Kryzys okiem Amerykanina

Tu, w Stanach, kryzys jest już faktem. Widać go za oknem, za rogiem, niemal wszędzie. A najbardziej w zachowaniu ludzi. Stali się powściągliwi, ostrożni i oszczędni. Rozgoryczeni tym, że odebrano im radość kupowania i pewność jutra - pisze z USA nasz czytelnik
W lipcu, gdy płaciliśmy ok. 4 dol. za galon benzyny, pojawiły się spekulacje, że cena dojdzie do 7-8 dolarów. Wtedy, sądząc po dynamice wzrostu, była to realna groźba.

Nikt nie wiedział, jak wiele zmieni się pół roku później, kiedy uderzy kryzys związany z kredytami hipotecznymi, wywołany w dużej mierze przez bankowe tuzy. Zamiast wyroków, zaoferowano pomocną dłoń w postaci ogromnych dotacji finansowych. Ośmieleni taką reakcją przedstawiciele banków, zachowują się teraz arogancko wobec komisji senackiej i bez żenady konsumują fundusze przeznaczone na inne cele.

To właśnie arogancja bankierów sprawiła, że kiedy zaapelowano o ratowanie jednego z największych amerykańskich koncernów - General Motors - społeczeństwo powiedziało "nie". Media zaczęły pisać o nadużyciach, np. rozdawaniu viagry pracownikom GM w ramach kosztów "opieki zdrowotnej". Podatnicy, których pieniądze wsparły wcześniej sektor bankowy, poczuli się znowu oszukani. Tym bardziej, że za pomoc nikt im nie podziękował. Nic więc dziwnego, że zaprotestowali też przeciw dofinansowaniu GM, choć było mniejsze niż w przypadku banków.

Wracając do cen paliwa - akurat gdy skandal bankowy zahamował ich wzrost, nadszedł huragan. Bezpośrednie uderzenie w okolice Houston, gdzie zlokalizowanych jest kilka strategicznych rafinerii, zakłóciło produkcję i dystrybucję paliw.

Rząd ogłosił, że "nie ma powodów do obaw i paliwa nie zabraknie", ale okazało się to nieprawdą.

Nim jeszcze huragan wyrządził jakiekolwiek szkody, stacja na rogu mojej ulicy podniosła cenę z 4 do ponad 5 dolarów za galon. Wybuchł skandal, przyjechała telewizja i w efekcie stację czasowo zamknięto. Ile takich sytuacji było w całych Stanach?

Gubernator Georgii zagroził właścicielom stacji paliw i naniósł kary na pierwsze stacje zaraz po huraganie. Zobowiązał właścicieli do zwrócenia nieuczciwie zarobionych pieniędzy, jednak trudno znaleźć osobę, która potrafi udowodnić, że przepłaciła podczas "Katriny". Wszystko to sprawia, że groźby gubernatora ludzie traktują jak "strachy na Lachy".

Kiedy wskutek huraganu faktycznie zaczęło brakować paliwa a większość stacji nie miała go w ogóle, obserwowaliśmy sceny żywcem wzięte z czasów reglamentacji benzyny w PRL-u. Kierowcy pchali auta do najbliższej stacji i tam godzinami koczowali czekając na cysternę.

Dziś, mimo szokującego spadku cen paliw, ludzie nadal są przeczuleni i świadomi tego, że ceny prędzej czy później pójdą w górę.

Wywołało to prawdziwą eksplozję pomysłowości: popularny serwis internetowy Mapquest, zwykle służący podróżnym jako pomoc w odnajdywaniu drogi do celu, nagle stal się wymarzonym narzędziem do wynajdywania najtańszego paliwa w okolicy. Wygląda to tak: wchodzę na stronę Mapquest, wybieram opcję: "znajdź stacje benzynowe według cen paliwa", wpisuję swój kod pocztowy i... voila! Tak dowiaduję się, że najtańsza benzyna w całym stanie jest po 1,19 dol. za galon. (W mojej okolicy w ciągu kilku miesięcy cena benzyny spadła z 5,32 dol. do 1,28 dol.)

Kryzys zmienił też upodobania motoryzacyjne Amerykanów. Szczyt szczytów to ekskluzywne auta z Włoch. BMW i Mercedes wciąż cieszą się dużym prestiżem. Najmniejszym, przynajmniej do niedawna - Kia czy Saturn. Dziś najbardziej poszukiwaną cechą stało się w aucie niskie spalanie. Klient w salonie najpierw pyta o "mpg": ile mil da się przejechać na jednym galonie oraz jaka jest pojemność zbiornika.

Problemy z benzyną zwiększają zainteresowanie paliwami alternatywnymi. Ostatnio sensację wzbudziła wieść o chińskim producencie aut na baterie BYD, który zamierza podbić rynek amerykański. Jego atutem ma być nie tylko sposób napędu, ale i cena nokautująca amerykańskich konkurentów.

"Green" stało się dziś słowem kluczem. Trzeba przyznać, że przeciętny Amerykanin bardzo dba o ekologię. Śmiecenie jest tu przejawem kultury jaskiniowca. Każda akcja przyczyniająca się do ochrony środowiska spotyka się z dużym wsparciem. W supermarketach, plastikowe reklamówki są szybko zastępowane przez torby wielokrotnego użytku. Ludzie są bardzo wyczuleni na to, co truje i zaśmieca. Programy telewizyjne często poświęcane są odnawialnym źródłom paliwa. Pojawiła się nawet firma oferująca zestawy, dzięki którym samodzielnie można przerobić silnik na "biofuel".

Ludzie uważają, że uzależnienie od ropy ściągnęło na Stany wiele nieszczęść i teraz chcą za wszelką cenę oderwać się od niestabilnych politycznie dostawców. Dodatkowym czynnikiem jest duma narodowa. Świadomość, że jakikolwiek kraj dyktuje USA "warunki gry", jest trudna do zniesienia. Coraz mniej Amerykanów wierzy w demokratyczne cele wojny w Iraku.

Oczywiście lobby paliwowe stara się wytykać małą efektywność produkcji biopaliw. To jednak nie zraża naukowców. Niedawno widziałem film na temat pozyskiwania paliwa z alg. Zatem bez dwóch zdań można powiedzieć, że przyszłość motoryzacji w Stanach to auta z alternatywnym napędem. Kompromisem z pewnością będzie utrzymanie tradycyjnych silników jako zapasu bądź wsparcia.

Jak więc widać, niestabilność cen paliw, przerwy w dostawie benzyny z powodu huraganów w Zatoce Meksykańskiej, całkowicie zmieniła nawyki Amerykanów.

Wpływa na to jeszcze kilka innych czynników. W USA ludzie często pracują w mieście, a mieszkają na wsi (podobnie zresztą jak mieszkańcy okolic Warszawy i innych dużych miast). Trzeba więc jakoś dojechać do pracy. Do niedawna dużą popularną cieszyły się SUV-y. Jednak, kiedy ich właściciele zaczęli płacić za tankowanie po 100 dolarów, wszystkie "hummeropodobne" praktycznie zniknęły z dróg. Po ostatnich obniżkach cen, część z nich wróciła na drogi.

Mimo obniżek, Amerykanie zdążyli się już przestawić na oszczędny tryb życia, mocno ograniczając pokonywane odległości. Niższe zapotrzebowanie na paliwo utrzymuje zapaść ekonomiczna i świadomość tego, że najgorsze dopiero przed Amerykanami.

Ktoś kupujący SUV-a, auto do niedawna uważane za atrybut klas średnich, jest dzisiaj traktowany jak jednostka nieodpowiedzialna. Auta używane praktycznie się nie sprzedają, bo nowe można mieć za podobne pieniądze, korzystając dodatkowo z pożyczki z zerowym oprocentowaniem. Co ciekawe, zaczęły pojawiać się Smarty, choć ich cena z pewnością nie przyciąga. Zainteresowaniem cieszą się Toyoty i Hondy. Uchodzą za ekonomiczne i bezawaryjne. Auta GM - nawet wśród zagorzałych amerykańskich patriotów - od dawna nie mają dobrej opinii, a o Fordzie krążą nawet złośliwe dowcipy w stylu: Found On the Road Dead (Znaleziony Martwy na Drodze). Przyznaję, że mój ostatni Ford Aerostar świetnie ilustrował to stwierdzenie.

Jak widać, kryzys sprawił, że życie w Ameryce zaczęło się zmieniać. Dotyczy to nie tylko motoryzacji, ale również innych dziedzin: rynku pracy, nieruchomości, stosunku do imigrantów. Co będzie za rok czy dwa? Trudno prognozować. Ale słynny amerykański optymizm nieco przygasł...

Wojtek Wysocki - od ponad 20 lat legalnie mieszka w USA (Atlanta). Prowadzi firmę remontowo-dekoratorską. Ma żonę, troje dzieci, aktualnie jeździ Toyotą Previą oraz Chevroletem Silverado. Były maratończyk, od lat współredaguje internetowy serwis Bieganie.pl