Mercedes-Benz CLS Grand Edition

Na rynek aut o nazwie "czterodrzwiowe coupé klasy premium" trafia właśnie wystylizowany Mercedes CLS. W jego opisie najłatwiej znaleźć tajemnicze słowo "designo", na zdjęciach pojawia się piękna kobieta i... niewiele więcej.
Wyjaśnię więc - Mercedes-Benz CLS Grand Edition charakteryzuje się tym, że:

- ma "designo magno platinum", czyli jest pomalowany srebrnym, matowym lakierem

- drogę oświetlają mu aktywne bixenony

- stoi na 18-calowych felgach AMG, pomalowanych na kolor "titanium grey"

- w kilku miejscach ma znaczki "Grand Edition"

- tejemnicze "designo" wnętrza ma sportowe, acz eleganckie linie

- aha, designo wnętrza składa się z kilku hektarów skóry i dwóch drzew

- pedały są ze stali nierdzewnej z gumowymi wstawkami

- ma welurowe dywaniki z insygniami "Grand Edition"

- w wersji CLS 350 ma 292 konie buszujące w sześciu cylindrach w układzie V, spijające jedynie 9,1 litra paliwa na 100 km

- w Europie można go już zamawiać, dostawy będą realizowane od marca a ceny zaczynają się od 67 294,50 euro, czyli (precyzyjnie licząc, według tabeli kursów średnich NBP z 2 stycznia 2009) - 280 tysięcy 759 złotych i 38 groszy.

Reasumując - 280.759,38 zł to dość wysoka cena, tym bardziej, że tyle kosztuje podstawowy model CLS 280 Grand Edition, który ma 231 koni mechanicznych. Dużo więcej będzie kosztował model CLS 350 GE (292 KM). Tymczasem w Polsce za 290 500 zł można mieć CLS-a bez znaczków Grand Edition, ale za to z 5,5-litrowym silnikiem o mocy 388 koni mechanicznych. Jeździłem takim, bardzo przyjemne auto. Czy tak wysoką cenę wersji Grand Edition usprawiedliwiają welurowe dywaniki i superlakier? Wątpię, tym bardziej, że CLS waży sporo i do sprawnego poruszania się potrzebuje trochę mocy - lepiej więc zainwestować w silnik. Nazywanie CLS-a "czterodrzwiowym coupé klasy premium" jako żywo przypomina mi jeden ze starszych modeli Mercedesa, zwany Sportcoupé. Złośliwi śmiali się, że jest jak świnka morska - ani świnka, ani morska...

Dodanie samochodowi kilku dodatków i sprzedawanie go po wysokiej cenie to dość sprytny, aczkolwiek zgrany marketingowy zabieg. Dobrze wie o tym Ford, który produkuje całe mnóstwo odmian Mustanga. Kilka dodatków ma skłonić klienta do wyłożenia znacznie wyższej sumy w zamian za wrażenie, że dostaje coś unikatowego. Nawet nazwa - designo - jest nietypowa, bo przez "o" na końcu. O ile jednak wariacje Mustangów mają z reguły wzmocnione silniki, tak tu zmiany nie dotknęły meritum.

Więcej zdjęć Mercedesa CLS Grand Edition znajdziesz w naszej galerii