Hulme CanAm - zaczynamy wyścig

Firma Hulme z Nowej Zelandii rozpoczęła właśnie zapisy na swój supersportowy model CanAm, który powstanie w liczbie zaledwie 20 egzemplarzy. Czy warto się spieszyć?

Nazwa firmy nawiązuje do nazwiska jedynego do tej pory, nowozelandzkiego mistrza Formuły 1 (Dennis "Denny" Hulme). Aby sprostać legendzie, szefowie Hulme postawili sobie za cel zbudowanie wyjątkowego auto o wyjątkowych osiągach. Czy im się udało? Chcielibyśmy móc sprawdzić to osobiście. Jednak już z danych technicznych wynika, że auto (galeria tutaj) nudnym wozidełkiem raczej nie jest.

Dwumiejscowy, ważący 980 kg CanAm napędzany jest 7-litrowym V8 o mocy 600 KM oraz 600 Nm maksymalnego momentu obrotowego. Pierwsza setka pojawia się na liczniku po 3,5 sek., a prędkość maksymalna wynosi 322 km/h. Klienci mają do wyboru sześciostopniową przekładnie manualną oraz skrzynie sekwencyjną.

Ile trzeba zapłacić za nowozelandzki bolid? Minimalna cena to 295 000 funtów. Sporo. Może dlatego w cenę auta wliczony jest również powrotny bilet lotniczy do Auckland (tam mieści się siedziba firmy) oraz tygodniowy pobyt na miejscu - z wszelkimi luksusami - połączony z ostatecznym dopasowaniem auta do indywidualnych potrzeb klienta.

Czy jednak wciąż warto wydać taką sumę za CanAm'a? Limitowanego Ariela Atoma V8, który z pewnością dostarczał nie mniejszych emocji, można było swego czasu kupić za kwotę dwa razy niższą. Szefowie Hulme nigdy jednak nie kryli dla kogo budują swoje auta. Podstawowym rynkiem zbytu były od zawsze kraje bliskiego wschodu, a na tamtejszych krezusach podobne kwoty nie robią zapewne wielkiego wrażenia.

Bartosz Sińczuk

ZOBACZ TAKŻE:

Hulme CanAm Supercar - ZOBACZ TUTAJ

Samochody - ogłoszenia

Więcej o: