Wielkie (na) wakacje

Zagęszczanie gamy modelowej zdaje się nie mieć końca. Miejski samochód można mieć w wersji małej, średniej i dużej
W segmencie maluchów już i tak roiło się od modeli Renault. Clio, Thalia, Modus, poprzednie Clio z przydomkiem Storia -w sumie krótszy hatchback i dłuższy, trzy- albo pięciodrzwiowy; do tego sedan i mikrovan. Można pomyśleć - dla każdego coś miłego. Jednak rynek jest tak zatkany i tak wybredny, że do handlowego sukcesu niezbędna jest wąska specjalizacja. Dlatego przy okazji wprowadzenia nowego Modusa w ofercie Renault pojawiło się małe kombi Clio Grandtour i większy Modus Grand. Nagromadzenie modeli wręcz nieprzyzwoite, a próba przyswojenia wszystkich ich rozmiarów, silników, pojemności bagażników szybko prowadzi do mętliku umysłowego.

Modus dla wymaksowanych

Clio kombi i nowego Modusa na pierwszy rzut oka dość trudno od siebie odróżnić. Oba mają typowe dla Renault buzie z czarnymi "wąsami" wlotów powietrza. Dopiero gdy oba auta postawić obok siebie, widać wyraźne różnice. Modus wygląda na sporo węższy i wyższy - przypomina pudełkowaty autobusik, podczas gdy Clio jest bardziej przysadziste, sportowe. Spora w tym zasługa kształtu przednich reflektorów obu aut.

Najbardziej kłują jednak w oczy różnice w wyglądzie kabin, zwłaszcza desek rozdzielczych. Clio jest wyraźnie tradycyjne, uporządkowane, z klasycznym układem wskaźników. Modus zaś to kolejna wariacja w futurystycznym stylu, niegdyś kojarzonym głównie z Citroënem. Cyfrowy prędkościomierz umieszczony jest na środku deski, zmuszając kierowcę do ciągłego zerkania w bok. Wokół cyfr pełznie świecący pasek obrotomierza, tak nieczytelny i nieintuicyjny, że aż irytujący i przez to całkiem zbędny. To wyraźny dowód na to, że auta są do siebie podobne tylko pozornie imają przyciągać różnych odbiorców. Clio kombi jest pomyślane jako pełnowartościowy samochód dla niezbyt zamożnej rodziny, nadający się nawet na wyjazd wakacyjny. Tymczasem Modus to auto dla nieco młodszych, energicznych kierowców dysponujących podzielnością uwagi i dobrze znoszących nowoczesne dziwactwa. W odróżnieniu od Clio Modus ma być raczej drugim albo trzecim autem w rodzinie. Taki rozkład rynkowych obowiązków nakładanych na modele znajduje odbicie w wynikach sprzedaży. Na dość biednym rynku, jakim jest Polska, Clio należy do liderów segmentu, a sprzedaż Modusa idzie dotąd jak po grudzie.

Roleta nie zawsze ukryta

Popyt na Modusa ma poprawić właśnie wersja Grand, a ściślej jej spory bagażnik. Dzięki zwiększeniu rozstawu osi (o 93 mm) i długości całkowitej w porównaniu ze starym modelem (Grand jest odeń niemal o ćwierć metra dłuższy) kufer auta w najgorszym wypadku mieści już nie 200, ale ponad 300 litrów. Przesunięcie maksymalnie do przodu typowej dla Modusa ławki Triptic pozwala zabrać już 410 litrów bagażu, więc sporo jak na samochód z gatunku miejskich. Inna sprawa, że usiąść na tylnej kanapie raczej się wtedy nie da - chyba że kierowca i pasażer siedzący z przodu mają wyjątkowo krótkie nogi.

Auto, podobnie jak Modus pierwszej generacji, kryje mnóstwo przydatnych schowków, z których najciekawszy jest imponujący pojemnik pod sufitem przypominający nieco luk w kabinie samolotu. Niestety, nie można go zamówić razem z efektownym, podwójnym oknem dachowym -w małym samochodzie nie dałoby się upchnąć jednego i drugiego.

Clio, choć o mniej "sprytnym" wizerunku od Modusa, jest od niego pojemniejsze. Minimalna objętość kufra do poziomu rolety to 439 litrów, maksymalna (do dachu) to prawie 1,3 metra sześciennego. W podwójnej podłodze mieści się dodatkowy 72-litrowy schowek dla przemytników. A skoro jesteśmy przy rolecie -w podłodze przewidziano dla niej specjalne miejsce, by nie przeszkadzała po złożeniu; w tym też Clio wygrywa z Modusem.

Podobnie jest, jeśli chodzi o wrażenia z jazdy. Clio, choć o tym samym rozstawie osi, jest szersze, niższe, dłuższe i cięższe - pewniej trzyma się drogi i mniej buja na boki.

Tylko diesel

Gama silników to tylko dwa benzynowce (1.2 i 1.6) oraz jeden diesel (1.5), za to w sumie aż w siedmiu wersjach mocy! Mieliśmy okazję wypróbować mały silnik benzynowy 1.2 (ściślej 1149 cm3) w Modusie oraz 1,5-litrowego diesla dCi w Clio. Zdecydowanym zwycięzcą tego pojedynku jest 105-konny diesel. Dysponujący momentem obrotowym o wartości 240 Nm zbiera się elegancko i energicznie, nie będąc przesadnie głośnym, za to widocznie oszczędnym. O ile średnie zużycie paliwa z silnikiem benzynowym - zaskakująco ślamazarnego - przekraczało osiem litrów, dieslowi wystarczało pięć i pół.

Oba auta mają trafić do sprzedaży w Polsce w najbliższych tygodniach. Nie mają zbyt licznej konkurencji. Clio Grandtour ma walczyć z Fabią kombi i Peugeotem 207SW, Modus będzie konkurował z Hondą Jazz i Peugeotem 1007. Kłopot jednak w tym, że na razie niewielu nabywców (tylko 17 proc.) aut miejskich wybiera jednobryłowce. Ale może przekonają ich duże bagażniki nowych Renault. W końcu Francuzi najlepiej wiedzą, co to są "wielkie wakacje".

Więcej o: