Audi na zlot tuningowców

Impreza w Austrii musi być bardzo ważnym wydarzeniem w świecie tuningu, skoro swoje dzieła pokazują tam producenci aut. W tym roku jednym z gwoździ programu Woerthersee Treffen ma być Audi A3 TDI Clubsport Quattro concept.

Audi prowadzi nadal "dieslowską ofensywę". Po nie tak dawnych prezentacjach TT z dwulitrowym TDI oraz Q7 i R8 z dwunastocylindrowymi widlastymi motorami, teraz przyszła pora na najmniejsze auto z rodziny. Nie jest to jednak po prostu A3 wyposażone w mocnego diesla. W końcu na takim zlocie, auto bez spojlerów, wielkich felg, wlotów, wylotów, dolotów itp. przeszłoby bez echa. To jednak wszystko widać na zdjęciach, a ważniejsze chyba jest to, co siedzi pod maską.

Audi wyciągnęło z dwóch litrów 224 KM i niesamowite 450 Nm momentu obrotowego osiągane już przy 1750 obr/min. To, w połączeniu z napędem Quattro oraz sześciostopniową ręczną przekładnią, pozwala na rozpędzenie auta do 100 km/h w 6,6 sekundy. Nieźle jak na diesla. Maksymalną prędkością jaką osiągniemy tym A3 jest 240 km/h. Przy takich osiągach seryjne hamulce mogłyby nie wystarczyć, wobec tego Audi zmieniło je (choć tylko z przodu) na sześciotłoczkowe zaciski chwytające ceramiczne tarcze o średnicy 356 mm. Tył pozostał seryjny.

Dzięki za zwrócenie uwagi na błąd - już poprawione

Auto wyposażono także w Audi Drive Select. Dzięki temu systemowi, kierowca może regulować najważniejsze (lub mniej ważne) parametry samochodu. Za przyciśnięciem odpowiedniego guzika możemy ustawiać czas reakcji przepustnicy na naciśnięcie pedału gazu, poziom wspomagania układu kierowniczego, próg reakcji ESP oraz siłę tłumienia magnezowych amortyzatorów. To te ważniejsze parametry. Mniej ważnym (lub zupełnie nieważnym) jest dźwięk układu wydechowego, który też można regulować. To zdecydowanie ukłon w stronę tuningowców, choć szczerze mówiąc, nie wiem jakie to może mieć znaczenie. Kolejnym ukłonem, choć tym razem w stronę Austrii, jest kolor nadwozia. Zastanawiacie się co oznacza ta "ósemka"? Podobno została umieszczona na i w samochodzie, bo mamy 2008 rok. Ciekawe, nieprawdaż?

Jan Kopacz