Samochód przyszłości

Jak będzie wyglądał i czym będzie się cechował samochód jutra? To samo pytanie zadajemy co jakiś czas jednak odpowiedzi z biegiem lat ulegają radykalnym wręcz zmianom. Czy za dwadzieścia lat, w 2028 roku, samochody będą jeszcze środkami transportu, czy już nowoczesnymi komputerami dostosowanymi do przemieszczania się z miejsca na miejsce?

Spróbujmy przyjrzeć się najnowszym pomysłom inżynierów Volkswagena, Volvo oraz Continentala i ocenić realność wprowadzenia ich do masowej produkcji w najbliższym czasie.

Pierwszym krokiem na drodze do przyjaznego użytkowania samochodu była jego "elektryfikacja". Naciśnięcie guzika sterowało szybami i przesuwało siedzenia już w latach pięćdziesiątych. Z czasem opanowało też otwieranie i zamykanie dachu, drzwi, czy klapy bagażnika. Rozwój elektroniki spowodował, że zagościła ona również pod maskami aut. Umożliwiło to wydajniejsze sterowanie silnikiem i ułatwiło jego diagnostykę.

Multimedia

Przyzwyczailiśmy się, że samochody mogą być wyposażone w nawigację satelitarną, złącze do iPoda, czy ekrany DVD w zagłówkach, umożliwiające pasażerom tylnej kanapy oglądanie filmów. Jutro będzie można przeglądać sieć, zainstalować konsolę do gier, lub zaproponować każdemu z pasażerów oddzielne słuchawki umożliwiające słuchanie różnych stacji radiowych. Możliwości elektroniki są prawie nieograniczone i niedługo w samochodzie, być może, będzie można korzystać także z elektronicznych przewodników. W wizji Volkswagena na szybach samochodu będą mogły być wyświetlane informacje o mijanych obiektach, nie tylko tych zabytkowych, ale wszystkich, o których są jakiekolwiek informacje dostępne w sieci. Nie trudno sobie wyobrazić, jak bardzo ułatwiłoby to turystykę i mogło zachęcić do zatrzymywania się w miejscach, które z pozoru nie oferują nic ciekawego.

Ambitne połączenia

Tak jak internet zrewolucjonizował korzystanie z PC-tów, tak systemy komunikacji pomiędzy samochodami mają w niedalekiej przyszłości przeobrazić krajobraz miejskiej dżungli likwidując korki i stłuczki.

System do komunikowania się samochodów z otaczającą infrastrukturą i z innymi samochodami to jeden z ambitniejszych i najtrudniejszych projektów, jakie mają pojawić się w przyszłości. Wykrywanie samochodów unieruchomionych, bądź pozostawionych w niewidocznym miejscu (np. za wzniesieniem, lub ostrym zakrętem), ustawienie sygnalizacji świetlnej pod kątem optymalnej przepustowości we wszystkich kierunkach, priorytetowa zmiana świateł na skrzyżowaniach dla samochodów uprzywilejowanych, to tylko podstawowe umiejętności takiego systemu. Dane aktualizowane na bieżąco pozwolą zareagować już w parę sekund po pojawieniu się przeszkody powodującej korek i zaproponują kierowcy najlepsze rozwiązanie w celu jej ominięcia. Przynajmniej w teorii.

Wizja wielkiej sieci w której samochody łączyłyby się ze sobą nie jest tak nierealna jak opanowanie teleportacji (która rozwiązałaby wszelkie problemy związane z transportem). Volkswagen wierzy, że za 20 lat system będzie funkcjonował, ale o wiele bardziej optymistycznie patrzą na tę kwestię inżynierowie z firmy Continental, która pracuje nad łącznością pomiędzy autami. Ich zdaniem jego wstępne wdrożenie (w ograniczonym zakresie) będzie możliwe już w latach 2014-2015.

Wypadkom śmierć

Volvo to firma kojarzona z bezpieczeństwem, a jej inżynierowie stają na głowie, aby podtrzymać taką opinię. Niedawno ogłosili, że do roku 2020 planują wdrożyć do produkcji samochody, w których ma nie dochodzić do wypadków! Jak to możliwe, zapytacie? Volvo analizuje setki, a może nawet tysiące wypadków z udziałem aut swojej produkcji, do jakich dochodzi na całym świecie. Pod uwagę brane są wszelkie aspekty, od zachowania i stanu psychofizycznego kierowcy, po sytuację tuż przed wypadkiem.

Założenie jest takie, że w momencie zagrożenia samochód przejmie stery i w zależności od sytuacji podejmie właściwą decyzję. Jeżeli samochód zbliża się do przeszkody, pieszego, lub innego auta jadącego przed nim z mniejszą prędkością, a kierowca nie podejmuje żadnych działań, samochód zadecyduje za nas i rozpocznie hamowanie. Co więcej, gdy jest za mało miejsca aby zatrzymać auto, samochód sam ominie przeszkodę, wybierając najmniej kolizyjną drogę.

Uproszczona wersja takiego systemu, potrafiącego samemu zatrzymać pojazd z niewielkiej prędkości już jest montowana w niektórych modelach Volvo (V70, XC60). Ma to o tyle duże znaczenie, że jak wynika z badań, w Europie zachodniej do około 80% kolizji dochodzi przy prędkości nie przekraczającej 30 km/h. Z czasem możliwości układu będą zwiększane tak, że za dwanaście lat samochody projektowane w Goeteborgu same będą potrafiły unikać kolizji.

Autokontra

Samochód potrafiący skręcać bez udziału kierowcy to nie kwestia przyszłości a teraźniejszości. Problemem nie są możliwości techniczne, a to, czy mamy prawo pozbawiania kierowcy władzy nad kierownicą. Szybkość, z jaką dochodzi do wypadku wymaga natychmiastowej reakcji. Nie zawsze jednak decyzja podjęta przez komputer będzie słuszna. w przypadku możliwych dwóch opcji wjechania w zaspę śnieżną czy puste kartonowe pudła (to się niestety zdarza tylko na filmach) - jedynie kierowca może podjąć taką decyzję. Dla czujników nie ma na razie różnicy pomiędzy pustymi kartonami a betonową ścianą.

Takie dylematy nie istnieją w przypadku systemów utrzymywania prawidłowego toru jazdy. System testowany przez firmę Continental działa wykrywając linie oddzielające pasy i delikatnie kontruje kierownicą. Jest to na tyle delikatne, że nie ma mowy o wyrwaniu kierownicy z rąk, kierowca w każdej chwili ma pełną kontrolę nad prowadzonym autem. Podobnie jest w przypadku systemów automatycznego parkowania. Tu kierowca decyduje, czy oddać autu kontrolę, czy zdać się na własne siły.

 

Koperta to nie problem

 

Bez kierowcy

Czarna wizja przyszłości? Nie, teraźniejszość! Samochód wyposażony w dostępne systemy już dziś w ograniczonym zakresie i w pewnych okolicznościach, ale w ruchu drogowym, może poradzić sobie bez kierowcy. Jak?

Samochód wyposażony w system utrzymania pasa ruchu i inteligentny tempomat, zwalniający gdy przed nim pojawi się jakaś przeszkoda, pozwalają podczas jazdy autostradą na puszczenie kierownicy i tylko bierny nadzór nad autem, które samo przyspiesza, hamuje i skręca. Niestety, a może na szczęście, obecność kierowcy jeszcze długo pozostanie niezbędna.

W 2005 roku, w corocznym wyścigu samochodów pozbawionych kierowcy, organizowanym przez amerykańską agencję DARPA, gdzie jedynie komputer odpowiada za kierowanie pojazdem, żaden samochód nie dojechał do mety (zdalne sterowanie jest zabronione). W kolejnych latach było już dużo lepiej, jednak do momentu wdrożenia takich aut do produkcji i stworzenia odpowiedniej infrastruktury jeszcze daleko. Nawet optymistycznie nastawieni Amerykanie nie widzą możliwości powstania samojeżdżących aut przed 2030 rokiem. Biorąc pod uwagę trudności, jakie pojawią się w czasie badań, ten termin i tak może wydać się nierealny.

Oddychać spalinami

Zmiana źródła zasilania to konieczność. Znane złoża ropy naftowej wg najbardziej optymistycznych prognoz skończą się za około 50 lat, a mogą zostać wyczerpane nawet za trzydzieści. Czasu jest niewiele, a rosnące ceny ropy tylko przyspieszą nadchodzące zmiany. Czy będą to ogniwa paliwowe, zastosowane w krótkoseryjnej Hondzie FCX Clarity, czy prąd elektryczny? Oba rozwiązania mają swoje wady, a to który z nich uda się rozwiązać szybciej, może być decydujące.

Więcej na temat paliwa przyszłości znajdziecie w oddzielnym artykule.

Marzenia

Troska o nasze bezpieczeństwo to jedno, a co z naszymi oczekiwaniami? Każdy, kto zastanawiał się nad tym, jak będzie wyglądał samochód przyszłości miał jakieś jego wyobrażenie. Ja na przykład chciałbym móc sobie skomponować samochód z różnych dostępnych komponentów, np. wybrać jeden z kilku dostępnych kształtów deski rozdzielczej, dobrać twardość foteli i móc zmieniać konfigurację, kolorystykę i sposób wyświetlania niezbędnych informacji na tablicy przyrządów. Takie samochody składały by się z modułów, które można by zmieniać nawet po ich zakupie.

Takie rozwiązanie mogłoby zostać zastosowane także w samochodach elektrycznych, w których cały pakiet akumulatorów byłby wymieniany w krótkim czasie na stacjach "prądowych". General Motors przedstawiło kilka lat temu taki projekt, ale gdyby nawet się na niego zdecydować, realizacja zajęłaby lata.

Co ma być, to będzie

W latach pięćdziesiątych samochód przyszłości miał mieć kształt statku kosmicznego i napęd turbinowy. Z czasem wizja tego, jak ma wyglądać, i jaki być pojazd przyszłości krystalizowała się, by w końcu powstały jasne cele. Najważniejsze jest bezpieczeństwo, nawet za cenę... No właśnie, jak sądzicie, gdzie jest granica?

 

Zobacz też: Kiedy odbiorą nam wolność

 

Marcin Lewandowski