Mały Aston Martin w Polsce

Do warszawskiego salonu Aston Martina zawitał niedawno wyjątkowy gość. Choć najmniejszy w gamie modelowej brytyjskiego producenta, budzi chyba największe kontrowersje. Chodzi oczywiście o Cygneta, czyli "przypudrowaną" Toyotę iQ
Mały Aston Martin w Polsce Do warszawskiego salonu Aston Martina trafił ekologiczny miejski mikrus Do warszawskiego salonu Aston Martina trafił ekologiczny miejski mikrus - Cygnet, zbudowany na bazie Toyoty iQ. Mini-Aston kosztuje ponad 165 tys. zł Do warszawskiego salonu Aston Martina trafił ekologiczny miejski mikrus - Cygnet, zbudowany na bazie Toyoty iQ. Skąd pomysł, by do zagrody z drapieżnymi, sportowymi modelami wpuścić ekologicznego, miejskiego mikrusa? Szefowie brytyjskiej firmy doszli do wniosku, że przywykli do luksusów właściciele dużych, drogich aut mogą potrzebować czegoś bardziej poręcznego do codziennego poruszania się po zatłoczonych metropoliach. Tyle jeśli chodzi o PR. Tak naprawdę chodzi bowiem o obniżenie średniego zużycia paliwa w gamie brytyjskiego producenta, a do tego auto zbudowane na bazie filigranowej Toyoty świetnie się nadaje. Wyjściowa cena mini-Astona to 42 tys. euro (ponad 165 tys. zł). To o 2,5 tys. euro więcej niż trzeba zapłacić za BMW 325i Coupe i 3 tys. euro więcej niż trzeba przeznaczyć na Mercedesa klasy C z mocnym dieslem. To także trzy razy więcej niż wydać trzeba na Toyotę iQ. Przedstawiciele firmy chwalą się, że w nadwoziu mikrusa trudno znaleźć elementy wspólne z japońskim protoplastą, a jedynymi niezmienionymi elementami karoserii są dach i tylne słupki. Prawda jest jednak taka, że prawdziwego pochodzenia nie są w stanie zatuszować ani nowe reflektory, przeprojektowane zderzaki, tylne lampy z w technologii LED, ani nawet chromowany grill. Kabina pasażerska wykończona jest najlepszej jakości skórą i alkantarą, posiada ozdobne dodatki z aluminium i podgrzewane siedzenia. Pod maską Astona próżno szukać najmniejszej nawet i najbardziej ekologicznej "V-ki". Auto napędzane jest wolnossącym, benzynowym 1.33 Toyoty, znanym na polskim rynku z modelu Yaris czy Urban Cruiser. Silnik standardowo sparowany jest z sześciostopniową skrzynią manualną, ale za dopłatą (2 tys. euro) klient otrzyma auto z bezstopniową przekładnią CVT.

Skąd pomysł, by do zagrody z drapieżnymi, sportowymi modelami wpuścić nagle ekologicznego, miejskiego mikrusa? Z troski o klienta, oczywiście. Szefowie brytyjskiej firmy doszli do wniosku, że przywykli do luksusów właściciele dużych, drogich aut mogą potrzebować czegoś bardziej poręcznego do codziennego poruszania się po zatłoczonych metropoliach. Tyle w kwestii PR-u. Tak naprawdę chodzi bowiem o obniżenie średniego zużycia paliwa w gamie brytyjskiego producenta, a do tego auto zbudowane na bazie filigranowej Toyoty świetnie się nadaje.

Jednak w przeciwieństwie do japońskiego dawcy, Cygnet ma niewielkie szanse trafić do garażu przeciętnego zjadacza chleba. Dlaczego? Wyjściowa cena mini-Astona wynosi 42 tys. euro (ponad 165 tys. zł). To o 2,5 tys. euro więcej niż trzeba zapłacić za BMW 325i Coupe czy Mercedesa klasy C z mocnym dieslem pod maską.

To także trzy razy więcej niż wydać trzeba na zwykłą Toyotę iQ, z którą jednak - mimo oczywistych więzi - miejski Brytyjczyk nie lubi być porównywany. Przedstawiciele firmy chwalą się, że w nadwoziu mikrusa trudno znaleźć elementy wspólne z japońskim protoplastą, a jedynymi niezmienionymi elementami karoserii są dach oraz tylne słupki. Prawda jest jednak taka, że prawdziwego pochodzenia nie są w stanie zatuszować ani nowe reflektory, ani przeprojektowane zderzaki czy tylne lampy z diodami LED, ani nawet wielki, chromowany grill rodem z "prawdziwych" Astonów.

Nieco lepiej - choć i tu nie do końca - czaruje wnętrze Cygneta. Kabina pasażerska wykończona jest najlepszej jakości skórą i alkantarą, posiada ozdobne dodatki z aluminium, podgrzewane siedzenia i...  nawigację przytwierdzoną do deski rozdzielczej za pomocą plastikowego pałąka. Myśleliśmy, że firmę, której auta kosztują po 300 tys. euro, stać na nieco więcej. W całym tym tapicerskim przepychu rażą także przełączniki rodem z najtańszej wersji iQ.

Pod maską mikroskopijnego Astona na próżno szukać najmniejszej nawet i najbardziej ekologicznej "V-ki". Auto napędzane jest wolnossącym, benzynowym motorem 1.33 Toyoty, znanym na polskim rynku z modelu Yaris czy Urban Cruiser. Silnik standardowo sparowany jest z sześciostopniową skrzynią manualną, ale za "drobną" dopłatą (2 tys. euro) klient otrzyma auto z bezstopniową przekładnią CVT.

Przedstawiciele firmy nie są w stanie przewidzieć, jak dużym zainteresowaniem będzie cieszyć się miejski Aston Martin. Coś nam jednak mówi, że temat ten nie spędza im snu z powiek. Zapraszamy do galerii zdjęć Cygneta.

Bartosz Sińczuk

ZOBACZ TAKŻE:

Porsche kontra Aston Martin | Za kierownicą

Genewa 2011 | Aston Martin V8 Vantage S

Goldo.pl - oferty luksusowe: Aston Martin

Więcej o: