferrari 458. Silnik centralnie umieszczony i świetne rozłożenie mas. Auto podczas jazdy daje kierowcy świetny feedback. Żadne inne auto nie wpiera cię tak mocno. Jedynie nowy McLaren jest podobny. Ta sama idea samochodu. Totalna kontrola mocy no i świetna stylistyka.

JS: Myślałeś o napisaniu książki poradnikowej - jak jeździć samochodem? W Twojej pierwszej, „Człowiek w białym kombinezonie”, można znaleźć wiele ciekawych wskazówek.

BC: W tej książce opisanych jest wiele wypadków i można z nich wyciągać wnioski. Ale poważnie. Właśnie pisze taką książkę. Dla młodych ludzi wiele spraw związanych z prowadzeniem auta jest niejasnych, nowych. Ja zbierałem doświadczenie na zwykłych drogach i na torach wyścigowych. Rozprawiam się z wieloma mitami, ale przede wszystkim chcę pokazać jak jeździć samochodem dynamicznie, jak się ścigać i jak zdobywać wielu przydatnych umiejętności. Rady instruktorów, rodziców i znajomych nie zawsze są najlepsze. Myślę, że taka książka się przyda. Pojawi się w przyszłym roku.

JS: Dziękuję za rozmowę.




























Więcej o: