VW Jetta - test | Nie uwierzysz, że to Jetta

Reklama stara się przekonać, że nowy sedan Volkswagena wygląda tak dobrze, iż trudno uwierzyć, że to Jetta. Mnie trudno było w to uwierzyć, kiedy zajrzałem do bagażnika

O Volkswagenie można mówić różne rzeczy: że nudny, że stylizacja jest równie porywająca jak polskie seriale, że często za drogi, ale jednego nie można mu odmówić na pewno - dopracowania detali właściwie w każdym modelu.

Wyobraźcie więc sobie moje zaskoczenie, gdy otworzyłem bagażnik i zobaczyłem ordynarne, wielkie zawiasy klapy. Powiecie, że kilku konkurentów też je ma, więc chyba nie ma o co kruszyć kopii. Otóż jest. Skoro ostatnim kompaktowym VW z tak zaawansowanym rozwiązaniem była Jetta II z lat 80. XX wieku, a wszystkie następujące po niej modele (Vento, Bora i znowu Jetta) miały nowoczesne teleskopy nieugniatające bagażu, to chyba coś jest nie tak. I tak ma wyglądać rozwój? Przecież to regres w najczystszej postaci. I pewnie można by nad tym przejść do porządku dziennego, gdyby nie to, że Volkswagen przyzwyczaił nas przez lata do wspomnianej na wstępie dbałości o detale. A zawiasy to niejedyne, co zaskoczyło mnie w Jetcie.

Tylko z pozoru taka sama

Volkswagen Passat Variant 1.8 TSIVW Passat Variant 1.8 TSI | Za kierownicą

Siadam za kierownicą. Krajobraz znajomy, ale jednak nieco inny niż w Golfie - w końcu VW mówi, że już nie chce, by Jetta była po prostu Golfem z doczepionym bagażnikiem - tylko pomostem pomiędzy nim a Passatem. Deska jest ładna, obsługa prosta jak w każdym Volkswagenie, czyli wszystko w najlepszym porządku. Nie do końca. Chcę wyregulować oparcie, a tu w miejscu pokrętła - dźwignia. I zamiast precyzyjnie ustawić kąt, jestem zdany na regulację skokową. Potem chcę podnieść i przesunąć podłokietnik - i znowu zaskoczenie - nie da się, bo podłokietnik jest nieruchomy. A w Golfie albo Passacie można go regulować. Nie wiem, o co chodzi. Przecież VW zawsze stosował te same sprawdzone i dobre rozwiązania w całej gamie swoich modeli, a w Jetcie - z niewiadomych powodów - zrobił od tej chlubnej zasady wyjątek. O tym, że Jetta nie jest tak perfekcyjnie dopracowana jak Golf, świadczy też mniej ergonomiczne umieszczenie pokrętła do ustawiania lusterek oraz brak wykładziny w kieszeniach w drzwiach. Odnoszę też wrażenie, że niektóre materiały wykończeniowe są trochę gorszej jakości. Czyli wychodzi na to, że Golf jest nadal pupilem Volkswagena i dla niego zarezerwowano to, co najlepsze.

Ale dość narzekania. To wszystko są tylko detale, z którymi można spokojnie żyć, więcej, po chwili nawet nie zwraca się na nie uwagi. Jetta ma bowiem dużo do zaoferowania. Przede wszystkim jest przestronna. Dzięki sporemu rozstawowi osi wynoszącemu 2651 mm (o 73 mm większemu niż w poprzedniej Jetcie i aktualnym Golfie) cztery dorosłe i rosłe osoby odbędą wygodną podróż. Z zabraniem sporego ekwipunku też nie będzie problemu, bo bagażnik ma porządne 510 litrów pojemności (dajmy już spokój tym nieszczęsnym zawiasom).
Odwieczny problem Volkswagenów - brak języka polskiego w komputerze pokładowym i nawigacji - nareszcie rozwiązano - w Jetcie pojawi się od lipca.

Mały, a dużo może

Skoda Octavia 1.2 TSI DSGSkoda Octavia 1.2 TSI DSG | Za kierownicą

Po raz kolejny nie mogę wyjść z podziwu dla silnika 1.2 TSI. Wydawać by się mogło, że 105 KM dla sporego auta to zbyt mało. W praktyce nie odczuwa się ani przez moment niedoboru mocy. Silnik spontanicznie reaguje na dodanie gazu i Jetta chętnie przyspiesza już z niskich obrotów. Bardzo dobrze, że 1.2 TSI w Jetcie połączono z sześciobiegową skrzynią, a nie pięciobiegową jak np. w testowanej u nas na długim dystansie Skodzie Roomster. Obniżenie obrotów przy wyższych prędkościach pozytywnie wpływa zarówno na spalanie, jak i na głośność w kabinie. Traktowana niezbyt łagodnie, ale też bez przesadnej brutalności Jetta zużyła średnio podczas testu 7,8 l/100 km.

Sporo dobrego można także powiedzieć o układzie jezdnym Jetty. Na pochwałę zasługuje dobre wybieranie nierówności - nawet na większych wybojach auto nadmiernie nie potrząsa pasażerami. Mimo że zawieszenie nie jest zbyt twardo zestrojone Jetta prowadzi się pewnie. Jest zwinna, a układ kierowniczy precyzyjny, choć niektórzy dynamiczniej jeżdżący testerzy wytykali mu zbyt lekką pracę.

Jetta w podstawowej wersji 1.2 TSI Trendline na pewno okazją nie jest. Jak na standardy Volkswagena kwota 69 390 zł jest do przyjęcia, bo to tylko o 3840 zł więcej niż kosztuje pięciodrzwiowy Golf 1.2 TSI Trend-line. Ale wielu konkurentów sprzedaje swoje niewielkie rodzinne sedany wyraźnie taniej. Kilka przykładów (wersje z seryjną klimatyzacją): Renault Fluence 1.6 16V Expression - 53 800 zł; Chevrolet Cruze 1.6 LT - 61 400 zł; Toyota Corolla 1.6 Valvematic Terra - 61 700 zł; Mitsubishi Lancer 1.6 Inform - 56 490 zł. Nawet nowy Ford Focus 1.6 Duratec Trend jest tańszy - kosztuje 66 000 zł.

Jetta ma sporo argumentów, by przekonać do siebie potencjalnych nabywców: dobry silnik, udane zawieszenie, przestronne wnętrze, duży bagażnik, dobrą jakość wykonania i niezłe wyposażenie. Czas pokaże czy wysoka cena nie odsunie ich wszystkich w cień i Jetta będzie na naszych drogach rzadkim zjawiskiem.

 

Test pochodzi z magazynu Cars 7/2011


ZOBACZ TAKŻE:

Volkswagen Golf R | Za kierownicą

Volkswagen: Włącz autopilota

Volkswagen Jetta - ogłoszenia

Więcej o: